Poznań napastnikami stoi. Kluczowe elementy w walce o odmienne cele 

Nikomu nie trzeba przypominać, jak wiele rzeczy różni dwie najlepsze kluby Poznania, Lecha i Wartę. Kibice, budżet, stadion, kadra, zaplecze, akademia… tak można wymieniać długo, a i tak części elementów nie dałoby rady nie pominąć. Poza graniem w tej samej lidze i posiadaniem siedziby w tym samym mieście ciężko szukać punktów wspólnych. Mało popularna teza mówi o tym, że główne podobieństwo znajduje się na pozycji napastnika. Mikael Ishak i Adam Zrelak mają wiele cech wspólnych, przede wszystkim w prowadzeniu swoich zespołów do osiągania jakże odmiennych celów.

Rekord, walka w następnych klasyfikacjach i bezcenne punkty. Powrót Szweda w królewskim stylu 

Jak już wszyscy interesujący się Ekstraklasą zdążyli się przyzwyczaić, trener Lecha po raz kolejny musiał czekać tygodniami na powrót swojego kapitana. Podobnie jak w rundzie jesiennej znów przypomniał się w imponującym stylu. 3 bramki w ostatnich 3 meczach dające kluczowe zwycięstwa z Pogonią i ŁKSem oraz gol honorowy w Krakowie z Puszczą Niepołomice. 

Jak pisaliśmy w relacji ze stolicy Małopolski, na tonącym statku pozostał jedyny walczący, Mikael Ishak. To zdanie idealnie obrazuje ostatnie tygodnie w wykonaniu Kolejorza. Zrezygnowany trener, nie panujący nad całą sytuacją, piłkarze kompletnie bez formy, więc tylko ze Szweda kibice mogą być dumni i zadowoleni z jego postawy i zaangażowania.

67 – tyle goli w barwach Lecha we wszystkich rozgrywkach zdążył już ustrzelić Szwed. Jest to absolutny rekord wśród obcokrajowców. Wyprzedził innego skandynawa, Christiana Gytkjaera, któremu licznik zatrzymał się na 65 trafieniach. Duńczyk jeszcze przewodzi w zestawieniu bramek zagranicznych zawodników w Ekstraklasie. Ma ich 55, a obecny kapitan w Łodzi zdobył dopiero jubileuszowego 50. gola. 

Tym samym ta dwójka zostawiła wszystkich pozostałych daleko w tyle. Zajmujący następne miejsca w tych zestawieniach Rudnevs, Hamalainen czy Jevtić bramkarzy pokonali zdecydowanie mniej razy. Nie zważając na narodowość i rozgrywki Ishak goni polskich zasłużonych napastników. Jak podaje oficjalna strona klubu przed nim są Czesław Szczepankiewicz (69), Janusz Gogolewski (76), Mirosław Okoński (90), Piotr Reiss (132) i Teodor Anioła (197). 

Dużo zależy jak długo napastnik pozostanie w Poznaniu i czy wreszcie przestaną prześladować go rozmaite problemy zdrowotne, ale ma szansę zakręcić się koło 4., a może nawet 3. miejsca. Pierwsza dwójka szybko nie zostanie pobita, a może i na zawsze pozostaną na czele.

Jak wracać, to z przytupem. Hat – trick zapewni utrzymanie?

Bardzo podobną rolę dla biedniejszego klubu z Poznania pełni Adam Zrelak. Słowak nie dzierży opaski kapitana, ale również jest liderem swojego zespołu, który wyjątkowo stracił na jego dłuższej absencji. Jak zauważył Dawid Szulczek, gdyby był on cały czas do dyspozycji, to prowadzona przez polskiego szkoleniowca drużyna byłaby w zupełnie innym miejscu. 

Obecnie Warta jest realnie wmieszana w walkę o pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej, jednak odkąd Słowak wrócił na boisko, widać poprawę w grze ofensywnej i przede wszystkim w odnoszonych rezultatach. Trudno nie zgodzić się z trenerem, że Zieloni ze swoim liderem byliby w znacznie lepszym położeniu i nie musieliby już martwić się o uniknięcie degradacji.

9-krotny reprezentant swojego kraju nie ustrzelił jeszcze w żadnym sezonie w Polsce dwucyfrowej liczby goli. Niemniej od przepracowania z Wartą pierwszego letniego obozu przygotowawczego pokazuje swoją jakość i dokłada dużą cegiełkę do kolejnych miejsc nad strefą spadkową. Po pierwszej połowie sezonu, które spędził na adaptacji w stolicy Wielkopolski, od nowych rozgrywek stał się graczem podstawowego składu i trafiał odpowiednio 8 i 9 razy.

Obecnie trwająca kampania jest dla niego zdecydowanie bardziej pechowa. Od początku września zmagał się z dolegliwościami zdrowotnymi i na boisko wrócił dopiero po świętach wielkanocnych. Mimo tak długiego rozbratu z rywalizacją o punkty przypomniał się w ulubiony dla siebie sposób. 

Miał duży udział w bramce wyrównującej ze Śląskiem, jednak po golu w doliczonym czasie schodził z boiska jako pokonany. Następne 2 spotkania to już zwycięstwa, głównie za jego sprawą. Zrelak najpierw zaliczył decydujące trafienie w meczu z Koroną, a tydzień później aż trzykrotnie pokonał Mateusza Kochalskiego, bramkarza Stali Mielec. Dzięki jego grze Warta dopisała w 2 tygodnie komplet punktów znacząco poprawiając sytuację w ligowej tabeli.

Obaj kluczowi, obaj podobni. Co łączy kolegów z niemieckich boisk?

Mało kto pamięta, ale Mikael Ishak z Adamem Zrelakiem bardzo dobrze się znają. Przez 3 lata dzielili szatnię w niemieckiej Norymbergi, gdzie Szwed zazwyczaj był podstawowym zawodnikiem, a Słowak rezerwowym. Czy taka sytuacja może powtórzyć się w przyszłym sezonie? Realna szansa jest na to znikoma, ale z kilku względów byłby to dla Lecha kapitalny ruch, z którego kibice musieliby być zadowoleni.

Przede wszystkim dla trenera – którym najprawdopodobniej nie będzie obecny na stanowisku Mariusz Rumak – posiadanie zmiennika bardzo zbliżonego profilowo może być bardzo przydatne szczególnie w obliczu jakichś kontuzji, które kapitana Kolejorza nie opuszczają. 

Obaj mają świetnie rozwinięty instynkt strzelca, przez co w ataku ustawiają się podobnie i znajdują się dokładnie w tym miejscu, gdzie ich potrzeba. Wykańczać akcje potrafią na różne sposoby, czy to tylko dokładając nogę albo głowę lub nawet uderzając mocno z dalszej odległości. W kontekście akcji ofensywnych przede wszystkim mają tak zwanego „gola”, co oznacza, że gwarantują wiele kluczowych trafień na przestrzeni całego sezonu.

Są też bardzo zbliżonymi do siebie zawodnikami pod względem charakterologicznym. Wykazują się bardzo dużą walecznością nawet w fazie bronienia dostępu do własnej bramki i odpowiedzialnością za drużynę, a ich obecność na boisku pozwala kolegom z drużyny grać jeszcze lepiej. 

Głównym minusem posiadania w drużynie tak podobnych do siebie graczy jest problem z ich jednoczesną obecnością na boisku. Każdy trener przyzna, że przy grze duetem napastników muszą mieć inny sposób gry, by maksymalnie utrudnić życie defensywie przeciwnika. Niemniej z racji, że mityczne DNA klubu zakłada dopasowanie się do formacji 4-2-3-1, taka wada nie powinna stanowić większego problemu. 

Szwedzko – słowacki duet? Mało prawdopodobny 

Oczywiście to, że Adam Zrelak od lipca przeniesie się na Bułgarską jako zastępstwo za Artura Sobiecha, jest z kilku względów bardzo mało trudne do wyobrażenia. Można mieć wątpliwości, czy sam zawodnik chciałby wrócić do roli głównego rezerwowego, a szczególnie oba kluby nie wyglądają na szczególne skore do takiej współpracy transferowej. Dlatego to porównanie miało bardziej na celu pokazanie, że poznańskie kluby mają istotnych i podobnych do siebie napastników, z których muszą wyciągać jak najwięcej, by osiągać proporcjonalne do wielkości klubu sukcesy.

Mikołaj Duda 

Udostępnij:

Podobne