Maciej Skorża: mamy obowiązek ratować sezon

Do końca mamy sześć spotkań i 18 punktów do zdobycia. Są jeszcze teoretyczne szanse na grę w pucharach. Zadanie jest piekielne trudne, presji na siebie nie nakładamy, ale nikt nam nie zabroni marzyć. Już w sobotę możemy skrócić dystans do czołówki. Dopóki jest szansa, mamy obowiązek walczyć – powiedział trener Maciej Skorża podczas pierwszej od sześciu lat konferencji prasowej w Poznaniu.

Jak podkreślił, z wielką radością wraca do polskiej piłki i do topowego klubu. To dla niego wyróżnienie. – Cieszę się na współpracę z osobami, z którymi w 2015 roku odnieśliśmy sukces. Ja i Lech mamy coś do udowodnienia nie tylko polskiej piłce – stwierdził. Podkreślił, że jest pod wrażeniem atmosfery w szatni i w klubie. Widać nastawienie na sukces, a on tu jest po to, by wszystko spiąć.

Najpierw trener odpowiedział na pytania kibiców, dotyczące m.in. przyszłorocznego 100-lecia klubu. – To dla mnie nobilitacja, że akurat teraz klub chce właśnie ze mną współpracować. To wyzwoli dodatkowe pokłady energii – zapewnił. Mieszkał przecież wiele lat w Poznaniu i wie, jak bardzo ten klub jest dla ludzi ważny, jaka jest radość z sukcesów i smutek po niepowodzeniach. – Chciałbym jeszcze raz doświadczyć radości po mistrzowskiej fecie – powiedział.

Lech będzie grał ofensywnie czy zachowawczo? Z pewnością ofensywnie, bo taki jest potencjał piłkarzy. – Zagramy najbardziej widowiskowo, jak tylko się da, ale priorytetem będzie zwyciężanie – zapewnił. Czy trener będzie zabiegał o powrót do Poznania wypożyczonego Amarala? Nie wyklucza żadnego powrotu, będzie korzystać z opinii obserwującego wypożyczonych graczy Jarosława Araszkiewicza.

Nie poprowadził meczu z Legią, bo negocjacje z klubem zakończył dopiero w sobotę rano. Uważa jednak, że sztab dobrze przygotował drużynę. Jej niedzielna gra podobała mu się. Była ogromna różnica między tym, co zespół pokazał ostatnio w Krakowie, a meczem z Legią. Największą bolączką obecnego Lecha jest nierówna gra. Potrafi pokazać się z dobrej strony, ale złe momenty wszystko niweczą. Nie deklarował, czy zespół w najbliższym meczu znów zagra z trzema środkowymi obrońcami. Jego celem jest elastyczność, możliwość zmiany systemu w trakcie meczu, zależnie od potrzeb. W szatni ma piłkarzy, których na to stać.

Dlaczego Lech przez sześć lat nie potrafił odnieść żadnego sukcesu? Czy liczy na to, że prezes Piotr Rutkowski mniej będzie się angażował w prowadzenie pionu sportowego? Trener Skorża przypomniał, że podczas poprzedniego pobytu w klubie też z nim współpracował i przyniosło to dobry efekt. Zapewnił, że nikt go nigdy nie zmuszał do wystawiania juniorów, zresztą Kowancki, Linetty i Kędziora bardzo pomogli w zdobyciu tytułu. Także teraz ma zamiar stworzyć dobrą drużynę, pokazać ją w Europie. Nie wyobraża sobie nie mieć wpływu na transfery. Nowi gracze są niezbędni, ale trener musi konkretnych graczy zaakceptować.

Akademię trener uważa za dużą wartość klubu. Chce wykorzystać potencjał młodzieży, grzechem byłoby tego nie zrobić, ale nie ma mowy, by juniorzy za darmo otrzymywali miejsce w składzie. W przypadku młodych graczy trzeba mieć cierpliwość, z powodu wahań formy. Długie negocjacje z władzami klubu dotyczyły takich właśnie aspektów. Nie koncentrowały się na sprawach finansowych, bo tu udało się uzgodnić szybko, ale na współpracy w sytuacjach kryzysowych, gdy takie się zdarzą.

Maciej Skorża zdradził, że już pierwszego dnia przeprowadził trudną rozmowę z Tymoteuszem Puchaczem, który przyznał publicznie, że porozumiał się z Unionem Berlin i odejdzie po sezonie licząc, że kluby się dogadają. Trener, jak twierdzi, nie spotkał się jeszcze z tak kuriozalną wypowiedzią. Ma jednak pewność, że w ostatnich meczach sezonu i w przyszłym zawodnik da z siebie wszystko.

Podczas poprzedniego pobytu w klubie Macieja Skorży nie było dyrektora sportowego. Teraz jest nim jego były asystent Tomasz Rząsa. – Wiem, że jest szum wokół jego osoby – stwierdził podkreślając, że były asystent miał duży wpływ na sukces w 2015 roku. Ma nadzieję na dobrą współpracę i teraz. Zdaje sobie sprawę, że niektórym piłkarzom daleko do wysokiej formy, ale to w piłce normalna sytuacja. Widzi w nich potencjał, chce z nimi popracować, by uwolnili swoje możliwości. Podobnie było z Arajuurim, bardzo krytykowanym, ale bez niego nie byłoby mistrzostwa.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Jak jubileusz zmienić w stypę

Mocną drużynę, dominującą na krajowym podwórku i dobrze pokazującą się w Europie, można zbudować na dwa sposoby: wydać niemałe pieniądze na klasowych piłkarzy, albo wykorzystać