Lech trwoni możliwości. Jeszcze jeden sezon idzie na straty

Dystans do ligowej czołówki po meczu w Zabrzu wzrósł, ale nie to jest najgorsze. Największym rozczarowaniem jest forma drużyny, nie lepsza niż w najgorszym okresie późnej jesieni, a zwłaszcza brak woli walki, dążenia do zwycięstwa. Lechici, na oczach pana trenera, podobno preferującego ofensywny styl gry, z połowy boiska częściej kierowali piłkę do bramkarza niż do przodu.

Lecha i Wartę dzielą w tabeli tylko 2 punkty. Więcej ma ich jeszcze Lech, być może po raz ostatni. Jest to szokujące, bo nie można nawet porównywać warunków, w jakich działają oba kluby, możliwości, jakie mają, zainteresowania, jakie budzą. W Lechu problemem jest nie tylko brak kompetencji w zarządzaniu, ale i brak charakteru, co przekłada się na postawę piłkarzy. W Zabrzu pogorszyli swą sytuację w tabeli nie tylko dlatego, że są kiepsko przygotowani do rozgrywek. Punkty stracili głównie przez to, że nie podjęli walki o zwycięstwo.

Zawiodło wszystko. Nie funkcjonowało nic. Piłkarze, tak chwaleni pół roku temu za kreatywność i stawianie na pierwszym miejscu ofensywy, nie mieli chęci ani pomysłu, by atakować. Trener dysponował przetrzebionym składem, z juniorami na „dziewiątce” i na „dziesiątce”. Rozpadł się kreatywny tercet Tiba-Moder-Ramirez. Pozostał Portugalczyk, który jest w równie kiepskiej formie, jak reszta drużyny. Był za słaby, by mobilizować młodych kolegów, kierować do nich dobre podania.

Trener może mieć żal do władz klubu, które siłę drużyny mają gdzieś. Gdy wszystkie ligowe drużyny przeżywają kryzys finansowy, Lech zarobił niemałą kasę. Wiadomo, że jest ona warunkiem rozwoju. Każdy inny klub, mając ogromną przewagę finansową nad resztą stawki, natychmiast by to zdyskontował, w końcu sport polega na rywalizacji, wykorzystywaniu przewagi. W Lechu wolą iść pod prąd. Po co się wywyższać, walczyć o ambitne cele. Trudno się dziwić rozpaczy i zniechęceniu kibiców obserwujących trwonienie wielkiego potencjału.

Można było przeznaczyć część zarobionych jesienią pieniędzy na radykalne wzmocnienie drużyny, sprowadzenie zawodników z wysokiej półki. Lech woli się przyczaić. Owszem, przeprowadził transfery, ale takie, które niewiele zmienią, niczego nie poprawią. Salamon prawdopodobnie jest lepszym piłkarzem niż Crnomarković, ale w Zabrzu swoje umiejętności skrzętnie ukrył. Podawał najczęściej do bramkarza, a kiedy próbował grać do przodu, żałośnie tracił piłkę. Ślamazarnie i ociężale interweniował w akcji bramkowej dla Górnika. Dobry obrońca zablokowałby strzelającego. Rogne sprawiał lepsze wrażenie. Ciekawe, na jak długo wystarczy mu zdrowia.

Choć Karlstroem jest wartościowszym graczem niż Muhar, to Lecha nie zbawi. Bardzo mu daleko do klasy Modera. Lech zarobił majątek na transferze Kuby, ale oddając go osłabił drużynę. Nie skorzystał z możliwości zaangażowania w jego miejsce klasowego środkowego pomocnika, by stworzyć możliwość gry o coraz wyższe cele. To tak, jakby ktoś otrzymał od Stwórcy talenty, które mógłby z pożytkiem wykorzystać, ale wolał je zakopać.

Osłabienie personalne drużyny jest faktem, nic jednak nie tłumaczy złego jej przygotowania do rozgrywek. Fatalna forma wszystkich zawodników podważa zaufanie do fachowości trenera. Nikt w Zabrzu nie zagrał na przyzwoitym poziomie. Przede wszystkim – nikt nie wykazał woli walki. To Górnik, teoretycznie dużo słabszy, walczył o zwycięstwo, gdy apatyczny Lech podawał do bramkarza, bał się przekraczać środkową linię. Dariusz Żuraw zapewniał, że wie, jak gra Górnik. Spodziewał się aktywnego, wysokiego pressingu. Analiza była trafna, tylko do niczego się nie przydała.

Gdy Lech walczył w Europie i zarabiał na transferach kwoty niewyobrażalne dla innych ligowców, nadzieje były wielkie. Klub miał działać racjonalnie, wzmocnić się, za rok znów spróbować się pokazać w pucharach, czarować kibiców atrakcyjnym, ofensywnym stylem. W miejsce odchodzących Jóźwiaka, Modera mieli przychodzić zawodnicy klasowi, bo klub wreszcie na takich stać. Dziś już wiemy, że Lech nie po to szkoli młodzież, by rosła klasa drużyny. Rozczarowanie jest duże, bo okazuje się, że nie od pieniędzy zależy rozwój klubu, ale od mentalności rządzących nim ludzi.

Józef Djaczenko

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Amaral zawstydzi Żurawia?

Dla kilku osób mecz w Lubinie będzie miał szczególne znaczenie – za sprawą osoby trenera Zagłębia. Niektórzy piłkarze Lecha dobrze go wspominają. Najlepiej Muhar i

Niespodzianki dla Żurawia

Trener Zagłębia Lubin dobrze zna piłkarzy Lecha, z większością z nich pracował w Poznaniu jeszcze w poprzednim sezonie. Łatwiej dzięki temu będzie mu znaleźć sposób