Lech dokonał niemożliwego. Przegrał na Gibraltarze! Co za wstyd!

Jedna z największych kompromitacji w dziejach Lecha Poznań stała się faktem. Nie dał rady słabeuszowi z Gibraltaru, który pokonując faworyzowanych gości odniósł największy sukces w dziejach swego niewielkiego kraju. Poznaniacy narobili sobie wstydu na całą Europę. Już nie tylko w Polsce mają opinię „przegrywów”. Winowajcą jest Niels Frederiksen, który wysłał do boju nie drużynę, nawet nie skład rezerwowy, ale zbieraninę ludzi, którzy nie wiadomo po co pojechali tak daleko od domu.

Gdyby taki skład trener Lecha wystawił na mecz pucharowy z czwartoligowcem, zdziwienia by nie było. Ale w spotkaniu o punkty w Lidze Konferencji? Decyzje wydawały się zbyt odważne. Kluczowi gracze pozostali na ławce, z zespołu z poprzedniego meczu przetrwali tylko Mrozek i Rodriguez. Od początku na środku obrony grali, bardzo zresztą niepewnie, Mońka i Skrzypczak, jeszcze gorzej Fiabema i Agnero w ofensywie. Pocieszający było tylko to, że w każdej chwili można było wprowadzić do gry Ishaka, Palmę, Ismaheela, Pereirę. I trener ich wprowadził, ale obrona znów się skompromitowała.

Nie klasa piłkarzy była największą bolączką Lecha, ale brak zgrania, a przede wszystkim pomysłu na prowadzenie gry. Początkowo wyższość w posługiwaniu się piłką przez gości nie podlegała dyskusji, ale brakowało pomysłu na rozmontowanie obrony Lincolnu. Obrony wcale nie doskonałej, jest ona podobno najsłabszą formacją zespołu. Indywidualne akcje Bengtssona i Fiabemy nie mogły przynieść rezultatu, a już zwłaszcza Rodrigueza, który ni to strzelał, ni to podawał, miotał się po boisku z wściekłą miną. Przez cały mecz nie widzieliśmy ani jednej składnej, przemyślanej akcji.

Przez pierwszy kwadrans słabiutki Lech ani razu nie zagroził gospodarzom. Szczytem nieudolności był beznadziejnie wykonany rzut rożny, po którym rywal wyprowadził kontrę i tylko poprzeczka uratowała Mrozka. Po chwili było groźnie po bezmyślnym faulu Thordarsona tuż przed polem karnym. Kilka minut później Agnero trafił z bliska w poprzeczkę, to była najgroźniejsza akcja gości w pierwszej połowie. Zawodnik ten grał niezbornie, a jego wymiana podań z Fiabemą wzbudziła śmiech. Czas mijał, a Lech wciąż grał powoli, mało składnie, nerwowo.

Po pół godzinie Mrozek popisał się katastrofalnym, w swoim stylu, wybiciem piłki wprost do przeciwnika, który wpadł w pole karne i starł się z Oumą. Było blisko rzutu karnego, sędzia na to się nie zdecydował. Zaczął się jednak okres przewagi gospodarzy i zagubienia Lecha, seria błędów obrońców, także Agnero, który znalazł się w polu karnym i stało się – kopciuszek z Gibraltaru wyszedł na prowadzenie!

Lecha to nie obudziło, wciąż grał katastrofalnie. Bronił się, z niczym sobie nie radził, z żadnym elementem gry. Po prostu nie było go na boisku. Znamienny był kontratak, po którym Fiabema przebiegł całe boisko, by wdać się w pojedynek, który dziecinnie łatwo przegrał. Dla nikogo nie było już wątpliwości, że wystawienie rezerwowego składu mści się na całego. W przerwie twórca tego nieszczęścia, czyli Niels Frederiksen poszedł po rozum do głowy i wpuścił na boisko Palmę, Pereirę, Ismaheela, czyli głównych kreatorów gry. Fiabema na boisku pozostał. Zszedł z niego Agnero.

Wydawało się, że Lech wejdzie na drugą połowę odmieniony. Nic z tego, nadal był nieskoordynowany, niepewny swego. Zachowywał się nieodpowiedzialnie, jak Rodriguez faulujący tuż przed polem karnym. Po rzucie wolnym gospodarze znów trafili do bramki, na szczęście dla Lecha z pozycji spalonej. Gra Lecha ożywiła się potem. Fiabema trafił w poprzeczkę, choć miał pozycję idealną. Kilka minut później zmienił go Ishak, ale wcześniej jeszcze Ismaheel zdążył trafić w słupek.

Lech niby atakował, ale gospodarze byli na to przygotowani, dobrze sobie radzili, grali spokojnie i pewnie. I czekali na faule Lecha przed jego polem karnym. I się nie zawodzili, gracze Lecha razili bezmyślnością, jak nie Rodriguez, to Moutinho narażali drużynę na niebezpieczne rzuty wolne.

Kwadrans przed końcem meczu bramkarz trafił w głowę pięścią skaczącego do piłki Rodriguez i sędzia podyktował rzut karny dla Lecha. Do piłki podszedł oczywiście Ishak i pewnym strzałem wyrównał stan meczu. Mógł pójść za ciosem, nie był jednak w stanie. Mistrz Polski sprawiał wrażenie usatysfakcjonowanego wynikiem i dawał się zamykać na własnej połowie mistrzowi Gibraltaru. To się musiało zemścić. Kilka minut przed końcem w dziecinnie łatwy sposób gospodarze odzyskali prowadzenie. Źle ustawieni obrońcy, oszukany jak dzieciak Mońka, bezradny, bo stojący w złym miejscu  Mrozek.

Potwierdziło się, że nikomu nie wolno dopisywać punktów przed meczem. Co za skandal, co za kompromitacja! W każdym cywilizowanym klubie taki blamaż nie pozostaje bez reakcji.

Udostępnij:

Podobne

Wielki mecz w Wielką Sobotę

Choć wiele jeszcze spotkań do końca rozgrywek, starcie Lecha Poznań z Jagiellonią może mieć duży wpływ na końcową klasyfikację. Gdyby Kolejorz wygrał w Białymstoku, jego

Idą jak po swoje? Nie w tej lidze

Piłkarze Lecha wywołali tak duże oczekiwania, że lepiej sobie nie wyobrażać rozczarowania, gdyby coś poszło nie tak, gdyby drużyna „odzyskała” formę z początku sezonu. Lider

Lechitki bez szans w meczu z liderem

Piłkarki Lecha Poznań stanęły w sobotnie południe przed bardzo trudnym zadaniem. Do Plewisk przyjechała mocna ekipa Czarnych Sosnowiec, wicemistrz Polski pewnym krokiem zmierzający do mistrzostwa