Komplet publiczności przy Bułgarskiej. Czy piłkarze to uszanują?

Dwa przegrane mecze, szanse na mistrzostwo pogrzebane, tragiczna, nie dająca żadnych nadziei gra Kolejorza, a na kolejnym spotkaniu, w zimny, późny wieczór trybuny przy Bułgarskiej wypełnione do ostatniego miejsca? Wydaje się to nierealne, a jednak będziemy tego świadkami. Akcja „Kibicuj z klasą” zachęciła do przyjazdu na stadion liczne zorganizowane grupy młodzieży. Piłkarze Lecha mogą liczyć na doping 40 tysięcy gardeł.

Tylko czy im na dopingu i na czymkolwiek jeszcze zależy? Ostatnie, smutne mecze wykazały ich zupełną bezradność. Kiedy grali jak z nut, wygrywali ważne mecze, liderowali przez prawie 20 kolejek stało się oczywiste, że każde inne rozstrzygnięcie niż mistrzostwo kraju będzie ogromnym rozczarowaniem. Nie pierwszym, jakie spotkało kibiców Lecha. Wydawałoby się, że są zahartowani, trudno ich zaskoczyć jakimkolwiek nieszczęściem, a jednak po ostatnich występach wśród fanów Kolejorza panuje przygnębienie. Najczęściej powtarzają się sformułowania „znów!” i „jak zwykle!”. To prawda, że piłkarze niewiele z siebie ostatnio dają, ale nie ich się wini za to, co dzieje się z tym klubem. Są tu od niedawna. Lech mentalnie dołuje od ponad dekady, z krótkimi przerwami na kadencje Macieja Skorzy.

Teraz trzeba się zmierzyć z Koroną Kielce. Ekipa Jacka Zielińskiego jest nisko w tabeli, nie może być pewna ligowego bytu, ale w meczach przeciwko liczącym się rywalom radzi sobie bardzo dobrze, nie przegrywa z nimi na wyjazdach. Ma w składzie szybkiego jak wiatr skrzydłowego Mariusza Fornalczyka, skutecznego ostatnio reprezentanta młodzieżówki. Jego indywidualne zrywy zapewniły Koronie wiele ważnych punktów. Ten zespół gra bezkompromisowo, stać go na wiele. Trener Niels Frederiksen podczas przedmeczowej konferencji prasowej sprawiał wrażenie pewnego siebie. Zapewniał, że wierzy w swych piłkarzy. Nie zgodził się ze stwierdzeniem, że nie ma nad nimi kontroli i że grają oni tak, jak im się podoba.

Przed wyjazdem do Białegostoku i do Wrocławia trener też wierzył w zwycięstwa, taki był jego cel. Rzeczywistość okazała się smutna. Nikt rozsądny nie postawi na ten zespół wszystkich pieniędzy. Jest rozchwiany emocjonalnie, piłkarzom wiele brakuje do formy z jesieni. Przestali grać szybko i intensywnie, ich wyniki biegowe są z meczu na mecz niższe.. Powróciło to, co duński trener, jak się okazuje, zmienił tylko na chwilę – bezproduktywne podania w środku pola. Pressing jest cherlawy, na to nakłada się bezradność przy stałych fragmentach, głównie przy rzutach rożnych, w ofensywie i w defensywie. Musiałoby się zmienić wszystko, by taki Lech zaczął przypominać siebie z jesieni.

Akurat teraz trzeba grać bez Sousy, od którego zawsze bardzo dużo zależy. Z gry wykluczył go nadmiar żółtych kartek. Trener zapewnia, że ma kim go zastąpić, wymienił nazwisko m.in. Jagiełły, ale obserwacja gry tego piłkarza wpędza kibiców w depresję. Potrafi zwolnić każdą ofensywną akcję, honorowo czeka, aż przeciwnicy zdążą odbudować defensywę. Na „dziesiątce” może też zagrać Hotić, o którym trener w tym roku na długo zapomniał, odkurzył go dopiero we Wrocławiu, z marnym zresztą skutkiem. Od biedy za napastnikiem mógłby operować Gholizadeh, choć Irańczyk lepiej czuje się na boku i przesuwa się tam niemal bezwiednie.

Nadzieją napawa powrót Radosława Murawskiego, bez którego, przy kiepskiej dyspozycji i licznych błędach młodego Kozubala, Lech był ostatnio w środku boiska bezradny, nieskoordynowany. Mogą już grać zdrowi Milić i Hakans. Fin może być odpowiedzią Lecha na szybkie akcje Fornalczyka. Powinien znaleźć miejsce, by się rozpędzić, Korona raczej nie wycofa się w komplecie na własne pole karne. Przy licznej widowni piłkarzom Lecha szło zwykle dobrze. Być może w sobotę przypomną sobie, jak się wygrywa.

Udostępnij:

Podobne