Czeka nas pucharowa jesień. Nie wiemy jeszcze, z jakimi przeciwnikami Lech będzie się mierzył, które znane europejskie firmy zobaczymy na Bułgarskiej. Największą niewiadomą są rozgrywki, do których uda mu się dostać. Liga Konferencji jest pewna, ale trzeba mierzyć wyżej. Najtrudniejsze wyzwanie czeka na Kolejorza w środę: rywalizacja z Crveną Zwezdą, najbardziej utytułowanym klubem z Bałkanów. Wcześniej, w sobotę zagra z Górnikiem Zabrze, ale kolejne spotkanie ligowe przełożył, nie pojedzie do Gliwic na mecz z Piastem, by lepiej przygotować się do rewanżu z mistrzem Serbii.
Wzięcie pierwszej pucharowej przeszkody nie okazało się, zgodnie z przewidywaniami, trudnym zadaniem dla Lecha. Już po pierwszym, rekordowo wysoko wygranym meczu w Poznaniu było jasne, że rywalizacja z islandzkim Breidablik jest rozstrzygnięta. Rewanż na wyspie gejzerów nie był jednak spacerkiem. Przeciwnik, choć gra w kiepskiej lidze i nie ma klasowych piłkarzy, wysoko zawiesił poprzeczkę i ujawnił słabości grającego w przemeblowanym składzie Lecha. Mistrz Polski, nieoswojony ze sztuczną trawą, szczególnie w drugiej połowie miał problemy z opanowaniem środka boiska, konstruowaniem akcji. Popełniał błędy, niecelnie podawał, dawał się ogrywać, był o włos od straty gola. Do zwycięstwa, wartościowego z uwagi na krajowy ranking pucharowy, wystarczyło wykorzystanie błędu Breidabliku przy wyprowadzaniu piłki.
Teraz czeka go starcie z rywalem z zupełnie innej półki. Gdyby grał w składzie „islandzkim”, a przede wszystkim na takim samym poziomie, byłby absolutnie bez szans. Komentatorzy meczu przeciwko Breidablik bili na alarm, krytykowali postawę Kolejorza, który rzeczywiście słabo sobie radził, ale trzeba mieć na uwadze, że trudno pokazać coś wartościowego grając w składzie poprzestawianym, a przede wszystkim bez ataku po przerwie. Siła Lecha przed jednym z najważniejszych od lat wyzwań, przed którym właśnie staje, byłaby większa, gdyby miał drugiego napastnika. I gdyby nowi zawodnicy zdążyli wpasować się do drużyny.
Serbowie mają zespół bez porównania wartościowszy. Tam nie walczy się o Ligę Mistrzów z jednym napastnikiem. Szczególnie mocna jest druga linia Crvenej. Jeśli Lech marzy o nawiązaniu w miarę wyrównanej rywalizacji, musi zagrać na więcej niż sto procent możliwości, wykorzystać wszelkie atuty, znaleźć sposób na teoretycznie dużo mocniejszą, do tego nie znającą się na żartach, mocno zdeterminowaną ekipę. Mistrz Serbii na poważnie podchodzi do walki o Ligę Mistrzów. Wzmocnił skład zawodnikami, na których Lecha długo jeszcze nie będzie stać. Przełożył ligowy mecz przeciwko Vojvodinie Nowy Sad, by lepiej przygotować się do starcia w Poznaniu.
W futbolu pokonywanie faworytów to codzienność. Jeśli piłkarze i trener Lecha chcą spełnić marzenia, muszą zagrać i dobrze, i mądrze, a przede wszystkim unikać charakterystycznych dla siebie błędów, strat, nieporozumień. Los Lechowi nie sprzyja, łatwiej byłoby walczyć o awans mając w składzie Walemarka i nowych graczy wdrożonych już do gry, drugiego napastnika. Jeśli uda się mimo tych braków sprawić sensację, czwarta runda eliminacji będzie już łatwiejsza, można liczyć na rozstawienie po przejęciu współczynnika Zvezdy. Lecha czeka więc walka o wszystko.



