Grali na chwałę Lecha, a na pamięć nie zasługują?

Mimo dyskusji o dokładnej dacie powstania Lecha Poznań, sto lat istnienia robi wrażenie. Do dziś przetrwali tylko piłkarze i to oni skupiają na sobie uwagę, ale wszyscy wiedzą (choć nie wszyscy chcą pamiętać), że pod znakiem lokomotywy z niemałymi sukcesami występowali sportowcy różnych dyscyplin. Koszykarze Lecha zdobyli jedenaście mistrzowskich tytułów. Obecny klub, przy fachowości swego kierownictwa i legendarnym parciu na trofea, potrzebuje kilku dekad, by się do tego zbliżyć.

Jeszcze w latach 90. koszykarze Lecha byli na ustach wszystkich. Kibice kochali piłkarzy, ale szaleli też za koszykarzami, podczas największych sukcesów zdobycie biletu na ich mecz graniczyło z cudem. „Kosz, kosz, Kolejorz!” – kto z ówczesnych kibiców nie pamięta tego okrzyku? Kto nie żył fantastycznymi występami Kijewskiego, Jechorka, Torgowskiego, Kiełpińskiego, Boguckiego, Marcinkowskiego, a wcześniej Durejki, Cegielskiego, Glinki, Kostenckiego, Pawelczaka i wielu, wielu innych?

To same polskie nazwiska, bo sprowadzanie do polskiej ligi gwiazd zza oceanu to zwyczaj stosunkowo świeży. W tamtym Lechu grali niemal wyłącznie zawodnicy stąd. Kolejorz, na oczach rozentuzjazmowanych fanów, mierzył się z największymi potęgami europejskiej koszykówki mając skład w dużej części poznański. Koszykarski protoplasta Lecha przed wojną wygrał klubowe rozgrywki europejskie, a reprezentację olimpijską, czwartą na berlińskich igrzyskach, stanowiła „złota piątka” poznańskiego KPW.

Koszykarze, jak wszyscy w tym mieście, kibicowali piłkarzom Lecha, a piłkarze pojawiali się na meczach kolegów klubowych i gorąco ich wspierali. Przyjaźnili się, stawali się członkami rodzin po zawieranych małżeństwach. Niewiele brakowało, by Jarek Jechorek, czołowy polski koszykarz, zakończył przygodę ze sportem jako nastolatek, bo opuszczał treningi kolidujące z meczami piłkarzy. Miał szczęście, trafił na trenera wyrozumiałego i zdającego sobie sprawę, czym dla młodego poznaniaka jest wydarzenie odbywające się przy Bułgarskiej.

Sportowcem Lecha był Zenon Czechowski, czołowy niegdyś polski kolarz, olimpijczyk. Triumfy święcili pływacy Lecha i przedstawiciele innych dyscyplin. Klub specjalizował się jednak w sportach zespołowych, o mistrzostwo Polski bili się koszykarki i koszykarze, hokeiści na trawie, piłkarze. Dziś pozostali tylko ci ostatni, choć niewiele brakowało, by podzielili los likwidowanych sekcji. Na przełomie stuleci klub przetrwał tylko dzięki swej ogromnej popularności i poświęceniu ludzi ryzykującym dla niego wszystko, z własnym majątkiem włącznie. Tylko dzięki nim w 2006 roku koncern Amica miał co przejąć.

Obchody stulecia były okazałe, głównie za sprawą kibiców. Ich oprawę, dzięki nagraniom, podziwia cały piłkarski świat. Także dzięki piłkarzom, którzy uświetnili jubileusz pięknym zwycięstwem. Tego dnia nie brakowało życzeń i gratulacji, tylko nikt jakoś nie wspominał tych sportowców Lecha, których nie tak dawno temu podziwiali kibice nie tylko poznańscy. Gdyby usłyszeli symboliczne podziękowania, które nic by klubu nie kosztowały i nie odebrały mu chwały, zrobiłoby im się miło. Nie lekceważenie, a docenianie świadczy o prawdziwej wielkości.

Udostępnij:

Podobne

Czekając na inwestycje

Wywalczenie mistrzostwa Polski pozwoliło Lechowi zarobić niemałe pieniądze, przekraczające 30 milionów zł. Jeszcze większe kwoty czekają w europejskich pucharach. Im Kolejorz dłużej w nich pogra,

Bezkonkurencyjni. I niech tak zostanie

Z Gali Ekstraklasy, podsumowującej ligowy sezon, piłkarze Lecha wracają z nagrodami świadczącymi o zdominowaniu konkurencji. Najlepszym młodzieżowcem kapituła wybrała Jakuba Kamińskiego, najlepszym obrońcą Bartosza Salamona,