Do zamknięcia okienka transferowego pozostało jeszcze kilka dni, jednak Lech z racji gry w europejskich pucharach kadrę musiał zamknąć tydzień szybciej. Przy Bułgarskiej w ostatnich godzinach mocno podkręcono tempo i to przyniosło efekty w postaci dwóch transferów. Pierwszy z nich to doskonale znany z boisk Ekstraklasy Taofeek Ismaheel, a drugi to ciekawie zapowiadający się napastnik z ligi szwedzkiej – Yannick Agnero.
Utalentowany napastnik, pasujący do założeń Frederiksena
Yannick Agnero przez ostatni rok był zawodnikiem szwedzkiego Halmstads BK, czyli średniaka tamtejszej ekstraklasy. Klub ten raczej walczy o bezpieczne utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej niż o grę w europejskich pucharach czy tym bardziej o mistrzostwo kraju. Mimo gry w zespole spoza czołówki Agnero potrafił zwrócić na siebie uwagę zagranicą. Napastnikiem nie interesował się tylko Lech, ale i kluby belgijskie, francuskie czy nawet angielskie. To ma być powodem, że Iworyjczyk do Poznania trafił dopiero we wrześniu. Wcześniej miał być poza zasięgiem finansowym i czekać na przenosiny do czołowych europejskich lig. Czym Agnero się wyróżniał, że grając w średniaku ze Szwecji dał się zauważyć znacznie mocniejszym ekipom, gotowym zapłacić za niego niemałe pieniądze?
– Przede wszystkim cenię Agnero za jego motorykę. To bardzo szybki zawodnik, który lubi otrzymywać prostopadłe podania. Dzięki temu dobrze odnajduje się w polu karnym i potrafi dochodzić do sytuacji strzeleckich. Z pewnością powinien odnaleźć się w założeniach Nielsa Frederiksena. Iworyjczyk dobrze pracuje w pressingu i dysponuje solidną wytrzymałością. Jego liczby nie robią może wielkiego wrażenia – ostatniego gola zdobył jeszcze w maju – ale z drugiej strony ma na koncie pięć trafień, trzy asysty i brał udział przy ponad połowie bramek Halmstads BK w tym sezonie – mówi nam Marek Wadas prowadzący profil „Szwedzka piłka”, współautor strony „Futbol po Skandynawsku”.
Agnero do Szwecji przeniósł się z duńskiego Nordsjaelland. To był jego pierwszy klub po bezpośrednim transferze z Afryki i tam do końca nie spełnił oczekiwań. Rozegrał zaledwie trzy mecze i ani razu nie trafił do siatki. Po dwóch wypożyczeniach do zespołów z niższych klas został bez większego żalu oddany do Halmstads BK. Dlatego pytamy, jakie Agnero ma cechy, nad którymi zdecydowanie musi jeszcze popracować?
– Z wykończeniem sytuacji bywa u niego różnie, choć uważam, że to element możliwy do spokojnego wypracowania. 22-latek często marnuje stosunkowo proste sytuacje, momentami wręcz w absurdalny sposób. Zdarza mu się też mieć problemy z taktyką – dużo biega, ale nie zawsze tam, gdzie powinien, przez co gubi pozycję i zostawia wolne przestrzenie – odpowiada Wadas.
Iworyjczyk do Lecha przechodzi, by przede wszystkim spełnić jeden cel. Być godnym konkurentem dla Mikaela Ishaka, który nie jest w stanie zagrać wszystkich meczów. Szwed czasami potrzebuje odpoczynku lub przez natłok spotkań zmaga się z problemami zdrowotnymi. Teraz Niels Frederiksen ma mieć godną alternatywą do zastąpienia kapitana. W przeszłości bywało z tym różnie i dysproporcja pomiędzy Ishakiem i jego zmiennikiem była często gigantyczna.
– Nie sądzę, by Agnero był podobnym napastnikiem do Mikaela Ishaka i myślę, że moje wcześniejsze słowa to potwierdzają. Agnero to napastnik bazujący przede wszystkim na świetnej motoryce, podczas gdy Ishak ma inne atuty. Obaj jednak potrafią znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie w polu karnym – odpowiada ekspert od szwedzkiej piłki na prośbę o porównanie obu doskonale mu znanych napastników Lecha.
Agnero do Polski przenosi się z dużymi oczekiwaniami. W końcu Lech miał zapłacić za niego rekordową kwotę w historii klubu. Jego brak doświadczenia w mocniejszych ligach czy europejskich pucharach budzi u części kibiców pewne wątpliwości, czy to na pewno właściwy zawodnik do stania się w przyszłości nową gwiazdą ataku obecnego mistrza Polski. Dlatego pytamy o ocenę tego transferu i co może Agnero dać drużynie po transferze do Lecha?
– Moim zdaniem na razie Iworyjczyk jeszcze nie jest gotowy, ale Lech zapewne doskonale zdaje sobie sprawę, że kupuje przede wszystkim potencjał. Jeśli wystrzeli – Kolejorz może na nim świetnie zarobić i wszyscy będą bić brawo, choć ryzyko niewątpliwie jest spore. Potencjał na pewno jest duży. To wychowanek akademii Right To Dream, z której trafił do FC Nordsjælland. Tam radził sobie całkiem nieźle w drużynach młodzieżowych, ale próbkę prawdziwych możliwości pokazał dopiero w Szwecji. Mocno trzymam kciuki, by w Polsce wskoczył na wyższy poziom. Na razie jego dyspozycja nierówna, jednak gdyby strzelał regularnie, prawdopodobnie grałby już w znacznie mocniejszej lidze – odpowiada prowadzący profil „Szwedzka piłka” i współautor strony „Futbol po Skandynawsku”. Yannick Agnero to przykład transferu, który w Polsce póki co jest rzadkością, a jest regularnie przeprowadzany przez większe europejskie kluby, z czego w przyszłości mają spore zyski. Ruch z myślą długofalową, będący nastawiony na potencjał zawodnika, a nie tylko na umiejętności na najbliższe miesiące. Jest to spore ryzyko, szczególnie przy dużej kwocie, jaką trzeba było wydać, jednak jeśli ten trend w następnych okienkach zostanie podtrzymany to Lech będzie miał okazję, by wejść na jeszcze wyższy sportowy poziom i realnie zacząć myśleć o tlącej się w oddali Lidze Mistrzów. Iworyjczyk będzie musiał zmierzyć się ze sporymi oczekiwaniami i presją, jakiej prawdopodobnie jeszcze nigdy nie doświadczył. To jak sobie z tym poradzi może być kluczowe, by mógł rozwinąć skrzydła i zaprezentować pełnię umiejętności.
Doskonale znany skrzydłowy do wzmocnienia rywalizacji
Taofeek Ismaheel wszystkim kibicom śledzącym Ekstraklasę jest doskonale znany. Miał on okazję dwukrotnie mierzyć się z Lechem. Zeszłej zimy w przegranym przez drużynę Nielsa Frederiksena meczu w Zabrzu oraz ostatnio przy Bułgarskiej. W obu tych spotkaniach Nigeryjczyk ani nie trafił do siatki ani nie zanotował asysty. Kolejorz zdecydowanie nie był jego ulubionym przeciwnikiem, a teraz zagra w jego szeregach.
Skrzydłowy do Lecha trafił na zasadzie wypożyczenia, jednak Lech będzie miał możliwość wykupienia go po zakończeniu sezonu i to daje spory komfort w planowaniu kadry. Ismaheel jest transferem nieco awaryjnym, ponieważ gdyby Walemark czy Gholizadeh byli zdrowi, z pewnością nie byłoby potrzeby sprowadzania go na Bułgarską. Kolejorz nic nie ryzykuje. Ma ciekawego gracza, który wydaje się być wręcz idealnie skrojony do wymagań Nielsa Frederiksena. Jeśli rzeczywiście dobrze zaadaptuje się w drużynie duńskiego trenera, to nie będzie żadnego problemu, by został w niej na dłużej. Z drugiej strony, jeśli Nigeryjczyk okaże się niewypałem, to bez większych strat wróci do Zabrza.
Ismaheel to zawodnik który w obecnym Lechu powinien bardzo dobrze się odnaleźć. Od początku jego przygody w Polsce widać było, że ma spory potencjał. Jest niezwykle szybki, dynamiczny, dobrze czuje się w szybkim ataku, ale też wysokim pressingu. Musi jeszcze popracować nad decyzyjnością pod bramką rywala i lepszymi liczbami. Często w kluczowych momentach brakowało mu chłodnej głowy, przez co marnował dogodne okazje. I tak cztery gole i trzy asysty z poprzedniego sezonu to nie jest najgorszy wynik.
Gdyby dorobek z minionych rozgrywek był trochę lepszy, to z pewnością Ismaheel byłby już w lepszej lidze niż Ekstraklasa. Być może lepsi partnerzy niż w Zabrzu pozwolą mu wejść na jeszcze wyższy poziom i poprawić niedoskonałości. Pytanie jak odnajdzie się w diametralnie innym stylu Lecha porównując do Górnika. Szczególnie czasów Jana Urbana, który preferował grę z kontry i unikanie ataku pozycyjnego, a to właśnie w taki sposób najczęściej jest zmuszony grać Kolejorz. Nigeryjczyk to ciekawy zawodnik, warty uwagi i niezwykle ciekawe będzie to, w jakim kierunku pójdzie jego przygoda w Poznaniu. Szans na pokazanie swoich umiejętności na pewno mu nie zabraknie.
Mikołaj Duda
Fot. lechpoznan.pl/fot. Przemysław Szyszka



