Wyniki piątkowych meczów ligowych nie mogły dla Kolejorza piękniej się ułożyć. Trzy goniące go drużyny solidarnie przegrały swe mecze. Przewaga nad Jagiellonią już w niedzielę może wzrosnąć do sześciu punktów. Nad Rakowem do siedmiu, a nad Legią aż do jedenastu. Jest tylko jeden warunek: trzeba pokonać w Gdańsku Lechię.
Wszyscy zagrali dla Lecha, ale dla kogo zagra Lech? Tego nie przewidzi nikt. Wiemy tylko tyle, że przewaga nad konkurentami, jaką zachowywał do tej pory, nie zmniejszy się. To jednak nie może być celem. Trzeba wykorzystać nadarzającą się okazję do odskoczenia reszcie stawki. Nie jest to zadanie niewykonalne, wystarczy ograć Lechię desperacko próbującą utrzymać się w lidze na przekór problemom organizacyjnym, finansowym, do niedawna sportowym. Do niedawna, ponieważ John Carver zmienił oblicze drużyny, która jesienią wydawała się nie do uratowania.
Do tej pory Lech zdobył 41 punktów, a Lechia ledwo 15. Już samo to pokazuje, kto jest faworytem meczu, który na gdańskim stadionie zacznie się o godzinie 17.30. Tyle, że piłka, zwłaszcza ligowa, a szczególnie polska, jest kompletnie nieprzewidywalna. Nikt w Poznaniu nawet najśmielszych marzeniach nie liczył na porażki Jagielloni, Rakowa, Legii. Także w Białymstoku, Częstochowie i Warszawie trudno znaleźć kogokolwiek spodziewającego się klęski faworytów. Wszędzie tam panuje dziś rozczarowanie i złość. Czy w Poznaniu będzie inaczej? W słowach, że po Lechu można się spodziewać absolutnie wszystkiego, nie ma nic a nic przesady. Przekonał nas do tego. Przyzwyczaił do rozczarowań.
Mimo iż optymizm jest lekko stonowany, bo inny nie może być, wiara w zwycięstwo Kolejorza wciąż jest duża. Idzie przecież po mistrzostwo, tak zapowiadają piłkarze, trenerzy, nawet zarząd klubu, który rzadko w przeszłości składał tak śmiałe deklaracje, wypowiadał się, a szczególnie działał ostrożnie. Liderowi tabeli i faworytowi rozgrywek nie wypada tracić punkty w takich sytuacjach. Jeśli tylko podtrzyma klasę z piątku, Lechia będzie bez szans. Ale czy tak będzie? Trzymajmy się tego, że nie ma innego wyjścia. Kibice Lecha mają już dość przyjmowania kubłów zimnej wody na głowę. Teraz musi być tak, jak powinno, mimo iż gospodarze poprzeczkę zawieszą wysoko. Staną na głowie, by cokolwiek zdobyć.



