Bez dobrego rozwiązania

Blamaż Lecha w Krakowie odebrany by został jeszcze gorzej, gdyby nie równie „wspaniałe” wyniki ligowej czołówki. Strata Kolejorza, mimo beznadziejnej gry i porażek, w zadziwiający sposób utrzymuje się na stałym poziomie. Niektórzy wciąż mówią o szansach na mistrzostwo, ale lepiej dać z tym sobie spokój. Miałoby to sens, gdyby nie forma drużyny. Po ostatniej haniebnej porażce raczej trzeba liczyć się z kolejnymi nieszczęściami. Klub nawet nie udaje, że nie akceptuje obecnej sytuacji.

Niemoc Lecha stała się zatrważająca. Równie źle grał w pierwszym okresie pracy van den Broma, gdy seryjnie przegrywał w lidze, prześlizgiwał się do następnych rund eliminacji Ligi Konferencji tocząc zażarte pojedynki z mistrzami Islandii i Luksemburga. Potem sytuacja została opanowana, trener miał wybór piłkarzy, bo choć jak zwykle po mistrzostwie klub nie poszedł za ciosem, to kadra wciąż była liczna. Obecnemu trenerowi, któremu daleko do doświadczenia poprzednika, brakuje zawodników będących w przyzwoitej dyspozycji.

Pożegnanie Broma w trakcie sezonu miało sens, bo nie panował nad sytuacją, nawet tego nie próbował. Dokonano jednak zmiany dla samej zmiany. Bezkosztowej, co miało duże znaczenie, ale i mocno ryzykownej. Kierownictwo Lecha niejeden raz traciło miliony przez drobne oszczędności, teraz to powtarza. Pierwsze mecze trenera Mariusza Rumaka były obiecujące. Potem wszystko zaczęło się sypać i nikt dziś nie przewidzi, jakie klęski trzeba jeszcze będzie znosić. Domowy mecz z Pogonią, wygrany mimo słabej gry, zaciemnił obraz sytuacji. Za to spotkanie przeciwko Puszczy było przerażające.

Mariuszowi Rumakowi można było współczuć tego, co w trakcie meczu, a zwłaszcza po nim przeżywał. Nie zapanował nad drużyną, ale to nie jego kibice z sektora gości powinni wzywać na „rozmowę”. Ktoś inny odpowiada za cały ten bałagan. Nie wiemy, co Mariusz Rumak usłyszał od fanów. Pamiętamy jednak, że podobne sceny rozgrywały się po porażce w Wilnie z Żalgirisem, ten sam trener też udał się pod sektor gości. Efekt? Jeszcze gorsza gra w rewanżu i haniebne rozstanie z Europą.

Trener ocalił wtedy stanowisko. Po roku Lecha wyrzucili z pucharu amatorzy z Islandii. Tego już trener nie przetrwał. Podobnie było z jego następcami, bo rządzącym klubem nie można zarzucić, że uczą się na własnych błędach. Ich ofiarą, co najbardziej boli, padali ludzie szczerze oddani klubowi, tacy jak Ivan Djurdjević. Trudno się dziwić, że po krakowskim blamażu pojawiły się medialne informacje o zmianie trenera. I że się nie potwierdziły. Nie ma dobrego wyjścia z obecnej sytuacji. Trzeba być nie lada mistrzem, by do takiej doprowadzić.

Udostępnij:

Podobne