Zwycięstwo przyszło w samą porę, ale czy mamy prawo wierzyć w stabilizację?

Na efektowną i zwycięską grę Lecha czekaliśmy tak długo, że radość po sobotnim meczu w Zabrzu jest zrozumiała. Coś, co powinno zostać odebrane jako wydarzenie codzienne i rutynowe, bo brak zwycięstwa uznany by został za sensację, stało się powodem chwały. To pokazuje, do jakiego stanu został doprowadzony klub.

W Zabrzu wygrała cała drużyna, ale prawdziwymi zwycięzcami mogą się czuć skrzydłowi. Znajdujący się w obecnej formie 19-letni Kamiński mógłby wygrać mecz w pojedynkę. Dobrze też wypadł nieco starszy Skóraś. Nie ma możliwości, żeby tak grali zawsze. Poza tym tylko trener i kibice traktują tych młodzianów jako siłę napędową drużyny. Właściciel klubu, czyli szef do spraw sportu patrzy na nich jak na swoje pieniądze. Długo tu nie pograją, wyfruną z Poznania, jak niedawno Jóźwiak, Moder, Puchacz.

Czy oni też zostawią po sobie spaloną ziemię? Sykora jeszcze nikogo do siebie nie przekonał. Jeżeli coś udowodnił, to tezę, że Lechowi „specjaliści” nie znają się na piłkarzach, przynajmniej tych sprowadzanych. Dokonują złych wyborów, albo… nie dokonują ich wcale. Letnia saga z transferami już dawno zamieniła się w farsę. Finału nie znamy. Znamy tylko kolejne nazwiska rzekomych kandydatów do gry przy Bułgarskiej.

Wygranym piątkowego meczu mógłby poczuć się Joel Pereira. Co prawda fatalnie wykonywał rzuty rożne, ale jego asysta przy golu „Kamyka” – palce lizać. Podobnych podań wykonał więcej. Niestety, tuż przed końcem stracił rozum i opinię o dobrym występie szlag trafił. Chyba ma na tyle wyobraźni, by zdawać sobie sprawę, jaką krzywdę można zrobić przeciwnikowi, gdy pomyli się dyscypliny sportowe. Przeprosił, ale czeka go dyskwalifikacja.

Trener Skorża od tygodni mówi o transferach. To napawa optymizmem, bo dowiódł, że w przeciwieństwie do swych poprzedników, banialuków nie opowiada. Lech zagrał tak, jak zapowiadał. Przeprowadził wiele różnorodnych akcji. Bez trudu rozmontowywał obronę Górnika, wychodziły i szybkie ataki, i pozycyjne. Zmieniał się rytm gry. Panowanie na boisku szczególnie było widoczne w drugiej połowie, bo w pierwszej stanowczo za dużo było zagrań nieprzemyślanych, niedokładnych przerzutów.

Niestety, niepokojem wciąż napawa gra obronna. Defensywa jest najsłabszą formacją drużyny. Tu nic się nie zmienia. Dotykanie piłki ręką w polu karnym zdarzyło się Satce nie pierwszy raz. Douglas daje Lechowi dużo w ataku, ale w defensywie się gubi. Niewiele brakowało, by Jesus Jimenez wykorzystał jego asystę. Gdyby się spodziewał tak dobrego podania, lepiej by się złożył do strzału i pokonał van der Harta.

Górnik w nowym sezonie nie gra świetnej piłki, ale zdarzało mu się momentami zaskakująco łatwo zdominować Lecha. Gdyby miał więcej jakości, skończyłoby się to źle. Sami piłkarze przyznawali po meczu, że dowiezienie zwycięstwa do końca to dla nich sukces, bo jeszcze niedawno z pewnością by taki mecz przegrali. Poza tym od niepamiętnych czasów nie udało się odnieść serii zwycięstw. Jeśli powiedzie się to teraz, a klub sprowadzi wreszcie zawodników lepszych od tych, których już ma, sezon nie musi okazać się jeszcze jedną porażką.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Awans bez większego wysiłku

Skra Częstochowa jest zbyt słaba, by porywać się na próbę wyeliminowania Lecha z Pucharu Polski, zwłaszcza na jego terenie. Teoretyczni gospodarze, pozbawieni własnego obiektu i

Panowie, trenujcie rzuty karne!

Który Lech jest prawdziwy? Ten, który udanie rozpoczął sezon, potrafił odrabiać straty, gdy mecz się nie układał, strzelał gola za golem? Czy ten z Białegostoku,

Gen autodestrukcji

Nie mamy prawa traktować Lecha jako zdecydowanego faworyta w jakimkolwiek meczu, stawiać na niego, mieć gwarancję, że nie zawiedzie. Nigdy. Jeżeli nawet przeciwnik będzie tak