Zwycięstwo w Krakowie. Wicemistrzostwo Polski o krok

Pokonanie Cracovii, przy porażkach Śląska i Piasta, winduje Kolejorza na drugie miejsce w tabeli. Mecz w Krakowie miał pod kontrolą, pewnie prowadził, aż w skandalicznych okolicznościach sam sobie strzelił gola. Niewiele to „Pasom” pomogło. A w połowie rozgrywek wydawało się, że Lecha stać tylko na miejsce w pierwszej „ósemce”.

Teoretycznie najmocniejszy, najskuteczniejszy w zdobywaniu punktów skład wystawił trener Lecha. Brakowało tylko Tiby, jednego z głównych reżyserów gry. Został w Poznaniu, by wypocząć przed ostatnim spotkaniem. W meczowej jedenastce zastąpił go Marchwiński, nastawiony jednak bardziej ofensywnie niż Portugalczyk. Dla odmiany trener Cracovii oszczędzał ważnych graczy, nastawiając się na finał Pucharu Polski.

Mecz od początku był szybki i ciekawy, a bardziej mógł się podobać trochę płynniej grający Lech. Jego akcje nie przynosiły jednak zagrożenia, bo w decydujących momentach zdarzały się niedokładności, proste straty. Przez całe 90 minut błędów zdarzyła się masa, w tym jeden katastrofalny. Cracovia starała się takie momenty wykorzystywać inicjując szybkie akcje, jednak i jej brakowało jakości.

Cracovii też zdarzały się błędy. Co dla niej najgorsze – źle zachował się brakarz. Po podaniu ze skrzydła Puchacza celnie głową uderzył Gytkjaer. Nie był to groźny strzał, piłka jednak wypadła Peskoviciowi z rąk i przekroczyła linię bramkową. W ten sposób, w dość niespodziewanym momencie, Lech podkreślił lekką przewagę, jaką udało mu się osiągnąć. Prowadzenie zawdzięczał fatalnej postawie bramkarza rywala, ale jego postępek był niczym, co się pod koniec spotkania zdarzyło Szymańskiemu.

To wydarzenie nie zmieniło przebiegu wydarzeń. Lech wciąż grał swoje, ale musiał się wystrzegać nielicznych ataków gospodarzy, którzy na szczęście celnych strzałów nie oddawali. Tymczasem Kolejorz jeszcze w pierwszej połowie kilka razy potrafił stworzyć zagrożenie. Z dystansu celnie uderzał Moder. Po szybkim rozegraniu piłki Kamiński wychodził na dobrą sytuację, został jednak sfaulowany, czego sędzia nie dostrzegł. Po błędzie rywala gola nie potrafił strzelić Gytkjaer, mimo iż był sam przed bramkarzem.

Drugą połowę Cracovia zaczęła bardziej agresywnie, z pressingiem. Lech natomiast stracił część pewności siebie. Niby stworzył niezłą okazję bramkową, zmarnowaną przez niedokładne rozegranie w decydującym momencie, tuż przed polem karnym przeciwnika. Potem jednak zdarzył mu się pierwszy, jeszcze bezkarny, fatalny błąd w defensywie. Pewny zwykle w interwencjach Butko zachował się katastrofalnie i wydawało się, że gol jest pewny. Całe szczęście, że Satka wyrósł jak spod ziemi i zdążył wygarnąć piłkę.

Im dłużej trwał mecz, tym chaotyczniej grał Lech. Nie stać go było na spokojne rozgrywanie piłki, wdał się w szamotaninę i walkę wręcz. Ofiarą twardego starcia padł Kamil Jóźwiak, opuścił boisko kulejąc, walcząc z bólem kolana. Nie było dobrej i pewnej gry Lecha, były przebłyski. Jeden z nich przyniósł kolejną „młodzieżową” bramkę. Na prawej stronie Skóraś, zmiennik Jóźwiaka przyjął dalekie podanie od bramkarza, rozpędził się wzdłuż linii bocznej, a potem rożnej, dostrzegł nadbiegającego Marchwińskiego, wycofał piłkę, a ten wewnętrzną stroną stopy pięknie trafił pod poprzeczkę.

Próbująca strzelić bramkę Cracovia długo była bezradna. Aż wyręczyli ją Lechici. Zdarzyło im się zachowanie, które powinno być srogo ukarane. Crnomarkivić, na mokrym boisku, przy padającym deszczu wycofywał piłkę do debiutanta Szymańskiego. Ten nie potrafił jej przyjąć i bezradnie patrzył, jak toczy się do bramki. Żadnego udziału w tym wydarzeniu przeciwnika nie było. Zawodnicy Lecha obsłużyli się sami. Tak to jest, gdy sprowadza się „gwiazdy” z Bałkanów i gdy gra się przez cały z sezon jednym solidnym bramkarzem. Innych w czołowym klubie ekstraklasy brak.

Tuż po tym fatalnym zdarzeniu Lech miał idealną okazję ponownie odskoczyć na dwie bramki. Po kontrze sami przed bramką Cracovii znaleźli się trzej piłkarze Lecha. Skóraś zagrał najgorzej, jak mógł – nie podawał, oddał strzał, który bramkarz wybił. I trzeba było szarpać się dalej drżąc o wynik. Na szczęście Kolejhorz dowiózł zwycięstwo do końca.

Cracovia – Lech Poznań 1:2 (0:1)
Bramki: Đorđe Crnomarković 80 (s) – Christian Gytkjær 25, Filip Marchwiński 72
Cracovia: Michal Pesković, Cornel Rapa, Ołeksij Dytiatiew, David Jablonsky, Diego Ferraresso, Mateusz Wdowiak, Sylwester Lusiusz, Florian Loshaj (85 Milan Dimun), Michał Rakoczy (61 Daniel Pik), Thiago, Tomas Vestenicky (73 Tomasz Bała).
Lech: Karol Szymański, Bohdan Butko, Lubomir Satka, Đorđe Crnomarković, Tymoteusz Puchacz, Jakub Kamiński, Jakub Moder (76 Karlo Muhar), Filip Marchwiński, Dani Ramirez, Kamil Jóźwiak (67 Michał Skóraś), Christian Gytkjaer (87 Timur Żamaletdinow).
Żółte kartki: Jablonský, Râpă – Šatka, Moder, Ramírez.
Widzów: 3216.

Fot. lechpoznan.pl/Przemysław Szyszka

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Lech wygrał derby. Z wielkim trudem

Kto by się spodziewał tak trudnej przeprawy Kolejorza? Warta postawiła trudne warunki. Była bliska strzelenia bramek. O zwycięstwie wicemistrza Polski nad beniaminkiem zadecydował rzut karny

Sensacja w derbach? Trudno się jej spodziewać

Tradycja tradycją, szacunek szacunkiem, wyjątkowość poznańskich derbów wyjątkowością, ale ktoś to spotkanie musi wygrać. Derbowa otoczka dodaje kolorytu, ludzie się cieszą z dwóch ekstraklasowych klubów