Zagrać jak w pucharach. Zdobyć Warszawę

W ostatnich latach rzadko się zdarzało, by Lech jechał do Warszawy w roli faworyta. Teraz chyba można stawiać na niego. Legia ma wprawdzie aż 7 punktów przewagi (przy jednym rozegranym meczu więcej), zwolniła się z obowiązku rywalizowania w europejskich pucharach, będzie bardziej wypoczęta. Nie ma jednak tego, co w futbolu decydujące: lepszych piłkarzy.

Pytanie tylko, czy ci lepsi, Lechowi piłkarze staną na wysokości zadania. Nie mają bowiem w zwyczaju rozgrywania dwóch arcyważnych spotkań co kilka dni. W czwartek błysnęli w Lidze Europy, wygrali dzięki świetnej postawie kilku piłkarzy. Teraz mają drugie, jeszcze ważniejsze zadanie: wygrać na Łazienkowskiej. Bez tego radykalnie zmniejszą swe szanse na ponowną europejską przygodę.

Legia odzyskuje równowagę po złym starcie sezonu. Wygrywa w lidze, winduje się w tabeli, mimo iż niczego nadzwyczajnego nie pokazuje. Ma nowego trenera, który w medialnych wypowiedziach zapewnia, że nie czuję się jakoś specjalnie z Lechem związany, bo po pracy w Poznaniu prowadził inne drużyny z nim rywalizujące. Obecną posadę traktuje prestiżowo, zależy mu na uznaniu w stolicy i zrobi wszystko, by w niedzielę być górą.

Problemem trenera Lecha jest zachowanie świeżości piłkarzy przy wielu rozgrywanych meczach. Trener Legii też ma kłopoty ze swymi graczami. Są kontuzjowani, dyskwalifikowani, niedysponowani, niektórzy nawet grali ostatnio w Grodzisku z Wartą mimo podejrzenia zakażenia się koronawirusem. Dla obu zespołów będzie to najważniejszy mecz jesieni, więc sztaby medyczne i szkoleniowe staną na głowie, by jak najlepiej przygotować swych zawodników.

Przekonaliśmy się ostatnio, kim dla Lecha jest Pedro Tiba. Drużyna radykalnie traci na wartości, gdy Portugalczyk nie może grać. Po powrocie do gry pokazał wszystkie swe zalety. Belgowie nie obchodzili się z nim łagodnie, raz po raz leżał na murawie. Nic na szczęście nie wskazuje, by miał poważniej ucierpieć. Bez niego, Modera, Ramireza trudno sobie wyobrazić pomoc Lecha. Wszyscy trzej to jednocześnie serce i mózg drużyny. Jej płucami są natomiast boczni obrońcy, którzy tak świetnie wypadli w czwartek, a także skrzydłowi. No i jest pan napastnik Mikael Ishak.

O siłę napędową Lecha możemy być spokojni bez względu na to, czy Kamiński zagra od początku, czy Sykora znów będzie rezerwowym, a Skóraś wybiegnie na boisko od pierwszej minuty. Nie możemy się natomiast nie martwić o defensywę. Z pewnością trener Legii dobrze zna słabości Lecha. I pamięta, ile punktów mu przepadło po błędach obrońców i bramkarza. Będzie chciał to wykorzystać.

Lech i tak ma szczęście, że tak ważnego spotkania nie rozgrywa po przerwie reprezentacyjnej, kiedy jest zadziwiająco słaby i zagubiony, bo wtedy trudno byłoby liczyć nawet na remis. Nadzieja w tym, że po zwycięstwie nad Standardem Liege piłkarze Kolejorza odzyskali koncentrację i pojadą zdobyć Warszawę. O odzyskanie równowagi za dwa tygodnie, przed równie ważnym spotkaniem z liderem z Częstochowy, będziemy się martwić potem.

Fot. lechpoznan.pl/Przemysław Szyszka

Udostępnij:

Podobne

Nie wolno pozostać w blokach startowych

Czy warto przejmować się wynikami meczów sparingowych? Zawsze lepiej wygrać niż przegrać, ale nie to jest głównym celem takich gierek. Czy warto przejmować się jakością

Drugi sparing, druga porażka Lecha

Nie widać jeszcze ręki nowego trenera. Piłkarzom Kolejorza nie kleiła się gra w drugim letnim sparingu, w którym mierzyli się z Pogonią Szczecin. Nie tworzyli

W Opalenicy poszukają wysokiej formy

Do 29 czerwca piłkarze Lecha będą trenować na obozie w Opalenicy. Pierwszy mecz, od razu wielkiej wagi, bo w eliminacjach do Ligi Mistrzów, rozegrają już