Jest tylko jeden taki obiekt w Polsce. Od kiedy został zbudowany, Lech nie wygrał na nim ani razu. Jeździł tam jako drużyna rozpędzona, zwyciężająca, zdecydowany faworyt. I w  zadziwiający sposób tracił punkty. Albo mierzył się z gospodarzami pogrążonymi w kryzysie, przegrywającymi, którzy akurat na mecz z Lechem w zadziwiający sposób się przełamywali. Ten stadion znajduje się w Białymstoku. Jeśli Lech nie wygra tam w piątek, to chyba już nigdy.

Niektóre zjawiska wymykają się racjonalnemu wyjaśnieniu. Tak po prostu jest, i tyle. Tak właśnie jest z nowym stadionem Jagiellonii, dla Lecha nie do zdobycia. Teraz jedzie tam po ośmiu rozegranych spotkaniach jako drużyna będąca na ligowym topie, opromieniona dobrymi wynikami, wieloma zdobytymi golami, kilka dni po zmiażdżeniu niezłej przecież Wisły Kraków. W składzie ma nowych zawodników, o których nie wystarczy powiedzieć, że zrobili różnicę. Dali drużynie mnóstwo jakości, a o Adrielu Ba Loua już po dwóch meczach się mówi, że to nowa gwiazda ligi, być może najlepszy zawodnik.

Dla odmiany gospodarze są w dołku. Ostatnie ich mecze to 1:3 u siebie z Górnikiem, 1:2 na wyjeździe z Cracovią, 1:1 w Grodzisku z Wartą, 1:1 u siebie ze Stalą Mielec, ostatnio 0:3 w Płocku. 2 punkty w pięciu spotkaniach, po remisach z niziutko notowanymi Wartą i Mielcem. 2 punkty nad strefą spadkową. Jagiellonia postawi się nabierającemu tempa Lechowi, tego możemy być pewni. Jednak jeśli odbierze mu punkty, będziemy mieli potwierdzenie, że to czary. A z nimi się nie wygrywa.

Po zdemolowaniu Wisły Maciej Skorża robił wszystko, by nie dopuścić do euforii. Kibice mogą szaleć z radości, bo po ostatnich smutnych latach, po licznych upokorzeniach to im się po prostu należy. Ale piłkarze nie mogą spocząć na laurach, bo niczego jeszcze nie zdobyli. Wystarczy jedna, druga porażka, by popaść w kryzys, zaprzepaścić to, co tak ciężko wywalczyli. Dla nich w piątkowy wieczór przy Bułgarskiej nic wielkiego się nie stało. Owszem, wygrali, pokazali kawałek dobrej piłki, postrzelali sobie, ale to już przeszłość, a walka o uczczenie sezonu rocznicowego trwa.

Nikt nie powie, że Maciejowi Skorży brakuje umiejętności racjonalnego patrzenia na świat. Jak każdy, podczas meczu daje się ponosić emocjom, ale szybko o tym zapomina. Na zwycięstwo patrzy przez pryzmat następnego meczu, bo jeśli z Podlasia wróci z niczym, to za chwilę nikt nie będzie pamiętał o Wiśle Kraków, a wszyscy będą się zamartwiać, że na Lechu w dalszym ciągu nie ma co polegać. Frekwencja na meczu ze Śląskiem w największym stopniu zależy od tego, co się wydarzy w Białymstoku.

Gdyby siłę Lecha i Jagiellonii oceniać realnie, kierować się klasą piłkarzy, długością ławki rezerwowych, potencjałem tych, co mogą wejść na boisko i dać drużynie drugie życie, to nikt przy zdrowych zmysłach nie postawi na gospodarzy. Trener Lecha zrobi wszystko, by wyeliminować przypadek, ale zawsze pozostanie margines na to, czego nigdy nie zmierzy się, nie określi. Dojrzałe drużyny radzą z tym sobie. Lech dojrzałość dopiero buduje.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Poznań uwierzył w Skorżę

Możemy żałować, że mecz Lecha z Wisłą Płock został zaplanowany na piątkowy późny wieczór. Widzów będzie mniej niż przyszłoby na stadion w sobotę lub niedzielę.

Na takiego Lecha czekaliśmy. Od lat

Przełom nie polega na odczarowaniu po sześciu latach Łazienkowskiej. Prawdziwa zmiana jest taka, że pojechał tam Lech, o którym mówiło się, że ma poważne szanse