Wyszarpać! Wygrać za wszelką cenę!

Na jakimkolwiek stadionie derby Poznania nie byłyby rozgrywane, biletów by zabrakło. Ktoś mógłby na tym wielkim zainteresowaniu sporo zarobić, ale nie zarobi, z tak zwanych przyczyn obiektywnych. Kibiców Lecha można teraz podzielić na dwie grupy. Tych, co mają szansę zobaczyć na własne oczy ostatnie mecze swej drużyny w sezonie i tych, co tym pierwszym szczerze zazdroszczą.

Wszystko to dzięki charakterowi i determinacji piłkarzy Kolejorza, czyli dzięki cechom, które w ostatnich sezonach rzadko się u nich objawiały. Same piłkarskie umiejętności to za mało. W Lechu grało i gra wielu dobrych piłkarzy, którzy jednak dotychczas niewiele potrafili zdziałać, bo nie bardzo im na sukcesach zależało. Teraz ewidentnie się to zmieniło. Niezwykle trudny mecz w Gliwicach dowiódł, że nie ma niczego niemożliwego, gdy drużyna nie odpuszcza, nie bierze pod uwagę stracenia ogromnej szansy.

Spotkanie to przejdzie do historii. Nastąpił taki sam przełom, jak 12 lat temu, gdy Cracovia odebrała zwycięstwo Wiśle, a raczej ona sama ją sobie odebrała. W tym samym czasie Lech po bramce w końcówce pokonał ekipę Waldemara Fornalika. Wtedy był to Ruch Chorzów. W ostatnich sezonach piłkarze Lecha chyba nie byli przekonani, że walka do samego końca to nie zaklęcie, nie pustosłowie, ale nakaz. Władze klubu nie były przesadnie namolne, nie naciskały na nich, nie piętnowały minimalizmu.

Pierwsza połowa meczu z Piastem była dobra w wykonaniu Lecha. Szkoda, że nie poszedł za ciosem, nie zdobył drugiej, trzeciej bramki, bo fatalnie pudłował dobrze technicznie wyszkolony Rebocho, zdarzyło się to także Ishakowi. Piast wrócił do meczu i okazał się zespołem wyjątkowo trudnym do pokonania. Mógł nawet pozbawić wszystkich punktów Lecha, którego akcje nie zazębiały się, przeszkadzały mu straty i niedokładności w rozegraniu. Na szczęście Piast więcej goli nie zdobył, a Lech okazał się bardziej zdeterminowany i wykorzystał klasę swych piłkarzy. Gdyby taką wolę walki pokazał w Łęcznej, Mielcu, Białymstoku, prawdopodobnie nie trzeba by dziś było martwić się o punkty w ostatnich meczach.

Droga do mistrzostwa wydaje się prosta. Wystarczy pokonać dwóch niżej notowanych rywali. To jednak tylko teoria, bo na szalę trzeba będzie położyć cały potencjał – piłkarski, mentalny. Warta to przeciwnik bardzo niewygodny, prowadzony przez młodego, ale mądrego trenera, potrafiący pozbawiać punktów faworytów. Zwycięstwa nad nią nigdy nie przychodziły Lechowi łatwo, wymagały sporej dozy szczęścia. Zieloni będą chcieli wziąć odwet za pecha, zmusić przeciwnika do walki. Z Lechem łączy ich tylko miasto, za to z Rakowem – współpraca. Kluby te wymieniają się piłkarzami, pracownikami.

Trybuny stadioniku w Grodzisku zapełnią się, ale nie za sprawą kibiców Warty. Wesprze ją jak zwykle garstka wiernych fanów, gdy prawie cały Poznań czeka na pierwszy od siedmiu lat sukces Kolejorza. Nikt mu punktów nie podaruje, trzeba je odebrać, przełamać opór rywala, także siłą woli. Doping kilku tysięcy kibiców pomoże. Zieloni dobrze znają obiekt w Grodzisku, ale nie poczują się na nim jak u siebie.

Udostępnij:

Podobne

Zwycięstwem uczcili mistrzowski tytuł

To był niecodzienny mecz. Szczelnie wypełnione trybuny, atmosfera wielkiego święta, poczucie wypełnionej misji. Piłkarze Lecha mogli zagrać na luzie, cieszyć się futbolem, choć nie wszystko