Wiemy już, na co stać „nowego” Lecha. Na niewiele

W Pucharze Polski Radomiak narobił Lechowi problemów. Rozegrane w trudnych warunkach spotkanie rozstrzygnęły rzuty karne. W piątek Radomiak też nie był łatwym rywalem. To teraz dużo mocniejsza drużyna. Rządzący tym klubem ludzie wiedzą, że bez piłkarzy z wysoką jakością sukcesu nie będzie. Takich szybko znaleźli. W Lechu też od dawna planują wzmocnienia, ale podchodzą do tego spokojnie. Jeśli się nie uda, to świat się nie zawali.

Lech, jakiego widzieliśmy w piątkowy wieczór, nie jest drużyną mocniejszą od tej, co grała z Radomiakiem poprzednim razem. W drużynie brakuje piłkarzy zapewniających zwycięstwa, górujących umiejętnościami nad konkurencją. Na transfery, jakie tu przeprowadzono, stać każdy polski klub. Lecha stać na dużo więcej. Nie wykorzystuje swoich możliwości, więc coraz mniej liczna widownia będzie oglądała występy zespołu ugruntowującego aspiracje ligowego średniaka.

Trener od wielu, wielu tygodni kategorycznie twierdzi, że piłkarze klasowi dopiero do Poznania przyjadą. Chyba rzeczywiście w to wierzy. Nawet jeżeli uda się pozyskać klasowego skrzydłowego i zmiennika dla Douglasa, bo takie działania klub planuje, nie zamieni to Lecha w zespół zdolny do walki o mistrzostwo. Zdobycie trofeum trzeba dziś określić jako mrzonkę. W piątek przekonaliśmy się o dobitnie, na co stać ten przeciętny zespół. Większych ambicji właściciel klubu i jego współpracownicy nie mają.

Maciej Skorża założył sobie sukces sportowy. Będzie do niego dążył. Podporządkuje mu wszystkie działania. Nie zmarnował przygotowań do sezonu. Indywidualnie piłkarze, zwłaszcza niektórzy, dobrze się zaprezentowali. Aktywny był Jakub Kamiński, choć obciąża go nieumiejętność strzelenia bramki. Ishak był od tego o włos. Barry Douglas dużo wniesie do gry Lecha. Inni piłkarze, nawet w wysokiej formie, nie przekroczą średniego ligowego poziomu.

W przeciwieństwie do Dariusza Żurawia, pokornie realizującego biznesowe plany klubu, Maciej Skorża nie promuje młodzieży na siłę. Nie zrezygnuje z wystawienia Amarala i innych, by zrobić miejsce dla pięciu, sześciu wychowanków. Kieruje się wynikiem sportowym. Jednak tego wyniku raczej nie będzie. Ludzie, jakich ma, nie przekroczą swoich możliwości, a w drużynie nie brakuje słabych punktów. Można było latem postarać się o solidnego bramkarza i o graczy ofensywnych radzących sobie z obroną beniaminka. Klub tego nie zrobił, więc strata punktów już w pierwszym, łatwym wydawało się meczu nie może zaskakiwać.

Niebawem nasłuchamy się tradycyjnych opowiastek o gonieniu ligowej czołówki, o niewielkiej przewadze punktowej kilku innych zespołów, o realnych szansach nawet na dublet. Nikt tego poważnie nie potraktuje, za dużo było mydlenia oczu w ostatnich latach. Prawda jest tylko jedna: klub nie podjął próby budowy mocnej drużyny. Zarobione na transferach pieniądze, dla innych nieosiągalne, nie zainwestował w sukces sportowy. Wbrew temu, co deklaruje, zrezygnował z uczczenia setnej rocznicy klubu walką o trofeum.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Poznań uwierzył w Skorżę

Możemy żałować, że mecz Lecha z Wisłą Płock został zaplanowany na piątkowy późny wieczór. Widzów będzie mniej niż przyszłoby na stadion w sobotę lub niedzielę.

Na takiego Lecha czekaliśmy. Od lat

Przełom nie polega na odczarowaniu po sześciu latach Łazienkowskiej. Prawdziwa zmiana jest taka, że pojechał tam Lech, o którym mówiło się, że ma poważne szanse