Warta znów zadziwia. Pogoń jej nie doceniła i za to zapłaciła

Zieloni przez niemal cały mecz grali w dziesiątkę po tym, jak historię oszukał Łukasz Trałka. Niemal przez cały czas przegrywali i nic nie wskazywało, że stać ich na zrobienie krzywdy Pogoni. Wystarczyło oddać pierwszy celny strzał, by piłka trafiła do bramki i punkt został uratowany. Cała Warta!

Gorzej dla Warty ten mecz nie mógł się ułożyć. Już po pierwszych akcjach widać było, że to Pogoń będzie dominować. Grała pewnie, jakby do Grodziska przyjechała po swoje. Nie na wiele pozwalała gospodarzom, a po 10 minutach wyszła na prowadzenie po rzucie karnym. To było zdarzenie historyczne. Łukasz Trałka, piłkarz długowieczny, pierwszą w życiu czerwoną kartkę zobaczył dopiero u schyłku kariery, po ponad 400 meczach w ekstraklasie.

Popełnił niezauważalny gołym okiem faul, gdy ręką powstrzymał wychodzącego na dobrą pozycję Kozłowskiego. Sędzia musiał obejrzeć powtórkę, by wskazać na 11 metr. A skoro był to faul, to i czerwona kartka, bo Kozłowski znalazłby się z piłką sam przed bramkarzem. Drygas pewnym strzałem pokonał Lisa, a Warta musiała się martwić o odwrócenie losów rywalizacji grając w osłabieniu niemal od początku spotkania, mając za przeciwnika drużynę z ligowej czołówki.

Pogoni nie spieszyło się z atakowaniem po wyjściu na prowadzenie. Wyglądało na to, że Warta nie może zdominować rywala, a Pogoni na tym nie zależy. Jeszcze przed przerwą trener Tworek dokonał zmian. Za Corryna wszedł na boisko Zrelak, a za Kiełba Matuszewski. W ostatnich minutach pierwszej połowie, o dziwo, to Warta osiągnęła przewagę wykorzystując niemrawą postawę gości przekonanych, że mecz jest już wygrany.

Druga połowa nie była widowiskiem pasjonującym. Toczyła się pod dyktando gości, niezbyt jednak zdeterminowanych w dążeniu do strzelania kolejnych goli. Kunktatorstwo zemściło się na nich w 84 minucie, gdy Zieloni doszli do wniosku, że powinni przynajmniej spróbować skaleczyć rywala. Kilka niezłych akcji wprowadziło zamieszanie na przedpolu Pogoni. Wreszcie, po jednym z wielu dalekich wrzutów z autu, piłka minęła całą obronę, trafiła do Iwanowa, a ten umiejętnym strzałem głową doprowadził do niespodziewanego remisu. To był jedyny celny strzał gospodarzy w tym spotkaniu!

Dopiero wtedy Pogoń przyspieszyła. Osiągnęła sporą przewagę. W doliczonym czasie nie tylko w bramkach był już remis. Także w czerwonych kartkach. Drugą żółtą zobaczył Maciej Żurawski, w ubiegłym sezonie wypożyczony do Zielonych właśnie z Pogoni. Wynik już się nie zmienił. Pogoń wraca do siebie z dużym rozczarowaniem, ale sama jest sobie winna. Nie uwzględniła, że mierzy się z drużyną, która zadziwia, gdy nikt na nią nie stawia.

Warta Poznań – Pogoń Szczecin 1:1 (0:1)
Bramki: Robert Ivanov 84 – Kamil Drygas 12 (k)
Żółte kartki: Ivanov, Zreľák, Kupczak – Dąbrowski, Żurawski.
Czerwone kartki: Łukasz Trałka (11. minuta, Warta, za faul taktyczny) – Maciej Żurawski (90. minuta, Pogoń, za drugą żółtą).
Warta: Adrian Lis, Jan Grzesik, Aleks Ławniczak, Robert Ivanov, Jakub Kiełb (36 Adam Zrelak), Łukasz Trałka, Mateusz Kupczak, Szymon Czyż (66 Adam Zrelak), Łukasz Trałka, Mateusz Kupczak, Szymon Czyż (66 Mateusz Cyżycki), Michał Jakóbowski (78 Jakub Sangowski), Mateusz Kuzimski (66 Mario Rodriguez).
Pogoń: Dante Stipica, Paweł Stolarski (85 Sebastian Kowalczyk), Kostas Triantafyllopoulos, Benedikt Zech, Luis Mata, Michał Kucharczyk, Damian Dąbrowski, Kamil Drygas (74 Alexander Gorgon), Kacper Kozłowski (58 Maciej Żurawski), Jean Carlos Silva (46 Rafał Kurzawa), Luka Zahović (58 Piotr Parszyszek).
Sędziował Damian Sylwestrzak (Wrocław).
Widzów 2328.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Awans bez większego wysiłku

Skra Częstochowa jest zbyt słaba, by porywać się na próbę wyeliminowania Lecha z Pucharu Polski, zwłaszcza na jego terenie. Teoretyczni gospodarze, pozbawieni własnego obiektu i

Panowie, trenujcie rzuty karne!

Który Lech jest prawdziwy? Ten, który udanie rozpoczął sezon, potrafił odrabiać straty, gdy mecz się nie układał, strzelał gola za golem? Czy ten z Białegostoku,

Gen autodestrukcji

Nie mamy prawa traktować Lecha jako zdecydowanego faworyta w jakimkolwiek meczu, stawiać na niego, mieć gwarancję, że nie zawiedzie. Nigdy. Jeżeli nawet przeciwnik będzie tak