Warta przegrywa po katastrofalnej końcówce

Do doliczonego czasu gry Zieloni remisowali bezbramkowo z faworyzowaną Lechią Gdańsk. Wychodzili obronną ręką z opresji, by tuż przed końcem popełnić faul w polu karnym, a potem jeszcze strzelić kuriozalnego samobója. Do bramki rywala nie trafiła od ośmiu spotkań. Nic na razie nie wskazuje, by zdołała uratować ekstraklasę.

Wyższe umiejętności piłkarzy Lechii nie podlegały do dyskusji. W pierwszej połowie dominowała, nieustannie nacierała, Zieloni musieli się bronić. Nie skupili się jednak tylko na defensywie, nawet jeśli momentami byli zmuszani do „obrony Częstochowy”. Potrafili wyprowadzać kontry. Po jednej z nich niecelnie z dystansu uderzył Rodriguez, po drugiej Kiełb.

Lechia raz za razem tworzyła na przedpolu Lisa prawdziwy kocioł. Gajos obił poprzeczkę. W kolejnej akcji Warta nie potrafiła wybić piłki, pozbyć się zagrożenia, goście oddawali strzały, przejmowali odbitą piłkę i ponownie uderzali. W jednej tylko akcji najpierw gospodarzy uratował Lis intuicyjną obroną, dobitkę w niesamowity sposób głową wybił z linii bramkowej Trałka.

Warta odgryzła się, na dobrą sytuację Rodrigueza wyprowadził Zrelak. Hiszpan z ostrego konta strzelił obok bramki. Tuż przed przerwą miał jeszcze lepszą okazję. Trafił jednak w słupek. Potem jeszcze wychodził z szybką kontrą, była szansa zaskoczyć Lechię, Rodriguez uwikłał się jednak w dryblingi i stracił piłkę. Gra w pierwszej połowie była ciekawa. Warta została zdominowana, ale próbowała się rewanżować. Nie dopisywało jej szczęście w ofensywie, ale w defensywie zdecydowanie tak.

Druga połowa nie przyniosła już tak dużej przewagi Lechii, która jednak i tak znacznie częściej atakowała. Warta grał trochę odważniej, starała się zagrażać gościom, kilka razy ich postraszyła, zwłaszcza kilka minut przed końcem, gdy wydawało się, że sędzia może podyktować rzut karny, bo powalony na ziemię został Kopczyński. Potem sędzia zastanawiał, czy nie podyktować jedenastki dla Lechii, gdy piłka trafiła w rękę obrońcy Warty.

Zielonym szczęście sprzyjało do doliczonego czasu gry. W 92 minucie niefortunna interwencja Kiełba w polu karnym zakończyła się faulem w polu karnym i Lechia stanęła przed wielką szansą na wywiezienie punktów z Grodziska. Kiełb otrzymał czerwoną kartkę, a Flavio Paixao pokonał Lisa. To nie koniec nieszczęść. Warta chciała jeszcze wyrównać, ruszyła do przodu, nadziała się na kontrę. Ratujący sytuację Grzesik głową próbował podawać do Lisa, ten jednak w międzyczasie wyszedł do przodu, więc piłka wturlała się do pustej bramki.

Warta Poznań – Lechia Gdańsk 0:2 (0:0)
Bramki: Flávio Paixão 90 (k), Jan Grzesik 90 (s)
Żółte kartki: Kiełb, Rodríguez, Papeau, Ivanov – Diabaté, Kubicki.
Czerwona kartka: Jakub Kiełb (90. minuta, Warta, za drugą żółtą).
Warta: Adrian Lis, Jan Grzesik, Bartosz Kieliba (46 Dawid Szymonowicz), Robert Ivanov, Jakub Kiełb, Mario Rodriguez (57 Milan Corryn), Łukasz Trałka (74 Mateusz Czyżycki), Michał Kopczyński (90 Mateusz Kupczak), Szymon Czyż, Jayson Papeau (75 Mateusz Kuzimski), Adama Zrelak.
Lechia: Disan Kuciak, Mateusz Żukowski (80 Mykoła Musolitin), Michał Nalepa, Bartosz Kopacz, Conrado, Ilkay Durmus, Jarosław Kubicki (80 Egzon Kryziu), Maciej Gajos (90 Tomasz Makowski), Flavio Paixao, Bassekou Diabate (62 Marco Terrazzino), Łukasz Zwoliński (80 Jakub Kałuziński).
Sędziował Paweł Malec (Łódź).

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Rzeczywistość równoległa

Słynny już wywiad Dariusza Mioduskiego, właściciela Legii Warszawa, opublikowany na klubowej stronie internetowej, otworzył wielu ludziom oczy na mentalność obowiązującą na Łazienkowskiej. Mówi się, że

Derby pełne paradoksów

Tylko wynik się zgadzał. Okoliczności i przebieg derbów były niezwykłe. Mimo miażdżącej przewagi Lecha, najlepszym jego zawodnikiem został bramkarz. Defensywa Lecha rzadko pozwala rywalom na