Czy Maciej Skorża rozważa porzucenie pracy w Lechu? Z pewnością głośno tego nie przyzna, ale po tym, co widział w ostatnich minutach meczu ze Stalą, takie myśli muszą mu chodzić po głowie. Nie spodziewał się, że trafi do klubu aż tak bardzo chorego. Winę za ten stan ponoszą osoby, które zdawały sobie sprawę, w jakim kierunku to zmierza, ale udawały, że nic się złego nie dzieje.

Wśród wielu komentarzy można przeczytać i takie: to prawda, że rodzina Rutkowskich nie potrafi obchodzić się z takim klubem, ale gdyby nie ona, już by Lecha nie było. To prawda, przejęła klub chylący się ku upadkowi, będący o krok od bankructwa. Wiele znanych marek było w podobnej sytuacji. Niemal wszystkim udało się odbudować potęgę. Z Lechem utożsamiają się setki tysięcy ludzi. Nie przestałby istnieć. Pracowały na to kibicowskie pokolenia.

Mówienie o uratowaniu Lecha przypomina głoszenie, że Polska powinna być wdzięczna Związkowi Radzieckiemu, który nas wyrwał z rąk Niemców. Znaleźliśmy się w innych rękach. Wcale nie lepszych. Co z tego, że Lech nie upadł, że przez pierwsze lata budował markę. Potem zaczął się upadek, rozłożony na lata, ale nieuchronny. Dziś wciąż jest w miarę stabilny finansowo, ale sportowo przestał istnieć, jego wizerunek legł w gruzach. Kibice, którzy daliby się za niego pokroić, którzy byli z nim na dobre i na złe, mają szczerze dosyć. Dotarło do nich, że nic z tego nie będzie. Lech, ten Lech, to już nie jest ich klub. Oni kochają prawdziwego Lecha.

Jacek Rutkowski przejął Kolejorza w złych zamiarach. Głównym jego celem było przekazanie go synowi. Nigdy tego nie krył. Być może nie był świadomy, że taka decyzja oznaczała zagładę klubu. Niektórzy ludzie nie mają najmniejszych predyspozycji do pełnienia roli, jaką los im wyznaczył. Taką właśnie osobą jest syn właściciela. Każdy majętny człowiek może zostać właścicielem klubu piłkarskiego. Ale nie każdy może nim zarządzać. Nie wszyscy są do tego stworzeni. Jeżeli nie zdają sobie z tego sprawy i próbują w nieskończoność, nigdy się nie poddają, może dojść do tragedii.

Czy można sobie wyobrazić, że Roman Abramowicz, który przejął Chelsea i wydał na nią kasę gigantyczną, ogłosi się prezesem, porzuci dotychczasowe zajęcie, pozbędzie się ludzi zarządzających klubem, zastąpi dyrektora sportowego i innych fachowców? Tego nie zrobi, gdyż nie jest idiotą. Nie postąpią tak arabscy właściciele PSG, Manchesteru City, amerykańscy posiadacze akcji Liverpoolu. Właścicielami klubów są ludzie, którzy coś osiągnęli, zdobyli majątek. Nikt z nich nie zostanie szaleńcem, nie ogłosi się wiceprezesem własnego klubu do spraw sportu. Nikt nie podaruje tak ważnego klubu synowi. Na zachętę, by miał czym się zająć. To jest możliwe tylko w „Misiu”. Albo w KKS Lech Poznań SA.

Piłkarze Lecha dopuszczają się jednego blamażu po drugim. Nie ma dla nich granic wstydu, obciachu. Ale to nie oni stworzyli takie środowisko. Obecny Lech to sportowe bagno. Nic tu nie trzyma się kupy. Tego się nie uratuje zmianą trenera, kupieniem dobrego zawodnika, należytym przygotowaniem fizycznym. Maciej Skorża prawdopodobnie zdał już sobie z tego sprawę. Nie podda się, spróbuje opanować drużynę. Jeżeli nawet uda mu się wygrać jeden czy drugi mecz, to na dłuższą metę polegnie. Jego upadek jest gwarantowany. Ten klub jest naznaczony. Jest przeklęty. I nie zmieni się to, dopóki władają nim ludzie, których powinno się trzymać z daleka od zarządzania sportem.

Fot. Damian Garbatowski

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Nie do odparcia

Siła ofensywna Lecha jest tak duża, że kiedy przyspieszy, bez trudu gubi przeciwnika. Tylko dwa zremisowane mecze na własnym stadionie, poza tym same zwycięstwa. W