W Lechu Poznań rządzi młodość. Niepodzielnie

Piłkarze Lecha twierdzą, że wystarczyło przeciwko Chrobremu grać spokojnie i cierpliwie, by zdobyć bramkę jeszcze przed dogrywką, bo okazje na pewno będą. I były, ale nie wiadomo, jak by się to skończyło, gdyby trener zmienił Jevticia na jeszcze jednego młodzieżowca, a nie na Amarala.

Przez trzy czwarte meczu Lech zawodził. Nie potrafił przeprowadzić płynnej akcji zakończonej strzałem. Był nieskoordynowany, przygaszony, niepewny swego. Powróciło bezsensowne wybijanie piłki do przodu. Miał wielkie szczęście, że wylosował pierwszoligowego słabeusza. Lepsza drużyna potrafiłaby wykorzystać jego brak formy, brak zdecydowania. Podobnie grywał w przeszłości, gdy odpadał z Pucharu Polski w pierwszej lub drugiej rundzie. Wystarczyło, by padła choćby i przypadkowa bramka dla gospodarzy i Lech już się nie podnosił. Tak mogło być i tym razem.

Pożegnanie się z rozgrywkami byłoby klęską. Spowodowałoby kryzys, zdołowałoby piłkarzy, znów pojawiłyby się charakterystyczne dla tego klubu problemy mentalne. Tak było nawet w pamiętnym mistrzowskim sezonie 2009/2010. Po pucharowej porażce w Stalowej Woli w drużynie zapanował chaos. Na szczęście trenerowi Jackowi Zielińskiemu udało się uspokoić sytuację, zdobywać punkty w lidze, choć prawdziwy marsz po tytuł ruszył dopiero wiosną.

Nad obecną, składającą się w większości z zawodników bez doświadczenia drużyną trudno zapanować. Trzeba się z tym liczyć. Trener sięga po młodzież nawet wtedy, gdy koniecznie trzeba strzelać gole. Pomija zawodników z wysokimi umiejętnościami i zdolnością do odwrócenia losów rywalizacji. Przez długie tygodnie nie pozwalał grać Amaralowi. W ostatnim meczu ligowym wszedł on na boisko od początku, ale zawiódł, podobnie zresztą jak wszyscy jego koledzy (oprócz Puchacza). Gdyby Portugalczyk mecz w Głogowie przesiedział na ławce, trener wybroniłby się z takiej decyzji.

Na korzyść Amarala zadziałało to, że Lechowi szło źle, nie udawało mu się zawiązać akcji, która przyniosłaby bramkę. Było kilka okazji, sędzia Dobrynin okradł przecież Lecha z gola zdobytego przez Jóźwiaka. Przy korzystnym wyniku nie Amaral wszedłby na boisko, ale prawdopodobnie Marchwiński. W kilku spotkaniach trener dawał młodym szanse nawet wtedy, gdy trzeba było gonić wynik. Musimy się do tego przyzwyczaić. Nie wiemy, czy przyjdzie nam się cieszyć z kolejnych debiutów, czy martwić po stracie punktów. Chyba jedno i drugie.

W tym sezonie Lech nie nastawia się na sportowe sukcesy. Cel jest jeden – wystawiać młodych i liczyć, że jakoś sobie poradzą. To dlatego ławkę okupują piłkarze „z nazwiskami”, a minuty, a właściwie już godziny łapią wychowankowie. Spotkanie z Jagiellonią Lech kończył z siedmioma takimi w składzie. Mecz pucharowy – z ośmioma. Nie może grać młody Tomczyk, więc pokazał się jeszcze młodszy Szymczak. Trener cieszy się poparciem kibiców i uznaniem władz klubu, szczególnie ludzi odpowiedzialnych za finanse, więc może sobie pozwolić na taką politykę. Trofeów to nie przyniesie. To nie jest budowanie drużyny ale promowanie tych, co ją mają, z korzyścią dla klubu, opuścić.

Nie możemy jednak mówić, że trener regularnie i ewidentnie osłabia drużynę. Wśród tych, na których stawia, są gracze dający jej coraz więcej, tacy jak Puchacz. Gra w ofensywie w dużym stopniu zależy od Jóźwiaka, o klasie Gumnego nie ma co wspominać, bo to już czołowy piłkarz ligi. Ostatnio Skrzypczak pokazał, że już dziś z powodzeniem może zastąpić Muhara, ważne bramki strzela Tomczyk. To połowa drużyny, czyli bardzo dużo. Wystawianie w ważnych meczach od pierwszej minuty kolejnych juniorów tylko po to, by zaliczyli debiut, to już lekka przesada – o ile Lech wciąż jeszcze o coś w lidze walczy.

Józef Djaczenko

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Nad Lechem wisi fatum

Problemów, jakie nękają Lecha, nie można wytłumaczyć na gruncie futbolu. Mamy do czynienia z czymś o wiele poważniejszym. Nie jest łatwo zrozumieć, dlaczego grupa ludzi,

Brak koncentracji? Raczej sabotaż!

Lech znów to zrobił, w trzecim kolejnym meczu. Przegrał po stracie bramki w ostatnich sekundach. Zagrał katastrofalnie słabo. Jakimś sposobem przetrwał do przerwy bez straty