Ta wiosna do Lecha nie należy

Stało się tradycją, że pomeczowy komentarz trenera Maciej Skorży zaczyna się od słów: „źle weszliśmy w ten mecz”. Zdarza się każdemu. Ale dla Lecha staje się to normą! Drużyna nie jest dobrze przygotowana do wiosennej części rozgrywek. Jej specjalnością staje się sprawianie zawodu. Umiejętności piłkarzy nie przekładają się na jakość gry drużyny.

Nikt dziś nie powie, że Lech jest murowanym kandydatem na mistrza. Nie z taką postawą, z tak ogromną liczbą błędów, bezmyślnych zagrań, niecelnych podań, pospolitym niechlujstwem. Jak ten główny mankament wyeliminować? W perspektywie tygodni możliwe to nie jest. Drużyna źle funkcjonuje, więc gubienia punktów się nie uniknie. Wystarczy jej się mądrze i ambitnie przeciwstawić. Mało prawdopodobne, by główni przeciwnicy błędów popełnili jeszcze więcej.

Różnicę między mądrym budowaniem drużyny i działaniem bez pojęcia widać najlepiej, gdy do Lecha porównamy Raków Częstochowa, aktualnego lidera. Klub ten wydał zimą na nowych zawodników nie mniej niż Lech. Do Poznania przyjechał Velde, który furory tu nie zrobił, ale gra często, bo szkoda wydawać kasę na rezerwowego. Raków też pozyskał drogich graczy, ale nie pokazał ich natychmiast. Muszą najpierw poznać sposób gry, taktykę, opanować mechanizmy. Tam wszystko podporządkowane jest wcielanemu konsekwentnie od lat systemowi. Zespół ma grać po swojemu.

Przede wszystkim jednak nigdzie, w żadnej lidze, w żadnym klubie mającym aspiracje nie lekceważy się zdrowego rozsądku. Ludzie zarządzający Lechem wykombinowali, że drużynie walczącej o tytuł mistrzowski wystarczy trzech środkowych obrońców. Po co im kolejny? Skutek jest taki, że po kontuzji Salamona, który raczej do gry nie wróci natychmiast, trenerowi pozostali dwaj gracze doświadczeni plus młody Skrzypczak. Lepiej nie myśleć, co się w stanie w przypadku jeszcze jednego urazu.

Jak można zapowiedzieć walkę o trofea bez solidnego bramkarza? Filip Bednarek znów „błysnął”. Nieudolnie walczył o górną piłkę, ale miał mnóstwo szczęścia, bo uratował go sędzia nie uznający prawidłowo zdobytej bramki. Gdyby decyzja była inna, Lech już by się nie podniósł. Ciekawe, skąd ślepa wiara w tego zawodnika. Bednarek z pewnością będzie bronił dalej, bo zmiana na tej pozycji byłaby przyznaniem się do błędu, a na to przy Bułgarskiej nie mogą sobie pozwolić. Trzeba będzie zatem drżeć przed każdym rzutem rożnym przeciwnika.

Na najbliższym meczu Lecha widownia zapełni się całkowicie, bo to jubileusz, zapowiadane są rozmaite atrakcje. Ludzie będą świętować, ale z dystansem, ze świadomością, że to może być bal na Titanicu. Niepokój narasta. Lepiej nie przewidywać reakcji kibiców po kolejnym rozczarowaniu, jeszcze bardziej bolesnym niż wszystkie poprzednie. Zapowiedzi były przecież jednoznaczne. Na zakup piłkarzy poszły wielkie pieniądze. Trener ma szeroką kadrę, ale wybrał tych, co grają regularnie, lecz coraz gorzej, jakby rola niezastąpionych już im się przejadła. Wszystko jest jeszcze możliwe, straty poniesione wiosną nie są ogromne, można wrócić do rywalizacji o tytuł. Trzeba mieć jednak argumenty. A Lech z tygodnia na tydzień ich się pozbywa.

Udostępnij:

Podobne

Zwycięstwem uczcili mistrzowski tytuł

To był niecodzienny mecz. Szczelnie wypełnione trybuny, atmosfera wielkiego święta, poczucie wypełnionej misji. Piłkarze Lecha mogli zagrać na luzie, cieszyć się futbolem, choć nie wszystko