Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Frisbee – nowość z przyszłością

włącz .

Polskie frisbee dopiero raczkuje, niewiele osób je uprawia, mało o nim wiemy. W niektórych miejscach cieszy się jednak coraz większym zainteresowaniem, z sukcesami uprawia ją rosnąca liczba ludzi, głównie młodych. Jednym z głównych w Polsce ośrodków gry we frisbee jest podpoznańska gmina Dopiewo, znana z tego, że tysiące osób uprawiają tu sport, nie tylko amatorsko.

Nie byłoby frisbee w gminie Dopiewo, gdyby nie Jakub Grzybek. Uprawiał tę dyscyplinę jak zawodnik drużyny o charakterystycznej nazwie Uwaga Pies. Skąd się wzięła? – Treningi odbywały się na poznańskiej Cytadeli, gdzie spaceruje wiele osób z psami. Spuszczane za smyczy uganiały się za lecącym dyskiem, ostrzeżenia były powtarzane tak często, że stały się nazwą drużyny – tłumaczy. Był też współzałożycielem drużyny Wściekłe Kozły (Furious Goats), z którymi odnosił największe sukcesy, wygrywając turnieje nie tylko krajowe. Drużyna ta powstała w wyniku rozłamu w poprzedniej. W Polsce we frisbee gra się już prawie 20 lat.

Gdy skończył studia na AWF, przestał czynnie uprawiać frisbee. Podjął pracę w Gminnym Ośrodku Sportu w Dopiewie, gdzie zorganizował pierwszy lokalny turniej. – Na boom czekaliśmy długo. Początkowo, przez długi okres, tylko siedem osób przychodziło na treningi – wspomina Jakub Grzybek. Potem nastąpił rozwój, udało się przyciągnąć 30 zawodników grających w formule mieszanej, damsko-męskiej. Powstała Fundacja Brave Beavers (Dzielne Bobry), zajmująca się pozyskiwaniem pieniędzy na funkcjonowanie drużyny o tej nazwie – od gminy, starostwa, sponsorów.

We frisbee w gminie Dopiewo grają głównie dzieci. Wizytówką klubu jest drużyna juniorska. Jest to sytuacja wyjątkowa, bo w całej Polsce rozgrywki juniorskie nie cieszą się dużą popularnością, odbywa się tylko jeden centralny turniej. Dużo większe jest zainteresowanie rozgrywkami seniorskimi. Nie ma więc obaw, że juniorzy z Dopiewa, po wejściu w wiek dorosły, nie będą mieli możliwości kontynuacji gry we frisbee.

Zasady gry, jak przekonuje Jakub Grzybek, są banalnie proste. Zawodnicy starają się podaniami przeprowadzić dysk do strefy obronnej przeciwka. Przypomina to futbol amerykański, lub rugby, gdzie także celem jest umieszczenie piłki w polu punktowym. Tyle, że tu z dyskiem nie wolno biegać. Wolno tylko rzucać i łapać w powietrzu. A gdy się złapie, należy się zatrzymać i podać dalej, do partnera wychodzącego na pozycję, albo znajdującego się w strefie punktowej. Za złapanie dysku w tej strefie drużyna otrzymuje punkt. Gdy gra się na trawie, drużyny składają się z siedmiu osób, a na piasku lub w hali z pięciu.

Frisbee to nazwa własna dysku. Grę przed półwieczem wynaleźli Amerykanie. Ma ona kilka odmian, a cechą uprawianej w Dopiewie ultimate frisbee jest brak sędziów. Są zbędni. Uczestnicy sami uzgadniają werdykty. Jest to gra bezkontaktowa, nie wolno atakować przeciwnika trzymającego dysk ani biegnącego, choć sporne sytuacje, a nawet urazy zdarzają się – gdy gracze z dwóch drużyn równocześnie próbują złapać w powietrzu dysk. Mecze, w zależności od założeń organizatora i rangi zawodów,  trwają od 45 do 130 minut. Przez ten czas zawodnicy stale znajdują się w ruchu. Nie jest to więc gra o charakterze tylko rekreacyjnym, biegając przez tak długi czas można się solidnie zmęczyć. Z formuły turnieju może wynikać, że drużyny nie grają na czas, lecz do zdobycia określonej liczby punktów (np. 17). Plac gry ma wymiary 100 x 37 metrów, jest więc zbliżony do połowy boiska piłkarskiego, przeciętego wzdłuż.

Treningi w Dopiewie odbywają się dwa razy w tygodniu, a dodatkowo w dwie soboty w miesiącu. Okazją do obejrzenia gry we frisbee – i ewentualnie podjęcia decyzji o rozpoczęciu treningów – będzie turniej organizowany w sobotę 4 czerwca. Miejsce – boisko klubu GKS Dopiewo. Mecze będą odbywać się przez wiele godzin, możemy więc tam zawitać w dowolnej porze, gdy tylko znajdziemy czas.