Słaba Lechia bez szans w Poznaniu. Lech goni liderów

Gdyby Lech bardziej się przyłożył do meczu z Lechią, gdyby nie konieczność przeprowadzenia trzech zmian już w pierwszej połowie, goście opuściliby Bułgarską z rekordową porażką. To słaba drużyna, z dobrymi, ale znajdującymi się daleko od formy piłkarzami. Niska jej pozycja w tabeli nie jest przypadkiem. Lech zmniejszył stratę do pierwszych drużyn, oby nie na chwilę.

Początek meczu Lech miał słaby. Przez pierwszy kwadrans właściwie nie było go na boisku. Goście uzyskali przewagę i dopóki mieli siły, próbowali atakować. Nie byli groźni, nie tworzyli wielkiego zagrożenia, ale potrafili zepchnąć faworyzowanych gospodarzy do defensywy. Kolejorzowi źle grało się na sfatgowanym boisku. Przy tak zmiennych warunkach atmosferycznych lepsze być nie może. Strata goniła stratę, mnożyły się niecelne podania i proste straty. Wielkie szczęście, że przeciwnik był kiepski.

Lech potrafił jednak zdobyć bramkę, gdy po kilku podaniach w polu karnym piłka trafiła do Łukasza Trałki, a ten oddał mocny strzał lewą nogą. Kuciak źle interweniował i Lechowi grało się łatwiej. Było to ważne, bo zaczął tracić piłkarzy. Kontuzjowanego Situma zastąpił Jóźwiak. Po ostrym wejściu Kuświka z boiska musiał zejść z bólem mięśnia Burić. Groźnie wyglądającej kontuzji kolana doznał też Radut i już przed przerwą wszystkie zmiany zostały wykorzystane.

Jeszcze w pierwszej połowie udało się podwyższyć na 2:0, po prostopadłym podaniu do Gytkjaera i jego szybkim rajdzie, wyjściu sam na sam. Uderzył nienajlepiej, ale Kuciak nie potrafił zatrzymać piłki. W ten sposób Duńczyk zaliczył czwarte trafienie w czwartym kolejnym spotkaniu. Po przerwie Lechia próbowała walczyć, ale szybko została sprowadzona na ziemię. Najpierw oglądaliśmy popis umiejętności technicznych Majewskiego, potem Jevticia, który po wymanewrowaniu defensywy pewnie strzelił gorszą prawą nogą.

Lechia próbowała walczyć przynajmniej o honorową bramkę. Kilka razy była blisko. Jest jednak w beznadziejnej formie, głównie fizycznej i niczego nie potrafiła zdziałać, łapała tylko raz za razem żółte kartki. Gdyby boisko było trochę lepsze, a piłkarzom Lecha mniej zależało na dograniu meczu do końca, a bardziej na zdobywaniu kolejnych goli, mielibyśmy przy Bułgarskiej pogrom. Druga połowa to kilka technicznych fajerwerków, sporo biegania, liczenie czasu do końca. Sędzia, w związku z kontuzjami, pierwszą połowę przedłużył aż o 7 minut, za to drugą zaledwie o jedną.

Lech Poznań – Lechia Gdańsk 3:0 (2:0)

Bramki: Trałka (17), Gytkjaer (45+2), Jevtić (55)
Żółte kartki: Situm, Dilaver – Peszko, Nunes, Łukasik, Chrzanowski

Lech: Jasmin Burić (30. Matus Putnocky) – Robert Gumny, Emir Dilaver, Nikola Vujadinović, Wołodymyr Kostewycz – Łukasz Trałka, Maciej Gajos, Radosław Majewski – Mario Situm (18. Darko Jevtić), Christian Gytkjaer, Mihai Radut (45+1. Kamil Jóźwiak)

Lechia: Dusan Kuciak – Joao Nunes, Michał Nalepa, Adam Chrzanowski – Paweł Stolarski, Daniel Łukasik, Simeon Sławczew (71. Milos Krasić), Sławomir Peszko – Patryk Lipski – Grzegorz Kuświk, Marco Paixao (46. Ariel Borysiuk)

Widzów: 14 104

Udostępnij:

Podobne

Jerzy Kopa nie żyje

To był trener, którego zasługi dla Lecha trudno przecenić. Nie tylko osiągnął doskonałe wyniki sportowe, ale i miał ogromny wpływ na przyszłość klubu. To od

Entuzjazm na wagę złota

Lech dąży do zbudowania mocnej drużyny – tu nikt nie ma wątpliwości. Nie chce przespać decydującego momentu, gdy rozgrywa się mecze kluczowe. Nie wolno, wzorem

Nie wolno pozostać w blokach startowych

Czy warto przejmować się wynikami meczów sparingowych? Zawsze lepiej wygrać niż przegrać, ale nie to jest głównym celem takich gierek. Czy warto przejmować się jakością

Drugi sparing, druga porażka Lecha

Nie widać jeszcze ręki nowego trenera. Piłkarzom Kolejorza nie kleiła się gra w drugim letnim sparingu, w którym mierzyli się z Pogonią Szczecin. Nie tworzyli