Skorża cudu nie zrobił. Raków sponiewierał Lecha

Nowy trener Lecha wie już, jak trudne przed nim zadanie. Drużyna jest tak słaba, że nie można jej odbudować z dnia na dzień. Gra ślamazarnie, bez energii i przyspieszeń, a przede wszystkim popełnia katastrofalne błędy w obronie. Nie ma znaczenia, czy przeciwnikom w polu karnym nie przeszkadza trzech defensorów czy dwóch. Tylko na początku drugiej połowy Lech zaskoczył rywala. Zasłużenie przegrał 1:3, na własne życzenie.

Rewolucji w składzie nie było. Maciej Skorża zasugerował się tym, co wymyślił na Legię tymczasowy trener Janusz Góra i co zdało egzamin. Lech drugi raz grał z trzema środkowymi obrońcami i dwoma wahadłowymi, a jedyna różnica w personaliach polegała na powrocie ozdrowieńca Czerwińskiego i absencji Kamińskiego. Wpływu na ustawienie drużyny to nie miało.

Kto się łudził, że nowy trener i zmiana ustawienia wystarczą, by wszystko się zmieniło niczym za dotknięciem różdżki czarodziejskiej, szybko musiał przełknąć gorzką pigułkę. Od pierwszych minut gospodarze byli drużyną lepiej zorganizowaną i pewniej grającą, częściej atakującą. Ujawniały się stare grzechy Lecha, szczególnie w obronie.

Kilka razy udało się zapobiec niebezpieczeństwu, gdy po bezmyślnych faulach Raków egzekwował z boku boiska rzuty wolne. Przed bramką van der Harta dochodziło do zamieszania, ale udawało się uniknąć straty gola. Gospodarzom wystarczyło jednak 10 minut, by wyjść na prowadzenie. Po rzucie rożnym defensywa Lecha popełniła jeszcze jeden w tym sezonie sabotaż. Nikt się nie pofatygował, by przeszkodzić przeciwnikom w zdobyciu gola.

Po przyjęciu mocnego ciosu Lech nie przebudził się, mógł stracić kolejnego gola, sprawiał wrażenie zamroczonego. Dopiero po kilku minutach zaatakował. Jego akcje składne nie były, ale udało się wywalczyć rzut wolny. Bardzo dobrze, choć pechowo uderzył Kwekweskiri trafiając w poprzeczkę. To wcale nie znaczy, że mecz się choć trochę wyrównał. Nadal przewagę miał Raków, drużyna dużo lepsza.

Nie dość, że Lech był gorzej zorganizowany i coraz bardziej zagubiony, to jeszcze pomagał przeciwnikom nie przestając idiotycznie faulować, jakby nie wiedząc, że stałe fragmenty to bolączka tej drużyny. Mijało pół godziny meczu, gdy w niebezpiecznym miejscu Milić zupełnie niepotrzebnie powalił na ziemię przeciwnika. Po rzucie wolnym piłka trafiła na głowę Piątkowskiego, który wzbił się w powietrze jako jedyny, żaden Lechita mu nie przeszkodził, i pewnie skierował piłkę do bramki. Bezradny Lech przegrywał już dwoma bramkami.

Nawet w takiej sytuacji Kolejorz nie mógł się zdobyć na energiczniejszą grę. Krył „na radar”, nie utrudniał zadania dużo bardziej ruchliwym, wybieganym, agresywnym graczom Rakowa. W całym spotkaniu gospodarze przebiegli aż 6 kilometrów więcej! Rzadko się zdarza tak duża różnica. Wstyd było patrzeć na tak sponiewieranego, rozjeżdżanego Lecha. Najgorzej, oprócz oczywiście bezkonkurencyjnych obrońców, spisywali się zawodnicy środka pola. W przerwie Skorża zmienił aż trzech graczy. Sykora zmienił Czerwińskiego, Johannsson Ramireza, a Skóraś Karlstroema.

Tak wyglądał powrót do tradycyjnego ustawienia z czterema obrońcami. Satka grał z boku, a Skóraś i Sykora jako skrzydłowi. Mieliśmy też wreszcie dwóch napastników na boisku. Na skutki czekaliśmy trzy minuty. Dobrze rozgrywał Johannsson, dośrodkował Sykora, w odpowiednim momencie głowy użył Ishak i i Lech złapał kontakt. Co więcej, nie było już widać bezradności, zagubienia. To była inna drużyna. Szkoda tylko, że trwało to tak krótko.

Kiedy wydawało się, że mecz jest do uratowania, znów „błysnęli” obrońcy Lecha. Po dośrodkowaniu Cebula był zupełnie sam w polu karnym. Mógł się spokojnie złożyć do strzału z powietrza i zdobyć gola. Mając obrońców markujących obecność na boisku, można przegrać każdy mecz. W kolejnych akcjach goście nadal nie przeszkadzali gospodarzom, nie atakowali ich. Pod koniec meczu osiągnęli przewagę, kilkakrotnie zamknęli Raków w polu karnym, pokazali niezłe akcje, wszystko to było jednak nieskuteczne, a przede wszystkim spóźnione i dramatycznie powolne.

Raków Częstochowa – Lech Poznań 3:1 (2:0)
Bramki: Fran Tudor 10, Kamil Piątkowski 29, Marcin Cebula 56 – Mikael Ishak 49
Raków: Dominik Holec, Kamil Piątkowski, Andrzej Niewulis, Zoran Arsenić, Fran Tudor (85 Wiktor Długosz), Igor Sapała, Ben Lederman (79 Peter Schwarz), Mateusz Wdowiak (69Ivi Lopez), Marcin Cebula (69 Daniel Szelągowski), Patryk Kun, Jakub Arak (69 Vladislavs Gutkovskis).
Lech: Mickey van der Hart, Lubomir Satka, Bartosz Salamon, Antonio Milić, Alan Czerwiński (46 Jan Sykora), Nika Kwekweskiri Jesper Karlstroem (46 Michał Skóraś), Dani Ramirez (46 Aron Johannsson), Pedro Tiba, Tymoteusz Puchacz, Mikael Ishak.
Sędziował Daniel Stefański (Bydgoszcz).

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Jak jubileusz zmienić w stypę

Mocną drużynę, dominującą na krajowym podwórku i dobrze pokazującą się w Europie, można zbudować na dwa sposoby: wydać niemałe pieniądze na klasowych piłkarzy, albo wykorzystać