Rzuty karne pozbawiły Lecha zwycięstwa

Jeszcze się sezon nie rozkręcił, a Lech stracił pięć punktów. W końcówce rozgrywek może ich zabraknąć. W Lubinie na własne życzenie przegrał wygrany mecz. Wiśle Płock punkt uratowały „jedenastki”. Tę drugą wykorzystała tuż przed końcem. Specjalnością Lecha staje się trwonienie punktów w ostatnich minutach.

Pierwsza połowa Lechowi nie wyszła. Nie mógł sobie poradzić z dobrze taktycznie ustawionym przeciwnikiem. Wisła broniła się całą drużyną, stawiała przed swoją bramką takie niemal zapory, jak Łotysze w czwartek. W przeciwieństwie jednak do Valmiery, nie ograniczała się do obrony, ale raz po raz całą drużyną przemieszczała się pod bramkę Lecha i tworzyła groźne sytuacje, zwłaszcza po rzutach rożnych, których miała mnóstwo.

Przewaga należała do gospodarzy, lecz znów bili oni głową w przysłowiowy mur. Piłka krążyła wokół pola karnego Wisły, strzałów było jednak mało. Na domiar złego szybko na prowadzenie wyszli goście. O pechu może mówić Satka, najlepszy defensor Kolejorza. Piłka odbiła się przypadkowo od jego ręki, a rzut karny pewnie wykorzystał Szwoch. Mogło być jeszcze gorzej. Piłka zmierzała do pustej bramki Bednarka, gdy na samej linii desperacką obroną popisał nie kto inny, jak Mikael Ishak.

Lech nie miał wielu szans bramkowych w tej części gry, choć Tibie do szczęścia brakowało niewiele. Przyjął wybitą piłkę i mocnym, ale precyzyjnym strzałem chciał ją zmieścić w bramce. Bramkarz wyciągnął się i zdążył ją odbić tak, że zamiast do siatki, trafiła w słupek.

Kibice Lecha zapominają o Gytkjaerze, bo mają Ishaka. Asyryjczyk ze Szwecji wyrównał otrzymując piłkę od Tiby, który wyszedł obronną ręką z pojedynków z obrońcami. Mecz zaczynał się od nowa, ale to Lech rozdawał karty. Atakował skrzydłami, szczególnie po wejściu na boisko Kamińskiego. Właśnie ten młody zawodnik wyprowadził Lecha na prowadzenie, w niezwykły sposób. Wykorzystał świetne, długie podanie Modera i strzałem głową przelobował bramkarza. To była filmowa bramka.

Wisła już się nie broniła, mocno wzięła się do roboty, by nie wyjechać z Poznania z porażką. Kontry Lecha mogły zamknąć mecz, gdyby były skuteczne. Za każdym razem brakowało precyzji przy ostatnim podaniu, albo następowało niepotrzebne wikłanie się w bezproduktywne dryblingi. Kilka razy Ishak na próżno czekał na celne podanie. Nie doczekał się. Kropkę nad „i” mógł postawić Kamiński, który po serii zwodów strzelił mocno i prawie celnie.

W 88 minucie Lechici nie potrafili odebrać piłki Torgilowi Gjertsenowi, mimo iż interweniowali w kilku. W pogoń za nim rzucił się Gumny, grający w końcówce, po wejściu na boisko Czerwińskiego, na lewej obronie. Szkoda, że właśnie tam się znalazł, bo zaatakował przeciwnika bezmyślnie, nie trafiając w piłkę. Drugi rzut karny i zwycięstwo odjechało, mimo iż Lech jeszcze próbował coś zdziałać. Nie jest drużyną dojrzałą.

Lech Poznań – Wisła Płock 2:2 (0:1)

Bramki: Mikael Ishak 56, Jakub Kamiński 68 – Mateusz Szwoch 17 (k), Patryk Tuszyński 88 (k)
Żółte kartki: Szwoch, Michalski, Uryga.

Lech: Filip Bednarek, Robert Gumny, Lubomir Satka Thomas Rogne ( 75 Djordje Crnomarković), Tymoteusz Puchacz ( (75 Alan Czerwiński), Michał Skóraś (54 Jakub Kamiński), Jakub Moder, Pedro Tiba, Dani Ramirez (84 Karlo Muhar), Kamil Jóźwiak, (84 Jan Sykora). Mikael Ishak.
Wisła: Krzysztof Kamiński, Damian Zbozień, Jakub Rzeźniczak (17 Paweł Żuk), Damian Michalski (75 Dusan Lagator), Alan Uryga, Angel Garcia, Dawid Kocyła (65 Torgil Gjertsen), Damian Rasak, Filip Leśniak, Mateusz Szwoch (75 Hubert Adamczyk), Cilian Sheridan (65 Patryk Tuszyński)

Widzów 8226.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Lech pojedzie do Belgii

Lider belgijskiej ekstraklasy, Royal Charleroi, będzie rywalem Lecha w czwartej, decydującej rundzie eliminacji do Ligi Europy. Mecz zostanie rozegrany na 20-tysięcznym, ale pustym stadionie w