Remis Lecha po słabym meczu

Trener Jagiellonii musiał być przeszczęśliwy widząc skład Lecha. Gytkjaer, Jevtić, Makuszewski, czyli piłkarze mogący stanowić o sile każdej polskiej drużyny zasiedli na ławce rezerwowych. W pierwszym składzie zagrało pięciu młodzieżowców, w tym 17-letni debiutant Jakub Kamiński. Taki Lech miał znikome szanse na pokonanie dobrze zorganizowanej, doświadczonej Jagiellonii.

Trener Dariusz Żuraw mocno więc zaryzykował. Opłaciło się to o tyle, że Lech nie przegrał trzeciego kolejnego spotkania, ale w jego sytuacji brak zwycięstwa na własnym boisku to powód do zmartwienia. Pozostaje pytanie, na czym trenerowi bardziej zależało – na punktach, czy na ogrywaniu nastolatków. Niewątpliwie na jednym i drugim, ale takie połączenie było nieosiągalne. W pierwszej połowie na grę Lecha można było jeszcze momentami patrzeć z zainteresowaniem. Druga była fatalna, na domiar złego Kolejorz stracił trzech ważnych zawodników.

Lech miał być ruchliwy w ataku, szybko zmieniać strony boiska, zaskakiwać obronę Jagiellonii szybkością. Nie był jednak w stanie tego osiągnąć. Goście ustawili się na własnej połowie, trudno było się rozpędzić, mnożyły się więc bezproduktywne podania do tyłu lub na boki. Chwilami Jagiellonia przechodziła do ofensywy i łatwo zamykała gospodarzy na ich połowie. Operowała piłką znacznie sprawniej. Było widać, że ma stabilny skład, jest dobrze zgrana, zawodnicy podają sobie piłkę niemal na pamięć, do tego zadziwiająco łatwo wygrywają pojedynki z Lechitami, są szybsi.

Wszyscy w Polsce wiedzą, że popełnienie błędu w środku boiska daje Jagiellonii szansę na błyskawiczne wyprowadzenie kontrataku. Lech jednak takie błędy popełniał. I drogo za to zapłacił. Tiba stracił piłkę, piłkarze „Jagi” błyskawicznie, dwoma podaniami wyprowadzili Klimalę na pozycję sam na sam dzięki temu, że zagapił się Gumny gubiąc linię spalonego. Van der Hart był bezradny. Drużyna z Białegostoku zdobyła typowego dla siebie gola. Nic nie wskazywało, by Lecha było stać na odrobienie straty, a jednak to się udało jeszcze w pierwszej połowie.

Po stałym fragmencie gry Muhar skierował piłkę w stronę bramki. Było to niegroźne, bramkarz łatwo ją złapał. Sędzia jednak otrzymał sygnał, że obrońca Jagiellonii posłużył się ręką. Obejrzał powtórkę i wskazał na jedenasty metr. Paweł Tomczyk okazał się pewnym wykonawcą karnego. Kilka minut przed przerwą gra zaczynała się od początku, jedna i druga drużyna miała jeszcze okazje bramkowe. Natomiast w drugiej połowie gry było jak na lekarstwo. Piłka rzadko opuszczała środkową strefę. Mnożyły się faule, głównie ze strony gości, na boisko wbiegali lekarze i masażyści.

Na ostatnie 20 minut trener wprowadził na boisko Jevticia. Poruszał się na nim tak, jakby miał w nogach całe spotkanie i dogrywkę na dodatek. Nic nie dawał drużynie. Dariusz Żuraw chciał wzmocnić ofensywę posyłając do boju Gytkjaera i Makuszewskiego. Plany te pokrzyżowały kontuzje najpierw Rogne, który opuścił boisko na noszach, potem Muhara. Trzeba było sięgnąć po Dejewskiego i Skrzypczaka. Gytkjaer rozgrzewał się i czekał przy linii bocznej niepotrzebnie. Jagiellonia dostrzegła szansę na zwycięstwo. Atakowała nawet składnie, była dużo lepsza w prowadzeniu gry. Tymczasem Lechowi trudno było wymieniać piłkę, więc probował kierować długie podania do osamotnionych Tomczyka i Jóźwiaka. To nie mogło się powieść.

Sędzia przedłużył mecz o 10 minut, a więc Jakub Kamiński, który nie zawiódł, ale i niczego pozytywnego do gry nie wniósł, rozegrał w debiucie 100 minut. Jego koledzy w drugiej połowie sprawiali ociężałych, mało skoordynowanych, jakby mieli problemy z zachowaniem sił na całe spotkanie. Na domiar złego Lech stracił Tomczyka, który został z bliska mocno trafiony piłką w głowę. Pogotowie zabrało go do szpitala. Wynik się nie zmienił. Jagiellonia może być rozczarowana, bo grając solidnie nie potrafiła pokonać słabnącego z minuty na minutę Lecha.

Lech Poznań – Jagiellonia Białystok 1:1 (1:1)

Bramki: Paweł Tomczyk (39) – Patryk Klimala (22)

Żółte kartki: Jóźwiak, Skrzypczak – Košťál, Runje, Arsenić, Mystkowski.
Lech: Mickey van der Hart, Robert Gumny, Lubomir Satka, Thomas Rogne (78 Deejewski), Tymoteusz Puchacz, Kamil Jóźwiak, Pedro Tiba, Karlo Muhar (85 Mateusz Skrzypczak), Joao Amaral (68 Darko Jevtić), Jakub Kamiński, Paweł Tomczyk

Jagiellonia: Damian Węglarz, Jakub Wójcicki, Ivan Runje, Zoran Arsenić, Guilherme, Bartosz Bida (57 Tomas Prikryl), Martin Pospisil, 6 Taras Romanczuk, Jesus Imaz, Martin Košťál 61 Juan Camara),Patryk Klimala (84 Przemysław Mystkowski).

Widzów 12 tys.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Brak koncentracji? Raczej sabotaż!

Lech znów to zrobił, w trzecim kolejnym meczu. Przegrał po stracie bramki w ostatnich sekundach. Zagrał katastrofalnie słabo. Jakimś sposobem przetrwał do przerwy bez straty

lech - raków

Trofeów nie będzie. Jak zwykle

Jeżeli po frajersko przegranym meczu w Warszawie kibice Lecha byli wściekli, to jak określić ich odczucia po tym, co stało się w niedzielę? Wydawałoby się,

lech - raków

Znów to zrobili! Co za frajerstwo!

Wydawałoby się, że tylko raz można podarować przeciwnikowi punkty pozwalając mu strzelić łatwą bramkę w ostatnich sekundach. Lech takie frajerstwo popełnił już w następnym meczu!