Podjęli walkę, choć argumentów mieli mało

Dwa mecze, zero punktów, powtarzające się poczucie niewykorzystanej szansy. Nie można jednak powiedzieć, że Lech w Lidze Europy ponosi same straty. Nie wygrywa, bo jest pod każdym względem słabszy od przeciwników. Konfrontując się z nimi zyskuje jednak to, co jest bezcenne, nie do zdobycia na ligowych boiskach. Uczy się prawdziwej piłki.

Trochę znienacka Lech wywalczył sobie prawo gry z przeciwnikami z dużo wyższej półki. Nie ma papierów na to, co dla klasowych drużyn jest chlebem codziennym. Kluby z topowych lig mają piłkarzy, dla których gra na kilku frontach, rozgrywanie trudnych meczów co kilka dni, nie jest niczym nadzwyczajnym. Mają umiejętności, mają siłę. Kto ich zatrudni, płaci za jakość bez porównania wyższą od tej, jaka występuje w polskiej lidze.

Dariusz Żuraw sprawił cud. Przekonał polskich piłkarzy do odważnej, bezkompromisowej gry. Spowodował, że nie widać po nich strachu przed żadnym gigantem. Wychodzą z założenia, że z każdym można się zmierzyć, że nie ma takiego, który wygrywa absolutnie wszystko. Każdy ma słabości, które można wykorzystać.

Choć linię pomocy Lecha tworzyli sami młodzieżowcy, w tym 18-latek, w pierwszej połowie nie było widać ani zagubienia, ani lęku, ani nadmiernej żywiołowości. Grali w sposób dojrzały, momentami nawet wyrachowany. Utrzymywali się przy piłce równie długo, jak Rangersi. Zdarzało im się szarżować z młodzieńczą żywiołowością, ale dominowała ostrożność i przekonanie, że lepiej piłkę wycofać do strefy obronnej, nawet do bramkarza niż wpadać z nią w pole karne bez przygotowania.

Gdyby szkocki zespół miał choć trochę słabszą obronę, można byłoby go skaleczyć. Lech nie miał takiej możliwości. Zatrzymywał się na murze nie do przebicia. Nie było tam gwiazd światowej piłki, takich jak Otamendi czy Vertonghen. Była za to formacja niezwykle zgrana, solidna, twarda. Byle jaki trener nie potrafi takiej zbudować. To trzeba umieć. Za to płaci się wielkie pieniądze. Steven Gerrard nie bierze ich za darmo. Kibice Lecha patrzyli na umiejętności Rangersów z zazdrością.

W drugiej połowie Lech już nie był tak konsekwentny. Zabrakło sił, a może wiary w te siły. Dowiódł w tym meczu, że potrafi być wyrachowany, ale tej sztuki zabrakło w momencie, gdy rywale zapanowali na boisku na całego. Ich nieustanny napór, dosłownie tłamszenie Lecha musiało przynieść skutek. W tym momencie mecz nie został jednak jeszcze przegrany. Wciąż była szansa na korzystny wynik, ale Lech po nią nie sięgnął.

Wystarczyło nie oddawać Rangersom piłki natychmiast po jej odzyskaniu. Na tym właśnie polegała największa słabość Lecha w tym meczu. Tym różnią się zespoły klasowe od przeciętnych. Zespół solidny, fizycznie mocny, do tego doświadczony, zrobiłby z przejętej piłki użytek, tak jak Benfica bezlitośnie wykorzystywała każdą stratę Kolejorza w ofensywie inicjując bardzo groźne ataki. Lech został w Glasgow w tej fazie meczu tak mocno zdominowany, że nie potrafił wyprowadzić kontry. Gdyby dał radę, każdy wypad, przy ofensywnie ustawionym przeciwniku, mógłby być zabójczy.

W Polsce Lech nie ma szans nauczyć się takiego zachowania, więc gra w Europie jest dla niego bezcenna. Być może w przyszłości wykorzysta to doświadczenie. Dziś na to jest za wcześnie. Także na godzenie Ligi Europy z ligą polską. Nie ma piłkarzy wytrzymujących grę na maksymalnych obrotach co trzy dni. Nie ma też wartościowych zmienników. Takich, jak Morelos, który rozstrzygnął wynik kilka minut po wejściu na boisko, a wcześniej odprawił z pucharów Legię. Gdyby jakimś cudem zawodnik takiej klasy i tak drogi w utrzymaniu znalazł się w Lechu, zostałby sprzedany za wielką kasę w najbliższym okienku transferowym. Dlatego tak nam trudno dogonić Europę.

Fot. lechpoznan.pl/Przemysław Szyszka

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Poznańska specjalność

Warta idzie śladami Lecha. Przez 90 minut dzielnie walczyła z Rakowem w Bełchatowie, drużyną bez porównania lepszą, by stracić gola w samej końcówce, po rzucie

Nad Lechem wisi fatum

Problemów, jakie nękają Lecha, nie można wytłumaczyć na gruncie futbolu. Mamy do czynienia z czymś o wiele poważniejszym. Nie jest łatwo zrozumieć, dlaczego grupa ludzi,

Brak koncentracji? Raczej sabotaż!

Lech znów to zrobił, w trzecim kolejnym meczu. Przegrał po stracie bramki w ostatnich sekundach. Zagrał katastrofalnie słabo. Jakimś sposobem przetrwał do przerwy bez straty