Piast przegrał, ale uwidocznił słabości Lecha

Lech nie jest w optymalnej formie – to pierwszy wniosek po sobotnim mecz z Piastem Gliwice. Drugi wniosek – drużyna, która chce narobić mu kłopotów, musi zastosować wzmocnioną defensywę, skupić się na przeszkadzaniu i zamykaniu dostępu do pola karnego. Kiedy Lechowi brakuje przestrzeni, by się rozpędzić, traci walory ofensywne. Tak było podczas ostatnich meczów wyjazdowych, potwierdziło się w starciu w okopanym na własnej połowie Piastem.

Po przerwie na mecze reprezentacji narodowych Lechowi nigdy nie szło. Najczęściej wtedy przegrywał, rzadko punktował. Maciejowi Skorży udało się to przezwyciężyć. Kolejorz przywiózł punkty z Warszawy, gdzie zresztą w ostatnich miesiącach łatwo wygrywa każdy, pokonał też Piasta, choć wymagało to przetrwania drogi przez mękę. W poprzednich domowych spotkaniach roznosił rywali, grał z rozmachem, na pełnej szybkości, z polotem, wykorzystywał klasę swych czołowych graczy. Teraz taką postawę widzieliśmy tylko przez dwie pierwsze minuty meczu i przez 10 minut po przerwie.

Po trzech ostatnich meczach Lecha trenerzy, którzy muszą mu się przeciwstawić, wiedzą jedno: nie wolno prowadzić otwartej walki. Próbowała tego jedna i druga Wisła, próbował Śląsk, skończyło się stratą kilku bramek, a mogło być ich jeszcze więcej. Gdy Lech musi radzić sobie z zespołem skupionym na defensywie, wychodzi mu to tak, jak w Białymstoku, Mielcu, Łęcznej. Nie trafia do bramki mimo tuzina prób, a przeciwnikom wystarczy jedna akcja, by zapewnić sobie punkty. Tak już będzie w tym sezonie. Maciej Skorża nie może tego nie wiedzieć. Musi znaleźć sposób na kurczową obronę rywali.

Ofensywna bezradność Lecha ma związek ze słabą formą Ishaka. Zaciął się, w Warszawie nie wykorzystał nawet karnego, nie radzi sobie, gdy ma kilku obrońców wokół siebie. Całe szczęście, że Maciej Skorża nie ma mentalności Dariusza Żurawia i potrafił porozumieć się z Amaralem, dostrzec i wykorzystać jego potencjał. U Żurawia Portugalczyk siedział na ławce, a na boisku promowało się po pięciu wychowanków. U Skorży Amaral gra pierwsze skrzypce. Stał się najlepszym zawodnikiem ligi. Strzela gola za golem, asystuje, wyręcza Ishaka.

W tej sytuacji trener Lecha powinien rozważyć zainwestowanie w Sobiecha – osłabienie drużyny, na przykład w meczu z Wartą, gdy różnica w umiejętnościach jednej i drugiej drużynie będzie widoczna. Zostawienie Szweda na ławce, danie od początku szansy Sobiechowi może popłacić. Brakuje mu gry, a gdy strzeli bramkę, odblokuje się psychicznie i stanie się przydatny, gdy Ishaka ogarnie niemoc. Nikt nie jest maszyną, każdy piłkarz ma słabości. Nie wolno polegać na jednym napastniku, chyba że ten nazywa się Robert Lewandowski.

Piast okazał się drużyną dobrze zorganizowaną w defensywie, ale bezradną w ataku. Owszem, potrafił sprawnie przemieszczać się pod bramkę Lecha, długo utrzymywał się przy piłce, paraliżował próby wyprowadzania kontrataków. Nie przekładało się to na bramki. Ba, nie przekładało się nawet na strzały! Tylko trzy razy uderzył przez cały mecz. Ani razu celnie. To zasługa gry obronnej Lecha, a zwłaszcza umiejętności i warunków fizycznych Salamona i Milicia. To nie był przypadek. Inne drużyny też nie oddawały w Poznaniu żadnego celnego strzału.

Klasę drużyny poznaje się po tym, że wygrywa mimo słabości. W wyjazdowych meczach tego zabrakło. W Poznaniu już nie. Braki w grze Lecha były jednak w sobotę widoczne jak na dłoni. Trener wie, że nie pokona się głęboko okopanego przeciwnika bez gry z rozmachem, czyli bez dobrych skrzydeł. Zaobserwował też, jak słabo wychodziły próby wyprowadzania kontr. Kiedy już jednemu czy drugiemu zawodnikowi udawało się w szybkim wypadzie zbliżyć do pola karnego, to podejmował fatalne decyzje. Próbował dryblować, gdy na podanie czekał dobrze ustawiony kolega. Jeśli podawał, to nie temu, co trzeba, albo szybko pozbywał się piłki, gdy można było przedostać się bliżej bramki.

Takie grzechy mieli na sumieniu Ishak, Ba Loua, w końcówce Tiba, nawet Amaral, a przede wszystkim źle myślący, nie zawsze skoordynowany Karlstroem. Wszyscy oni powinni obejrzeć powtórki takich akcji i przekonać się, ile drużyna straciła przez złe ich wybory.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Rzeczywistość równoległa

Słynny już wywiad Dariusza Mioduskiego, właściciela Legii Warszawa, opublikowany na klubowej stronie internetowej, otworzył wielu ludziom oczy na mentalność obowiązującą na Łazienkowskiej. Mówi się, że

Derby pełne paradoksów

Tylko wynik się zgadzał. Okoliczności i przebieg derbów były niezwykłe. Mimo miażdżącej przewagi Lecha, najlepszym jego zawodnikiem został bramkarz. Defensywa Lecha rzadko pozwala rywalom na