Piast ograny. Lech nie zachwyca ale przestał przegrywać

Po męczarniach i grze wołającej, zwłaszcza w pierwszej połowie, o pomstę do nieba Kolejorz pokonał 2:0 słabego w tym sezonie, a w dodatku zmęczonego ciężkim bojem pucharowym Piasta Gliwice strzelając gole w ostatnim kwadransie. Niewiele brakowało do kolejnej straty punktów. Tuż przed końcem Piast wyrównał, jednak sędzia dopatrzył się spalonego. Decyzja była słuszna, ale wzbudziła wiele kontrowersji, a goście mocno protestowali. Nie było łatwo właściwie ocenić tę sytuację.

Mecz toczył się w upale, obserwowało go jeszcze mniej widzów niż poprzednio. Być może była to najniższa frekwencja na meczu ligowym na nowym stadionie. Dziennikarze szacowali, że obecnych jest 7-8 tysięcy osób, a szczególnie smutno prezentował się wypełniony w niewielkiej części Kocioł. To efekt fatalnej gry drużyny i zachowawczej polityki klubu. Publiczność nie szczędziła zresztą krytyki władzom Lecha, domagała się sprowadzenia napastnika. Co ciekawe, klub poinformował, że na widowni znajduje się ponad 11 tysięcy widzów, prawdopodobnie doliczając tych karnetowiczów, którzy przyjście na stadion sobie darowali.

Lech zaczął energicznie, próbował zepchnąć gości do defensywy. Miał przewagę w posiadaniu piłki, nic z tego jednak wychodziło, bo jego akcje były chaotyczne, podania niedokładne, zagrania nieprzemyślane. Trener konsekwentnie stawia na dwóch defensywnych pomocników. Trałka próbował grać ofensywnie, zapuszczał się pod pole karne rywala, ale nie pomógł w ten sposób drużynie, bo to nigdy nie była jego specjalność. Natomiast typowy rozgrywający, kreatywny Darko Jevtić posłany został tym razem na prawe skrzydło, gdzie jego walory marnowały się. Korzyść z niego była tylko wtedy, gdy przechodził do środka boiska. Niewiele pożytku było z Pawłowskiego, a Robak, jedyny obecnie napastnik Lecha, raz po raz rozsierdzał kibiców nieporadnością.

Pod koniec pierwszej, beznadziejnej połowy publiczność coraz bardziej nerwowo reagowała na „popisy” Kolejorza. Całe szczęście, że Piast spisywał się jeszcze słabiej, a przede wszystkim grał tak, jak Lech lubi: zostawił mu sporo miejsca, nie stosował pressingu, atakował w sposób szablonowy, łatwy do rozszyfrowania. Gracze z Gliwic w środę męczyli się przed 120 minut grając przeciwko Lechii w Pucharze Polski, a teraz musieli mordować się w 30-stopniowym upale. Po przerwie ich trener dokonywał zmian, co niewiele dawało.

Czas mijał, atmosfera na trybunach gęstniała, Lech atakował coraz bardziej nerwowo. Boisko opuścił słaby tego dnia Majewski, wtedy Jevtić przeszedł do środka, a na skrzydle pojawił się Formella. To był klucz do zwycięstwa i dowód, że trenerowi Lecha brakuje taktycznego wyczucia i umiejętności wykorzystania potencjału swych zawodników. Formella przeprowadził kilka ofensywnych akcji, a kwadrans przed końcem meczu zachował się jak rutyniarz. Rozegrał piłkę z Jevticiem, sprawdził, jak ustawiony jest bramkarz i oddał plasowany, niezbyt mocny strzał po ziemi. Dobrze uderzona piłka była dla bramkarza Piasta niedostępna. Lech objął prowadzenie, co wydawało się tego dnia nieosiągalne.

Piast ruszył do przodu, a Lech nie potrafił tego wykorzystać, mimo iż dwoili i troili się Formella i boczni obrońcy, a potem wprowadzeni do gry Makuszewski i Gajos. Okazje do podwyższenia wyniku przepadły, gdy Szmatuła z wielkim trudem wybronił uderzenia Formelli i Arajuuri’ego. Mogło się to zemścić, bo ambitnie prący do przodu, zapominający o zabezpieczeniu tyłów Piast zdobył gola. Mniej bystry boczny sędzia mógłby zapomnieć podnieść chorągiewkę. Na szczęście arbiter dobrze ocenił sytuację, a w dodatku tuż potem, po szybkiej akcji padł drugi gol dla Lecha. Gajos znalazł się sam na sam ze Szmatułą i strzelił tak, jak powinien.

Lech – Piast 2:0 (0:0)

Bramki: Formella 73, Gajos 90.

Żółte kartki: Bednarek, Gumny – Bukata.

Lech: Matus Putnocky – Tomasz Kędziora, Jan Bednarek, Paulus Arajuuri, Robert Gumny – Łukasz Trałka, Abdul Aziz Tetteh – Darko Jevtić (75. Maciej Gajos), Radosław Majewski (58. Dariusz Formella), Szymon Pawłowski (85. Maciej Makuszewski) – Marcin Robak.

Piast: Jakub Szmatuła – Aleksander Sedlar, Uros Korun, Hebert, Patrik Mraz – Marcin Pietrowski, Radosław Murawski, Martin Bukata, Gerard Badia (73. Tomasz Mokwa) – Michał Masłowski (56. Bartosz Szeliga) – Maciej Jankowski (81. Josip Barisić).

Udostępnij:

Podobne

Jerzy Kopa nie żyje

To był trener, którego zasługi dla Lecha trudno przecenić. Nie tylko osiągnął doskonałe wyniki sportowe, ale i miał ogromny wpływ na przyszłość klubu. To od

Entuzjazm na wagę złota

Lech dąży do zbudowania mocnej drużyny – tu nikt nie ma wątpliwości. Nie chce przespać decydującego momentu, gdy rozgrywa się mecze kluczowe. Nie wolno, wzorem

Nie wolno pozostać w blokach startowych

Czy warto przejmować się wynikami meczów sparingowych? Zawsze lepiej wygrać niż przegrać, ale nie to jest głównym celem takich gierek. Czy warto przejmować się jakością

Drugi sparing, druga porażka Lecha

Nie widać jeszcze ręki nowego trenera. Piłkarzom Kolejorza nie kleiła się gra w drugim letnim sparingu, w którym mierzyli się z Pogonią Szczecin. Nie tworzyli