Pewny awans po grze, którą ciężko się oglądało

Plan wykonany, ale Lech Skierniewic nie oczarował. Szybko strzelił dwie bramki, a potem, grając w składzie rezerwowym, pokazywał swoją brzydką twarz. Zawodnicy, nie będący pierwszym wyborem Maciej Skorży, nie wykorzystali okazji, by dobrze się zaprezentować. Mecz był brzydki, a momentami nawet paskudny. Różnica trzech poziomów rozgrywkowych, dzielących drużyny, nie ujawniła się w poziomie gry.

Tylko trzech piłkarzy z piątkowego starcia przeciwko Wiśle Płock znalazło się w wyjściowym składzie Lecha. Maciej Skorża sięgnął po tak rzadko wykorzystywanych graczy, jak Baturina, Sobiech, Skrzypczak, Czerwiński, Rogne. Największe gwiazdy zasiadły na ławce rezerwowych, gotowe do wejścia na boisko, gdyby trzeba było ratować sytuację.

Nie było trzeba. Gospodarze od pierwszych minut grali wzmocnioną defensywą, zachowywali daleko idącą ostrożność. Lech natomiast nie bawił się w rozgrywanie, prowadzenie piłki, lecz stosował dalekie podania. Widzieliśmy tylko kilka prób ciekawszego rozwiązywania akcji. Kiedy lewą stroną boiska pod bramkę przedostał się Douglas, zapachniało bramką. Szkotowi piłka zeszła jednak z nogi.

Krótko potem, po podaniu Skórasia, w podobnej sytuacji znalazł się Ramirez, ale on już nie spudłował. W 8 minucie, po strzale pod poprzeczkę, Lech wyszedł na prowadzenie. Od tego momentu goście przestali się kurczowo bronić. W ich próbach ofensywnych nie mogło być jakości, potrafili jednak wywalczyć rzut rożny, potem drugi i kilka rzutów wolnych z bocznych stref boiska. W 21 minucie było już 2:0 dla Lecha, który nie musiał się na to napracować. Wystarczyło dośrodkowanie Ramireza, a składającego się do strzału Sobiecha wyręczył miejscowy defensor.

Po tym prowadzeniu Lech mógł grać spokojnie, panować na boisku, ale nie robił tego. W jego grę wkradł się chaos, dopasował się poziomem rozgrywania piłki do zespołu grającego klasę niżej niż rezerwy Kolejorza. Gospodarzy to zachęciło, stosowali wysoki pressing. Tylko Kwekweskiri grał spokojnie i swobodnie, górował umiejętnościami nad rywalami, mijał ich zwodami. Bardzo aktywny, ale jeszcze bardziej chaotyczny był Skóraś. Baturina dorównywał umiejętnościami gospodarzom, potykał się o własne nogi. Sobiech nie był od niego dużo lepszy, co dowodzi, że Lech zmienników Ishaka ma tylko w teorii.

Druga połowa to ciąg dalszy chaosu na boisku. Piłkarze Lecha nie demonstrowali większych umiejętności technicznych niż trzecioligowcy, nie wychodziły im kiwki, kulało rozegranie piłki. Tylko Ramirez panował nad piłką, choć nie zawsze. Zszedł z boiska kulejący Baturina, zastępujący go Amaral już po kilku minutach, po płynnej wreszcie akcji ofensywnej, uderzył w poprzeczkę. Nie było jednak dużej przewagi Kolejorza w polu, mimo iż jego gra wyraźnie zyskała nie tyle po wejściu Amarala, co po zejściu Baturiny.

Trener Lecha wprowadził potem wiele zmian, co podnieść poziomu gry nie mogło. Kilka dobrych okazji bramkowych wykorzystanych nie zostało. Ten mecz nie pozostanie na długo w pamięci mieszkańców Skierniewic. Lech przyjechał do nich, by awansować nie dając z siebie prawie nic.

Unia Skierniewice – Lech Poznań 0:2 (0:2)
Bramki: Dani Ramírez 9, Bartosz Broniarek 21 (samobójcza)
Żółte kartki: Stępień, Jasiński – Sobiech, JAmaral.
Unia: Mateusz Wlazłowski, Andrzej Krajewski (67 Jakub Jasiński), Bartosz Winkler, Bartosz Broniarek, Mateusz Stępień (80 Piotr Drabik), Ignacy Ogłoziński), Hubert Berłowski (66 Maciej Wilanowski), Konrad Kowalczyk, Damian makuch (84 Piotr Kłąb), Kamil Waśniowski (61 Miłosz Nowak), Kamil Sabiłło.
Lech: Bartosz Mrozek, Alan Czerwiński, Mateusz Skrzypczak, Thomas Rogne, barry Douglas, Roko Baturina (58 Joao Amaral), Radosław Murawski (79 Jesper Karlstrom), Nika Kwekweskiri (70 Antoni Kozubal), Dani Ramirez (79 Adriel Ba Loua), Michał Skóraś (70 Norbert Pacławski, Artur Sobiech.
Sędziował Patryk Gryckiewicz (Toruń).

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Rzeczywistość równoległa

Słynny już wywiad Dariusza Mioduskiego, właściciela Legii Warszawa, opublikowany na klubowej stronie internetowej, otworzył wielu ludziom oczy na mentalność obowiązującą na Łazienkowskiej. Mówi się, że

Derby pełne paradoksów

Tylko wynik się zgadzał. Okoliczności i przebieg derbów były niezwykłe. Mimo miażdżącej przewagi Lecha, najlepszym jego zawodnikiem został bramkarz. Defensywa Lecha rzadko pozwala rywalom na