Nowy trener sukcesów nie gwarantuje. Stary gwarantuje porażki

W komfortowej sytuacji jest sztab szkoleniowy Lecha. Nie stracił wielu piłkarzy w okresie przerwy reprezentacyjnej. Niby trochę wstyd, że podopieczni przestali być doceniani, ale łatwiej przygotować się do najbliższego meczu, a Kolejorz z reguły po takich przerwach gra źle i prawie nigdy nie wygrywa. Teraz też trudno będzie o zwycięstwo, z powodu bezradności trenera wobec kryzysu, do którego doprowadził.

Czy władze Lecha mają rację trzymając się tego trenera, marnując czas, igrając z wściekłością kibiców, lekceważąc wizerunek klubu? Na co czekają? Musiałby się zdarzyć cud, by Dariusz Żuraw zamienił sponiewieraną, zagubioną drużynę w pięknie grający kolektyw. Wielokrotnie przecież dowiódł, że naprawianie tego, co w zespole nie funkcjonuje, przekracza jego kompetencje. Trwanie w marazmie będzie kosztowne, ale to dla zarządu Lecha nie jest żaden argument. Określając to łagodnie, działa niekonwencjonalnie. Od lat.

Inna sprawa, że zmiana trenera nie gwarantuje natychmiastowej poprawy, zwłaszcza gdy ten nowy też postępuje niekonwencjonalnie. Przekonaliśmy się o tym oglądając mecz reprezentacji z Węgrami. Jeśli za Brzęczka nasza drużyna grała denerwująco słabo, to jak określić to, co widzieliśmy w Budapeszcie? Chaos, brak organizacji i pomysłu na ofensywę, rezygnacja z defensywy. To dowód, że nawet drużyna składająca się z klasowych graczy może pójść w rozsypkę, gdy ma „odważnego” trenera. Nie ma kolektywu, którego nie można zdemolować. Umiejętności czołowych zawodników temu nie zapobiegną.

Gdyby zespół prowadził słusznie krytykowany Brzęczek, nie byłoby straty punktów w Budapeszcie, bo gra byłaby bardziej odpowiedzialna. Nie miał pomysłu na tę drużynę, ale nie poważyłby się na takie szaleństwa, jak zastąpienie Glika Helikiem, wystawienie Szymańskiego na prawe wahadło. Przebudować drużynę i zmienić jej strategię w trzy dni? Niewykonalne. Robienie tego bez wcześniejszego testowania, od razu w meczach, od których zależy najbliższa przyszłość polskiej piłki, graniczy z sabotażem. Można zaryzykować wróżbę, że Andorę uda się pokonać. Ale potem trzeba jechać na Wembley…

Władze Lecha mogą teraz powiedzieć: właśnie dlatego wstrzymujemy się z szybką wymianą trenera. Nowy może nie uratować sytuacji z dnia na dzień, a nad starym mamy przynajmniej jakąś kontrolę, robi, co mu się każe i dowiódł, że nie brzydzi się promowania juniorów kosztem zdobywanych punktów. Zmieniając trenera ryzykuje się chaosem i porażkami. Problem tylko w tym, że zostawienie dotychczasowego to ich gwarancja.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Czym Skorża zaskoczy Papszuna?

Przed każdym meczem Lecha jego fani starają się przewidzieć skład. W czasach późnego Żurawia było to dziecinnie łatwe. Nie zmieniał on taktyki, był rozpaczliwie przewidywalny.

Kluczowy mecz sezonu

Nowy trener Lecha bardzo by chciał zagrać w europejskich pucharach już jesienią. Strata do miejsc gwarantujących udział jest wielka, ale skoro jest jeszcze szansa, trzeba