Nowatorska taktyka Lecha: gra bez defensywy

Lech zadziwia. Budzi ogromne emocje, oceny są skrajne – od uwielbienia dla Ishaka, który może się okazać najlepszym zagranicznym transferem w całej historii Kolejorza, po krytykę sztabu trenerskiego, kompletnie bezradnego wobec wyczynów defensorów i bramkarza.

Trenerska niekompetencja jest zdumiewająca. Już po pierwszym meczu, w którym nieudacznictwo bramkarza i obrońców roztrwoniły wysiłek całej drużyny, pozbawiły zespół zwycięstwa, trener powinien zrobić wszystko, by sytuacja ta się nie powtórzyła. Powtarzała się niestety w każdym następnym meczu. Uniemożliwiła wygrywanie. Sprawiała, że wspaniała gra ofensywna poszła na marne.

Żaden normalny trener nie zmienia bramkarza po pierwszym popełnionym błędzie. Ale też żaden normalny trener nie toleruje tego, że identyczne błędy powtarzają się we wszystkich meczach. Puste przebiegi po opuszczeniu linii bramkowej, niepewność, nie wychodzenie do dośrodkowań, niezdecydowanie – to wszystko widzimy w każdym kolejnym spotkaniu. Jeśli taki „fachowiec” ma przed sobą rozmemłaną, ślamazarną obronę, to bramki dla przeciwników padać po prostu muszą. Widzi to każdy, oprócz sztabu szkoleniowego Lecha Poznań.

Złe ustawianie się, nieumiejętność krycia strefą, zła ocena sytuacji – nad takimi błędami trzeba pracować. To są niedostatki piłkarskie, można je wyeliminować, jeżeli długo się nad tym pracuje. Na to niestety nakładają się elementy wolicjonalne. Po rzucie rożnym Celeban, obrońca Śląska, ruszył do piłki z wielką determinacją i przekonaniem, że po prostu musi w nią głową uderzyć, zanim to zrobi przeciwnik. Dopiął celu, gola strzelił, bo obrońcy Lecha, delikatnie mówiąc, nie dali z siebie wszystkiego. Nie mieli przekonania, że ich zadaniem jest za wszelką cenę przeszkodzić Celebanowi.

W środę Lech zmierzy się z jeszcze lepszym rywalem, prawdopodobniej jeszcze łatwiej potrafiącym znaleźć i wykorzystać niedostatki w jego grze. Szwedzi z Hammarby już wiedzą, dlaczego Lech nie potrafi wygrywać. W ich lidze nie toleruje się dziadostwa, nie płaci się za nie, lecz za profesjonalizm. Tam powtarzanie mecz po meczu tych samych błędów jest nie do pomyślenia. Wszyscy obserwatorzy widzą, że Lech ma ogromną siłę w ataku, potrafi strzelić bramkę każdemu, ale nie potrzeba wielkiego wysiłku, by mu się zrewanżować tym samym.

Dwutygodniową przerwę w rozgrywkach można – trzeba! – było wykorzystać na wyeliminowanie braków, usunięcie złych zachowań. Czas ten został zmarnowany. Trener zauważył, w jaki sposób jego zespół traci wszystkie, bez wyjątku, bramki. Po tej przerwie, już w pierwszym meczu, sytuacja się powtórzyła. Strzelić trzy gole mocnemu rywalowi na jego boisku to wyczyn nie lada. Do niczego się niestety nie przydał, bo drużyna straciła tyle samo bramek w sposób identyczny, jak w dwóch poprzednich spotkaniach. Ani jedna nie padła z gry. Wszystkie po rzutach rożnych i karnych.

Mając mega napastnika, potrafiąc wyprowadzać błyskawiczne ataki, można realnie myśleć o strzelaniu bramek w Sztokholmie (lub na każdym innym stadionie). Szkoda tylko, że prawdopodobnie pójdzie to na marne, bo sztab szkoleniowy Lecha nie potrafi nauczyć obrońców gry w obronie.

Fot. lechpoznan.pl/Przemysław Szyszka

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Lech wygrał derby. Z wielkim trudem

Kto by się spodziewał tak trudnej przeprawy Kolejorza? Warta postawiła trudne warunki. Była bliska strzelenia bramek. O zwycięstwie wicemistrza Polski nad beniaminkiem zadecydował rzut karny

Sensacja w derbach? Trudno się jej spodziewać

Tradycja tradycją, szacunek szacunkiem, wyjątkowość poznańskich derbów wyjątkowością, ale ktoś to spotkanie musi wygrać. Derbowa otoczka dodaje kolorytu, ludzie się cieszą z dwóch ekstraklasowych klubów