Nie ma piłkarzy niezastąpionych. Trener Lecha wymusi konkurencję

Liderowanie w tabeli z trzypunktową przewagą i bez porażki w sześciu meczach, z największą liczbą strzelonych bramek (tyle samo ma Śląsk), najmniejszą liczbą straconych. To napawa optymizmem, zwłaszcza w kontekście wzmocnień, spóźnionych, ale prawdopodobnie realnych. Mamy też powody do niepokoju, a dostarczył ich ostatni mecz.

Trudny pojedynek z Pogonią wykazał bowiem słabości Lecha. Widzieliśmy je zwłaszcza w pierwszej połowie. Przeciwnik to nie jest potężna, brylująca w lidze drużyna. Jest po prostu dobrze zorganizowana, na co trener pracował przez kilka lat, bo taką szansę otrzymał, ma też solidnych zawodników w składzie. To wystarczyło, by zapanować nad Lechem, łatwo tworzyć okazje bramkowe, także ze stałych fragmentów, czynić go ofensywnie bezradnym.

W szeregi Lecha wróciło to, co go paraliżowało w poprzednim sezonie. Bojaźń i niepewność w posługiwaniu się piłką, proste straty, niecelne podania, markowanie pressingu. Doskonale to było widać przy kontrze, jaką udało się wyprowadzić, gdy do ataku popędziło pięciu piłkarzy. Liczebna przewaga na przedpolu Stipicy została żałośnie zmarnowana. Klasowy zespół, składający się z dojrzałych graczy, wykorzystuje takie szanse z zimną krwią.

W futbolu nic nie trwa wiecznie. To, co uda się ciężką pracą wywalczyć, może runąć w sekundę. Przekonał się o tym Kwekweskiri. Zawodnik z międzynarodowym obyciem, reprezentant swego kraju, w chwili umysłowego zaćmienia postąpił jak junior. Kto wie, czy nie pozbawił swej drużyny zwycięstwa, bo w drugiej połowie, gdy na boisku pojawił się Tiba, zobaczyliśmy innego Lecha. Szczególnie mogły się podobać przechwyty i szybkie przekazywanie piłki do ataku. Kierował tym właśnie Portugalczyk.

Konkurencja działa cuda. Tiba przyzwyczaił się grać pierwsze skrzypce w drużynie i źle się czuł na ławce rezerwowych. Nie obraził się jednak, lecz zawziął i przy najbliższej sposobności pokazał swoją wartość. Gdyby koledzy, a zwłaszcza Amaral, wykorzystali jego podania, mecz prawdopodobnie zostałby wygrany. Właśnie on, desperackim strzałem w końcówce, uratował Lecha przed porażką. I właśnie to – rywalizacja o miejsce w składzie – daje nadzieję na zakończenie sezonu z sukcesem.

Dwóch najbardziej (prawdopodobnie) wartościowych nabytków nie pokazało się jeszcze w drużynie. Douglasowi przyda się zmiennik, bo ten zawodnik, nieoceniony w niektórych aspektach gry, zbyt łatwo daje się ogrywać, ma braki w defensywie. Chyba właśnie to powodowało, że tak trudno mu było utrzymać miejsce w klubach, którym pomógł w awansie do Premier League. Pedro Rebocho też podobno specjalizuje się w atakowaniu, bardzo zresztą dynamicznym, ale chyba i więcej niż Szkot da Lechowi w zabezpieczeniu lewej strony boiska.

Najbardziej konkurencja przyda się Skórasiowi. W każdym meczu widzimy, jak duże braki ma ten młodzieniec. Rozgrywa dynamiczne, widowiskowe akcje, jest szybki, potrafi oddać strzał. Brakuje mu jednak czegoś, co zamienia zawodnika niezłego w dobrego: zimnej krwi, spokoju w decydującym momencie, koncentracji. Potrafi błysnąć w ataku, by za chwilę spartaczyć świetną okazję. Podaje do przeciwnika, zamiast do kolegi, uderza byle jak. Finalna część akcji, w której uczestniczy – to jest to, nad czym musi pracować, by naciskać na graczy, jakich Lech ma na skrzydłach.

Także Kwekweskiri ma o czym myśleć. Żałuje zachowania, na którym tak dużo stracił, chce jak najszybciej się zrehabilitować. Jednak Maciej Skorża, choć nie nakłada kar, nie zapomina o takich postępkach, jest wyczulony na lekkomyślne pozbawianie drużyny szans na sukces. Pamiętamy, jak oberwało się Tomkowi Kędziorze w Bazylei, gdy ten został wyrzucony z boiska. Gruzin nie zostanie zdyskwalifikowany za czerwoną kartkę, może zagrać już w następnym meczu, ale prawdopodobnie na szansę odkupienia winy trochę poczeka. Tym bardziej, że Tiba rzetelnie zasłużył na miejsce w składzie. Oby tylko znów nie poczuł, że jest niezastąpiony.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Awans bez większego wysiłku

Skra Częstochowa jest zbyt słaba, by porywać się na próbę wyeliminowania Lecha z Pucharu Polski, zwłaszcza na jego terenie. Teoretyczni gospodarze, pozbawieni własnego obiektu i

Panowie, trenujcie rzuty karne!

Który Lech jest prawdziwy? Ten, który udanie rozpoczął sezon, potrafił odrabiać straty, gdy mecz się nie układał, strzelał gola za golem? Czy ten z Białegostoku,

Gen autodestrukcji

Nie mamy prawa traktować Lecha jako zdecydowanego faworyta w jakimkolwiek meczu, stawiać na niego, mieć gwarancję, że nie zawiedzie. Nigdy. Jeżeli nawet przeciwnik będzie tak