Największa siła Lecha: ławka rezerwowych

Od początku sezonu trener Maciej Skorża nie zmienia składu. Z meczu na mecz wystawia ten sam zespół, z niewielkimi tylko, wynikającymi z bieżącej sytuacji modyfikacjami. Kiedy jednak trzeba, sięga po rezerwowych, a oni potrafią uratować mecz. I nic dziwnego, bo to gracze dużego jak na polską ligę formatu. Trener sam przyznaje, że nie może ich zbyt długo trzymać na ławce.

To paradoks, bo wiadomo, że Lech wciąż ma dziurawy skład, że na niektórych pozycjach brakuje zmienników i jakakolwiek absencja może spowodować duże problemy z zestawieniem drużyny. Z drugiej jednak stronie trener na ławce trzyma graczy, którzy byliby pierwszym wyborem szkoleniowców większości ligowych zespołów. Mają tak dużą jakość, że potrafią odmienić przebieg rywalizacji.

Przykładem jest ostatni mecz Lecha. Kiedy beniaminek tak bardzo w drugiej połowie nacisnął, że lada chwila mógł wyrównać, trener zdjął z boiska Czerwińskiego, mimo iż nie miał innych typowych prawych obrońców. Na bok obrony przesunął Satkę, a miejsce w środku defensywy zajął Milić. Z powodzeniem, bo Chorwat powstrzymywał ataki Termaliki, na dodatek asystował Ishakowi zdobywającemu decydującą bramkę.

Najwięcej drużynie w ataku dawał Amaral, ale i jego trener zdjął z boiska wpuszczając na nie Kwekweskiriego. Gruzin opanował sytuację, uspokoił ofensywne zapędy gospodarzy, umiejętnie przejmował piłki i posyłał je do kolegów stwarzających rywalowi zagrożenie. Czy nie szkoda gracza o takich umiejętności trzymać w rezerwie?

– Takie pytanie można odnieść do kilku zawodników – odpowiada Maciej Skorża. – Pamiętajmy jednak, jakim jesteśmy klubem, o co w tym roku gramy. Od początku przygotowań uczulaliśmy zawodników, że kluczowe będzie, jak na takie sytuacje zareagują rezerwowi. Wygląda to dobrze, a przykład Niki dobrze ten stan obrazuje. Reprezentant swego kraju wchodzi w Niecieczy z ławki i w stu procentach wykonuje wszystkie postawione przed nim zadania. Porządkuje grę w środku boiska i wpływa na zwycięstwo.

Trener podkreśla, że na ławce ma więcej takich graczy i cały swój wysiłek musi skoncentrować na umiejętnym zarządzaniu takimi zawodnikami, by ich motywacja nie spadła. Wiecznie ten stan nie może trwać. Tak dobrzy zawodnicy nie mogą być tylko zmiennikami. Od kilku tygodni Maciej Skorża powtarza, że dokona zmian w wyjściowym składzie, być może nawet już w najbliższym spotkaniu. Prędzej lub później będzie musiał z tej obietnicy się wywiązać. Nie tylko Kwekweskiri czeka na szansę gry. Rzadko z ławki podnoszą się Murawski czy Ramirez, a jest jeszcze młody Marchwiński. Sykora i Rogne pokazują się w składzie drugoligowych rezerw, by nie tracić rytmu meczowego.

Sezon ligowy potrwa do maja przyszłego roku. Największe szanse na wygranie rozgrywek będą miały kluby dysponujące szerokim składem i trenerem potrafiącym z takiego dobrodziejstwa korzystać. To może się okazać atutem Lecha, o ile niektórzy piłkarze nie niechęcą się, a władze klubu nie przypomną sobie, że misją tej drużyny jest promowanie wychowanków.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Awans bez większego wysiłku

Skra Częstochowa jest zbyt słaba, by porywać się na próbę wyeliminowania Lecha z Pucharu Polski, zwłaszcza na jego terenie. Teoretyczni gospodarze, pozbawieni własnego obiektu i

Panowie, trenujcie rzuty karne!

Który Lech jest prawdziwy? Ten, który udanie rozpoczął sezon, potrafił odrabiać straty, gdy mecz się nie układał, strzelał gola za golem? Czy ten z Białegostoku,

Gen autodestrukcji

Nie mamy prawa traktować Lecha jako zdecydowanego faworyta w jakimkolwiek meczu, stawiać na niego, mieć gwarancję, że nie zawiedzie. Nigdy. Jeżeli nawet przeciwnik będzie tak