Na takiego Lecha czekaliśmy. Od lat

Przełom nie polega na odczarowaniu po sześciu latach Łazienkowskiej. Prawdziwa zmiana jest taka, że pojechał tam Lech, o którym mówiło się, że ma poważne szanse zwyciężyć, a on nie zawiódł, mimo iż zadanie było wybitnie trudne. Po przerwie w rozgrywkach, która nigdy mu nie służyła, grał z przeciwnikiem solidnym i bardzo zdeterminowanym. I pozbawił go złudzeń.

Nawet remis po dobrej grze nie byłby dla Lecha złym wynikiem. Zachowałby pozycję lidera, odebrał dwa punkty przeciwnikowi, który ligowych zwycięstw potrzebuje jak powietrza. Przyszło jednak zwycięstwo. Jak podkreślają wszyscy komentatorzy – zasłużone, bo choć Legia miała przewagę i zadziwiająco łatwo – zbyt łatwo! – przedostawała się pod pole karne Kolejorza, to przez cały mecz oddała „aż” jeden celny strzał. Lech rzadziej zapuszczał się pod bramkę gospodarzy, był jednak bardziej konkretny.

Piłka nożna jest przewrotna. Gdyby na początku drugiej połowy Emreli nie zmarnował dużej szansy, mecz mógłby się potoczyć inaczej, mniej dla gości ciekawie. Jednak przy odrobinie szczęścia wynik byłby wyższy niż 1:0. Dwukrotnie Kamińskiemu i dwukrotnie Ishakowi zabrakło odrobiny precyzji, by trafić tam, gdzie chcieli. No i ten zmarnowany rzut karny… Dobrze, że Ishakowi zdarzyło się to teraz, a nie w sytuacji decydującej o punktach.

Trener ma rację mówiąc o niedostatkach w grze Lecha. Zbyt łatwo dawał sobie odbierać piłkę przechodząc do ofensywy. Napędzało to kolejne akcje Legii. Ich przerywanie wychodziło słabo, wstydliwie wyglądało chaotyczne wybijanie piłki. Legia nie potrafiła tego wykorzystać. Ekipa mocniejsza, na przykład za rok w pucharach, łatwo rozbiłaby tak źle zorganizowaną drużynę. Jest więc nad czym pracować. Coraz lepiej natomiast wychodzi to, co pozwala wygrywać: szybkie przemieszczanie się z piłką na przedpole rywala, i to nie pojedynczych piłkarzy, ale pięciu-sześciu. Każda taka akcja to namiastka gola.

O punktach decyduje cała drużyna, lecz siłą Lecha są umiejętności poszczególnych zawodników. Amaral, Kamiński, Ba Loua, Tiba, Ramirez, Ishak potrafią stworzyć coś z niczego. Nie ma w Polsce drużyny potrafiącej się oprzeć tak dużemu nagromadzeniu jakości. Trener potrafi to wykorzystać. Drużynę prowadzi tak, by atuty nie były marnowane, a słabości tuszowane.

Taką słabością jest pozycja bramkarza. Bednarek gola nie wpuścił, dobrze, choć ryzykownie interweniował przed polem karnym, jednak w innych sytuacjach podejmował dziwne decyzje, piłka wypadała mu z rąk. Na szczęście w przeciwieństwie do poprzedniego sezonu, Lech jest w defensywie skuteczny i odpowiedzialny. Nie pozwala przeciwnikowi  na oddawanie celnych strzałów. Gdyby nie to, bramkarz znacznie częściej musiałby się wykazywać.

Ligi nie wygrywa się tymi najważniejszymi meczami, ale rywalizacją ze słabszymi. W ekstraklasie łatwo zgubić punkty. Przed Lechem mecze teoretycznie łatwiejsze. Przewagi nad kilkoma zespołami nie ma właściwie żadnej, więc zmianę lidera może przynieść każda kolejka. Trzeba więc punktować, bo trudno się spodziewać, by zawodził funkcjonujący jak sprawna maszyna Raków, który po nadrobieniu zaległości prawdopodobnie zrówna się z Lechem. Nowy trener odmienił Lechię. Najgorsze więc, co Lech mógłby teraz zrobić, to pomyśleć, że następne mecze same się wygrają.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Rzeczywistość równoległa

Słynny już wywiad Dariusza Mioduskiego, właściciela Legii Warszawa, opublikowany na klubowej stronie internetowej, otworzył wielu ludziom oczy na mentalność obowiązującą na Łazienkowskiej. Mówi się, że

Derby pełne paradoksów

Tylko wynik się zgadzał. Okoliczności i przebieg derbów były niezwykłe. Mimo miażdżącej przewagi Lecha, najlepszym jego zawodnikiem został bramkarz. Defensywa Lecha rzadko pozwala rywalom na