Na czym polega boiskowa mądrość?

Rok temu dobrze, ofensywnie grający Lech przegrał u siebie ze Śląskiem. Został też wypunktowany przez cwaniacko grającą, kradnącą czas, stosującą prowincjonalne sztuczki Cracovię. Trener Dariusz Żuraw powiedział wówczas, że Lech i tak nie wyrzeknie się otwartego, ofensywnego stylu, bo to warunek zaistnienia w Europie. Dziś mu się te słowa przypomina. Potwierdziły się bowiem w pełni.

Lech zbiera zasłużone gratulacje, choć nie dokonał jeszcze niczego nadzwyczajnego. Hammarby IF to zespół zbliżonej klasy, też potrafiący grać ofensywnie, też popełniający błędy w obronie. Szwedzi uchodzili za faworyta właśnie ze względu na defensywne braki Lecha i na syntetyczne boisko. Nie mogli wystąpić w optymalnym składzie, z powodu kontuzji. Gra na plastikowym boisku sprzyja urazom. W ten sposób nawierzchnia, mająca być atutem gospodarzy, zmniejszyła im szanse.

Porażki ligowe sprzed roku wynikały najczęściej z naiwności, braku doświadczenia. Także w tym sezonie Kolejorz na własne życzenie przegrywał lub remisował wygrane mecze. W Sztokholmie było zupełnie inaczej. Boiskowa mądrość była po stronie drużyny polskiej. Zresztą nie tylko ona. Hammarby potrafi atakować, zaskoczyło Lecha prostopadłymi podaniami za obrońców. Wyszedł jednak z tego obronną ręką. Bednarek był ostro krytykowany za postawę w poprzednich meczach, całkiem zresztą zasłużenie, ale w najważniejszym momencie stanął na wysokości zadania.

Kiedy polska drużyna mierzy się w pucharach z europejskim średniakiem, na jej grę zwykle patrzy się z większym lub mniejszym zażenowaniem. Cracovia, której trener specjalizuje się w wygrywaniu meczów ligowych przez wykorzystywanie słabości rywala, z pucharów odpada błyskawicznie. Lech natomiast zagrał tak, jak w lidze, w związku z czym nie tylko kibice z Poznania mogli czuć dumę. Przeczekał pierwszą połowę bez strat. Pressing i szybkie ataki rywali na niewiele się zdały. Oswoił się z boiskiem. Po przerwie zaczął się prawdziwy mecz. Lech pokazał, na czym polega piłkarska jakość.

Przekonujemy się, jak wielką siłą może być umiejętne połączenie piłkarskiej klasy i doświadczenia z witalnością, fantazją młodzieży. Lech nie byłby sobą bez jednego lub drugiego elementu. Tiba przez większą część meczu był bezbarwny. Niewiele dawał drużynie, ale ostatecznie właśnie on wygrał jej mecz. Wykorzystał dwa kluczowe błędy przeciwnika – zgubienie piłki przez obrońcę i faul na drugą żółtą kartkę. Bez długich lat spędzonych w dobrych ligach nie byłoby go na to stać. Napoczął rywala, osłabił go, a dzieła zniszczenia dopełnili 18-latkowie.

Gra Lecha podobała się wszystkim. Jednak trudno nie dostrzec licznych w niej mankamentów, które solidniejszy rywal potrafiłby wykorzystać. Piłkarzem robiącym na obserwatorach coraz większe wrażenie jest Tymoteusz Puchacz. Chwali się go za dynamikę, przebojowość, dośrodkowania (szkoda, że tylko lewą nogą), strzały z dystansu. Jednak to on popełniał największe błędy w defensywie. Gubił piłkę umożliwiając przeciwnikowi rozpoczęcie kontrataku. Brakuje mu odpowiedzialności, umiejętności defensywnych. Ma nad czym pracować.

Bramkarz i obrona – tym razem bez zarzutu. Na ofensywę też trudno narzekać. Gdyby jednak nie proste błędy w rozegraniu, z którymi Lechowi tak trudno się rozstać, bramkę zdobyłby wcześniej. Komentatorzy żartują, że Lechowi nie sprzyjało boisko nie tylko dlatego, że nie było trawiaste. Także dlatego, że było zbyt równe, nie jest do takiego przyzwyczajony. Niecelne podania, kiksy można tłumaczyć jakością płyty. W tym przypadku mieliśmy do czynienia z brakiem koncentracji. Trzeba to eliminować, bo takie czynniki mogą wpłynąć na wyniki w kolejnych meczach pucharowych, ilekolwiek by ich nie było.

Fot. lechpoznan.pl/Przemysław Szyszka

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Lech wygrał derby. Z wielkim trudem

Kto by się spodziewał tak trudnej przeprawy Kolejorza? Warta postawiła trudne warunki. Była bliska strzelenia bramek. O zwycięstwie wicemistrza Polski nad beniaminkiem zadecydował rzut karny

Sensacja w derbach? Trudno się jej spodziewać

Tradycja tradycją, szacunek szacunkiem, wyjątkowość poznańskich derbów wyjątkowością, ale ktoś to spotkanie musi wygrać. Derbowa otoczka dodaje kolorytu, ludzie się cieszą z dwóch ekstraklasowych klubów