Młodzież Lecha zrobiła furorę. Jak długo się nią nacieszymy?

Żadnego trofeum jak zwykle nie udało się zdobyć, jednak po ostatnim meczu sezonu atmosfera jest kompletnie inna niż rok, a zwłaszcza dwa lata temu. Wtedy sytuacja wydawała się beznadziejna, klub tonął. Teraz, ledwo zakończyły się rozgrywki, ludzie tęsknią do następnych wierząc, że młodemu Kolejorzowi pisane są sukcesy.

Panowie, nie spieprzcie tego – chciałoby się powiedzieć władzom klubu i sztabowi trenerskiemu. Nie budujcie wszystkiego od początku. Pracujcie nad ekipą, która w kibicowskie serca wlała tak dużo nadziei i tak dobrze rokuje. Szkoda by było zmarnować ten styl, rozpuścić tak porywająco grającą drużynę. Rzeczywistość jest niestety brutalna. Piłkarze rozjechali się na urlopy, niektórzy opuścili Poznań na zawsze. W klubie zapadają decyzje, od których zależy, czy jesień będzie równie piękna, jak wiosna.

Rok temu nic nie wróżyło, że w Poznaniu powstanie zespół oceniany jako najciekawszy, najładniej grający w Polsce. W 2020 roku zdobył najwięcej punktów, faza dodatkowa rozgrywała się pod jego dyktando. Tylko u siebie Pogoni i na wyjeździe Śląska nie udało mu się pokonać, choć w jednym i drugim przypadku było to bliskie. Pięć spotkań wygrał, strzelił mnóstwo bramek, oczarował ekspertów, uradował kibiców. Co najważniejsze, trener Dariusz Żuraw dokonał tego wszystkiego hurtowo wpuszczając do drużyny wychowanków klubowej akademii.

Gdyby w podobny sposób Lech grał już jesienią, dziś w lidze nie miałby konkurentów. Nie było to jednak możliwe. Wszystko, co dobre i ciekawe, wymaga czasu. Jednak wydaje się, że młodzi gracze Lecha wykonywali postępy jakby na przekór czasowi. Sukcesem każdego klubu byłoby doprowadzenie do takiego rozkwitu choćby jednego piłkarza. W Lechu było takich kilku. Nie wchodzili na boisko po łapanie legendarnych minut, ale by zapewniać zwycięstwa, i to po porywającej momentami grze.

Dla takich klubów, jak Lech, nie ma lepszego modelu budowania drużyny niż pozyskiwanie klasowych, wychowanej w innej kulturze zawodników i otaczanie ich utalentowanymi wychowankami. Od kiedy Jakub Moder, z dnia na dzień, zaczął wchodzić na boisko w pierwszym składzie, stał się innym piłkarzem. Jakub Kamiński już jesienią miał przebłyski wielkiej gry. Trener stawiający na tego młokosa, a zostawiający na ławce bez porównania lepszego Amarala, budził wściekłość liczących na punkty kibiców. Każdy gracz klasy Portugalczyka przyda się Lechowi, ale prawdziwym jego skarbem jest rozkwitający Kamiński.

Kibice dyskutują o porywającej pierwszej połowie niedzielnego meczu, a w tym czasie rozstrzyga się, czy nowe rozgrywki zacznie Lech z wiosny, czy zespół nowy, przypominający ten sprzed roku. Możemy mieć zaufanie do ludzi odpowiadających za przygotowanie fizyczne, bo pracując w arcytrudnych warunkach, w czasie przerwy pandemicznej, dali radę. Nie można mieć żadnych zastrzeżeń do wytrzymałości, szybkości piłkarzy. Do ostatnich minut ostatniego meczu zadziwiali świeżością, cieszyli się grą. Mamy gwarancję, że Dariusz Żuraw nie zejdzie z obranej drogi, nie zrezygnuje z ofensywnego stylu. Cała reszta to jedna wielka niewiadoma.

Lech stracił najlepszego strzelca ligi. Nie zdziwimy się, gdy odejdzie Kamil Jóźwiak. Za jakiś czas Michał Skóraś może być skrzydłowym równie wartościowym. Przebłyski klasy pokazał w niedzielę. Gdyby Ramirez nie pomylił się o centymetry, nie pozbawiłby go asysty w drugim kolejnym meczu. Nie można wykluczyć, że kupca lada chwila znajdzie Moder, który ujawnił potencjał, którym chyba zadziwił nawet trenera. Gdyby Żuraw wiedział, na co go stać, Muhar nie wstawałby z ławki od dawna. Zainteresowanie skautów budzą Kamiński i Marchwiński. Rozwija się Puchacz.

Jednoczesna utrata większości z nich byłaby bolesna. Konieczny byłby nowy zespół. Klub finansowo by zyskał, a zaległości ma wielkie, ale miejsce na trofea długo jeszcze pozostawałoby puste. W zespole rezerw nie brakuje zdolnych piłkarzy, lecz oszlifowanie ich zabierze trochę czasu. Mógłby się powtórzyć tegoroczny scenariusz: Lech dorobiłby się mocnej drużyny, ale zbyt późno, by cokolwiek wartościowego osiągnąć w lidze i w pucharach. Wicemistrzostwa Polski można użyć do otarcia łez. I tylko do tego.

Trener ostatnio sugerował, że trzy przeprowadzone już transfery nie będą jedynymi. Za żadnego z tych piłkarzy nie trzeba było płacić, co jest ważne w czasie, gdy epidemia pustoszyła budżet. Klub potrzebuje pieniędzy. Nie będzie miał skrupułów, gdy zjawią się kupcy i złożą ciekawe oferty. Każdy scenariusz jest więc realny. Nikt nie przewidzi, jak zachowa się rynek w dobie pandemii. W kilku ważnych ligach (choćby we Włoszech, gdzie Polaków cenią coraz bardziej) wciąż toczą się rozgrywki.

Józef Djaczenko

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Lech wreszcie zwycięski

Tym razem blamażu nie było. Spokojna gra Lecha, neutralizowanie ataków Lechii, przetrwanie do przerwy, zadanie decydującego ciosu w końcówce. A co najważniejsze – dowiezienie prowadzenia

Przełamią się lub pogrążą

Od prawie dwóch miesięcy Lech nie odniósł w lidze zwycięstwa. Przed rozpoczęciem rozgrywek nikt by w taką serię nie uwierzył, wszak trener nie krył ambitnych

Poznańska specjalność

Warta idzie śladami Lecha. Przez 90 minut dzielnie walczyła z Rakowem w Bełchatowie, drużyną bez porównania lepszą, by stracić gola w samej końcówce, po rzucie