Mistrz Polski w wielkiej niemocy. Znów przegrał

Nieprędko Lech opuści strefę spadkową, nieprędko wygra jakiś mecz. W pojedynku z Wisłą Płock pokazał bezradność, brak pomysłu na grę, beznadziejną organizację. Zasłużenie przegrał 1:3. Idzie w ślady mistrza Polski ubiegłorocznego. Pod koniec spotkania publiczność dopytywała właściciela klubu o transfery i zachęcała Tomasza Rząsę, dyrektora sportowego, do opuszczenia Lecha. Zupełnie jak rok temu.

Wisła Płock nie ma tak jakościowych i drogich piłkarzy, jak Lech, ale są oni w wysokiej formie, a zespół gra dobrze, właśnie wygrał trzeci kolejny mecz ośmieszając w Poznaniu Kolejorza, stosując najprostsze, ale skuteczne rozwiązania, zbyt trudne dla przeciwnika, by im się przeciwstawić. Były fragmenty, gdy Lech osiągał dużą przewagę, z której nic nie wynikało. Grał powoli, podawał przede wszystkim wszerz, nie miał pomysłów na zaskoczenie obrony rywala, a kiedy już nadarzała się okazja bramkowa, to fatalnie pudłował. Jak Marchwiński, który znalazł się w świetnej sytuacji, ale lewą nogą kopnął tak, że bramkarz nie mógł tego nie obronić.

Postawa tego młodego gracza, którego nie potrafi wykorzystać kolejny trener, to osobny temat. Żal patrzeć na to, co się z nim dzieje. Przy obecnym trenerze z pewnością się nie rozwinie, bo cały zespół wpadł w czarną dziurę, z której nieprędko się wydobędzie. Lech wpada w kryzys, któremu mogłyby zapobiec transfery, ale nie są one dla klubu priorytetem. Z chwilę może być za późno na ratunek. Powtarza się sytuacja z poprzednich przegranych sezonów, znów zapowiadają się wielomilionowe straty wynikające z niechęci do inwestowania w drużynę. Poprzedni trener miał na ławce rezerwowych zawodników, którzy mogli wejść na boisko i zmienić obraz gry. Obecny ma kadrę słabą, brakuje mu obrońców, w dodatku nie potrafi ułożyć zespołu, wypracować choćby najprostszych schematów. Piłkarze równie dobrze mogliby się obejść bez trenera.

Kolejne próby ataków paliły na panewce. Publiczność pierwszy raz od czasów Żurawia gwizdała po kompromitująco słabych zagraniach. Gdy wydawało się, że Lech dopiero po przerwie ruszy do prawdziwej ofensywy i spróbuje strzelić zwycięskiego gola, kilkanaście sekund przed upływem 45 minuty poniósł stratę. Po kolejnym niezbornym ataku w środku pola zrobiła się dziura, Wisła to wykorzystała, przy dośrodkowaniu słabo interweniował spóźniony Dagerstal i Bednarek musiał wyjąć piłkę z bramki. To on stał między słupkami, Budko nie pojawił się nawet na ławce, więc z obsadą tej newralgicznej pozycji Lech wraca do punktu wyjścia.

Wydawało się, że trener w przerwie wymieni najsłabsze ogniwa w zespole, ale nie zareagował. Na trzy zmiany jednocześnie zdecydował się dopiero po stracie drugiego gola, co nastąpiło krótko po wznowieniu gry. Sytuacyjny, ale doskonały strzał z dystansu oddał Rafał Wolski. Odpowiedzią Lecha była kontynuacja niezbornych ataków. Ofensywni gracze zachowywali się tak, jakby pierwszy raz znaleźli się w jednej drużynie. A Wisła kontrowała i była bliższa strzelenia trzeciej bramki niż Lech pierwszej. Aż sprawy w swoje ręce wziął Skóraś, który wykorzystał jeden z nielicznych błędów gości. Przejął piłkę. Pobiegł w kierunku bramki i uderzył podobnie, jak w meczu z Dinamo Batumi. Trafił idealnie.

Do końca meczu było wystarczająco dużo czasu, by nie tylko wyrównać, ale i wyjść na prowadzenie. Lech Skorży by tego dokonał. Lech van den Broma czynił wielkie zamieszanie w polu karnym rywala, atakował niemal całą drużyną, ale zawodził w decydujących momentach. Ishak bombardował piłką Kocioł, Amaral też miał kłopoty z celnością (wcześniej obił poprzeczkę), ale szczytem niezdarności wykazał się Velde. Sam nie wie, jak nie trafił w piłkę stojąc kilka metrów przed bramką. To był pewny, wydawałoby się, gol.

Nie dość, że Lech do wyrównania nie doprowadził, mimo wielu okazji, to poniósł jeszcze jedną stratę. Wisła jeszcze raz wykorzystała pustą przestrzeń i niezborność eksperymentalnie zestawionej obrony, z Douglasem, który zastąpił młodego Pingota. I było po meczu.

Lech Poznań – Wisła Płock 1:3 (0:1)
Bramki: Michał Skóraś 69 – Kristián Vallo 45, Rafał Wolski 50, Marko Kolar 89
Żółte kartki: Karlström, Kwekweskiri – Wolski, Furman, Tomasik.
Lech: Filio Bednarek, Alan Czerwiński (73 Joel Pereira), Filip Dagerstal, Maksymilian Pingot (73 Barry Douglas), Pedro Rebocho, Michał Skóraś, Jesper Karlstrom (57 Nika Kwekweskiri), Afonso Sousa (57 Radosław Murawski), Joao Amaral, Filio Marchwiński (57 Kristoffer Velde), Mikael Ishak.
Wisła: Bartłomiej Gradecki, Aleksander Pawlak, Damian Michalski, Steve Kapuadi, Piotr Tomasik, Kristian Vallo (66 Dawid Kocyła), Dominik Furman, Mateusz Szwoch (14 Filip Lesniak), Rafał Wolski (66 Damian rasak), Davo (78 Martin Sulek), Łukasz Sekulski (78 Marko Kolar).
Sędziował Paweł Raczkowski (Warszawa.
Widzów 14.131.

Udostępnij:

Podobne

Słabość Lecha nadzieją Luksemburczyków

Carlos Fangueiro, trener F91 Dudelange, nie ma złudzeń: Lech jest faworytem, nie ma co porównywać jakości piłkarzy obu zespołów i wysokości budżetów. Luksemburczycy nie przyjechali

Na transfery trener nie liczy

Pokonanie w dwumeczu mistrza Luksemburga da Lechowi awans do fazy grupowej Ligi Konferencji. Trzeba będzie łączyć występy w Europie z ekstraklasą. Trener John van den