Błyskotliwym awansem do fazy grupowej Ligi Europy Lech zrobił furorę. Teraz wszystko trwoni. Nie był do takiego sukcesu przygotowany. Chcąc czynić stałe postępy, zamienić się w klub w pełni profesjonalny, nie wystarczy zaangażować trenera preferującego ofensywę i wprowadzającego do drużyny wychowanków. To byłoby zbyt proste.

Mamy dziwne rozdwojenie jaźni. Widzimy klub obracający milionami, sprzedający wyszkolonych i promowanych przez siebie piłkarzy za ogromne kwoty. Widzimy też drużynę, która w kilka tygodni stała się cieniem samej siebie, prowadzoną przez bezradnego trenera. Piłkarze nie byli przygotowani na niestandardowy wysiłek. Nowo sprowadzeni okazali się nieporozumieniem, raczej balastem niż alternatywą dla najlepszych graczy. W Lechu od lat nie zmienia się nic. Brak mentalności zwycięzców i kompetencji nie pozwoli ruszyć z miejsca. 

Zachowaniem w Lizbonie Lech przekonał, że nie zasługuje jeszcze na udział w prestiżowych rozgrywkach. Daleko mu do klubów, dla których rywalizacja i w rodzimej lidze, i w Europie, to chleb codzienny. Dopóki piłkarze mieli siły – niosła ich fantazja, grali efektownie nawet kiedy przegrywali. Gdy siły ich opuściły, trener zamienił ich mecz z czołową drużyną świata, rozgrywany na kultowym stadionie, w farsę.

Kadra Lecha to prawie trzydziestka zawodników. Rotowanie składem nawet na dużą skalę to rzecz normalna, ale tylko wtedy, gdy między piłkarzami nie ma drastycznych różnic w umiejętnościach. Skoro posprowadzało się takich, co nawet w lidze nie zapewnią jakości, to trzeba się za Lecha wstydzić. Piłkarze drugiego planu, którzy wybiegli na boisko Estadio da Luz, otrzymali od losu jedyną być może taką szansę w życiu. Powinni zrobić wszystko, by braki nadrobić ambicją, mieć potem co wspominać, czym się chwalić. Nie podjęli jednak wyzwania, grali na przeczekanie, czyli minimalistycznie, zgodnie z klubową mentalnością.

Benfica też gra w lidze, też gra w pucharach, daje zawodników reprezentacjom, a nie pozwala sobie na wystawienie rezerw nawet wtedy, gdy awans jest zapewniony. Przeciwników i opinię publiczną traktuje poważnie. A Lech, klub na dorobku, także w Europie wystawia sobie świadectwo minimalisty. Daleko w ten sposób nie zajedzie. Kto słabo zna się na futbolu, podpisuje kontrakty z kiepskimi zawodnikami. Ale jak można u nich tolerować brak charakteru?

Kibice Lecha zadają pytania, na które nie otrzymają natychmiastowej odpowiedzi. Czy Sykora to większa pomyłka transferowa niż Barkroth? Czy nie można było znaleźć lepszego napastnika od Kaczarawy? Czy przełożeni trenera jeszcze nie zauważyli, że drużyna gra bez obrony, a na bramkarzu nie można polegać? Znacznie szybciej, bo już w niedzielę kibice się dowiedzą, czy warto było oszczędzać czołowych zawodników na arcytrudny bój z potężnym przeciwnikiem z Bielska-Białej.

Fot. lechpoznan.pl/Przemysław Szyszka

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter

Podobne

Dynamo Moskwa pokonane!

Sprowadzenie przez Lecha napastnika staje się coraz mniej prawdopodobne. W wygranym 2:0 sparingu z Dynami Moskwa, renomowanym rywalem z ekstraklasy rosyjskiej, oba gole zdobył 18-letni

Crnomarković w Zagłębiu Lubin

Przyszedł do Lecha z podrzędnego serbskiego klubu jako obrońca z potencjałem, nastawiony na sukces, na wypłynięcie na szerokie piłkarskie wody. Oczekiwań nie spełnił. Wyróżniał się

Zwycięski sparing Lecha w Turcji

Bandirmaspor, drużyna z zaplecza tureckiej ekstraklasy, była pierwszym sparingowym przeciwnikiem Lecha podczas zgrupowania w Turcji. Mimo zmęczenia ciężkimi treningami Kolejorz pokazał się z ciekawej strony