Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Bartek Ślusarski: Jedna kłótnia wszystkiego nie przekreśla

włącz .

Niespodziewanie, po latach gry dla innych klubów, wróciłeś do Lecha. A teraz równie niespodziewanie się z nim żegnasz.

– Rzeczywiście, pojawiłem się w Lechu nagle, po rozstaniu się z Cracovią. Początek nie był najlepszy, ale kolejny sezon okazał się dobrym, jestem z niego bardzo zadowolony. Szkoda tylko, że mój kontrakt nie został dokończony i muszę z Bułgarskiej przedwcześnie odejść. Nie tak sobie wyobrażałem mój koniec jako piłkarza Lecha.

Co będzie z tobą dalej?

– Mam oferty z ekstraklasy. Za jedną z nich przed chwilą podziękowałem. Mam też ofertę z Arki Gdynia. Rozmawiam z tym klubem od dłuższego czasu i nie ukrywam, że jestem blisko gry dla niego, na przekór wszystkim moim znajomym twierdzącym, że jeszcze powinienem pokazać się w ekstraklasie. Co tu dużo mówić, ciągnie mnie do Gdyni, mam tam przyjaciół. Może jest to krok w tył, jeśli chodzi o moją karierę, ale może wszystko pójdzie we właściwym kierunku i za chwilę wrócę do ekstraklasy. Kontraktu jednak jeszcze nie podpisałem.

Gdyby tak się stało, pozostawałbyś w kręgu przyjaciół Lecha. Najpierw Cracovia, teraz Arka.

– Nie wiem, czy jakiemukolwiek piłkarzowi było dane zagrać we wszystkich tych trzech klubach, może będę pierwszy. W Trójmieście zawsze bardzo dobrze się czułem. Na rozmowach w Gdyni byłem już w zeszłym tygodniu. Mam informację, że kibice i znajomi już się cieszą, że przychodzę. Nie pozostaje nic innego niż złapać szybko formę i pomóc tej drużynie w awansie do ekstraklasy, a walka będzie bardzo ciężka.

Kibice Lecha mieli nadzieję, że zagrasz w klubie, który jeszcze wiosną przyjedzie na Bułgarską, by zmierzyć się z Lechem. Byłaby okazja do pożegnania się, podziękowania ci.

– Była taka możliwość. Rozmawiałem z klubem, który jeszcze się w Poznaniu pojawi. Zawiesiłem jednak dziś te negocjacje. Być może jeszcze taka okazja będzie – podziękuję kibicom, oni mi również. Niewątpliwie kilku z nich odetchnęło z ulgą, że „Ślusarz” odchodzi, ale jest i spora grupa tych, co docenią, że zawsze wkładałem w grę dużo serducha i trudu. Nie wszystko na boisku się udawało, ale nikt nie wątpi, że bardzo utożsamiam się z Lechem.

Do kogo masz największy żal o przedwcześnie zakończoną przygodę z Lechem?

– Teraz to już nie jest ważne. Stało się. Nawet już nie chcę do tego wracać i rozpamiętywać, do kogo mam żal. Tak widać miało być. Od jakiegoś czasu wiem, że w Lechu już nigdy nie zagram, zostałem odsunięty od pierwszej drużyny na zawsze. Zdałem sobie sprawę, że trzeba zmienić otoczenie, szukać swego miejsca, a kilka lat kariery mi jeszcze pozostało. Kiedy rozwiązywałem kontrakt dotarło do mnie, że to mój koniec w Lechu. I nie jest to najlepszy dzień w moim życiu.

Czy po jarocińskim incydencie były jeszcze nadzieje na dogadanie się z klubem?

– Nie. Nie było takiej woli. Z żadnej strony. Nie chcę już do tego wracać, mówić o przyczynach. To już jest przeszłość. Przemyślenia zostawiam dla siebie.

Twoje szczęście w nieszczęściu polega na tym, że nie musiałeś pojechać na mecz do Szczecina.

– Gra w takim meczu to rzeczywiście nie jest przyjemność i powód do chwały.

Jak oceniasz szanse Lecha na ligowe sukcesy?

– Ciężko wróżyć, bo to sezon wyjątkowy. Punkty zostaną przecież podzielone, po sezonie zasadniczym wszystko zacznie się prawie od nowa. Szanse na tytuł ma większa liczba klubów. W tym gronie trzeba wymienić Lecha. Można dziś grać super, ale za siedem kolejek zaczną się mecze, które będą miały największą wartość. Trzeba tylko pilnować, żeby strata do lidera nie była duża. Lecha w tym sezonie stać na bardzo dużo, ale skutek może być też zupełnie odwrotny.

W Szczecinie widzieliśmy, jak wygląda gra Lecha, gdy nie ma w składzie dobrego napastnika. Chyba nie mamy kompletnego składu, by walczyć w tym sezonie o najwyższe miejsca.

– Nie do mnie to pytanie, nie ja o tym decyduję. Fajne jest jednak to, że młodziutki Kownacki wchodzi na boisko i strzela bramkę. Ten chłopak za chwilę może w Lechu grać pierwsze skrzypce. Mocno w niego wierzę. On może być o wiele lepszy niż zawodnicy u schyłku kariery, tacy jak ja. W Lechu można zrobić naprawdę bardzo dużą karierę, to jest budujące. Swoją pierwszą bramkę też strzeliłem w Szczecinie. Życzę Dawidowi, żeby jego przygoda układała się lepiej niż moja. Inna sprawa, że drużyny nie można opierać tylko na młodzieżowym składzie.

Które wydarzenie było dla ciebie najbardziej pamiętne?

– Niewątpliwie rok 2000, mecz z Amiką. Wszedłem na boisko w 60 minucie, gdy przegrywaliśmy. Wyrównujemy po rzucie karnym. Łapię żółtą kartkę. Strzelam bramkę na 2:1 dla Lecha, 5 minut przed końcem. Biegnę w kierunku Kotła, dostaję drugą żółtą kartkę, schodzę do szatni. Stanąłem potem za bramką, kibice skandowali moje nazwisko, a ja wiedzialem, że zaczyna się coś niezwykłego. Sędzia mi mówił, że to była najgłupsza czerwona kartka, jaką w życiu pokazał. Potem sukcesy Lecha niestety mnie omijały. Nie byłem w klubie, gdy wchodził do ekstraklasy, gdy zdobywał Puchar Polski, mistrzostwo. Najlepszy sezon to ten poprzedni, wicemistrzowski.

Atmosfera przy Bułgarskiej zawsze była niesamowita. Zauważyłeś ostatnio jakieś zmiany, czy jest tak, jak od początku?

– Zawsze była na wysokim poziomie. Przychodziło po 20 tysięcy kibiców na stadion wypełniony po brzegi, choć nie zawsze był komplet. Duża grupa kibiców była tu zawsze, na każdym meczu. Mam na myśli nie tylko tych siedzących za bramką. Teraz, gdy stadion jest większy, przychodzi więcej kibiców, a atmosfera ciągle jest niezwykła. Najlepsza jest przy całkowicie wypełnionych trybunach – podczas meczów z Legią, czy pamiętnych spotkań pucharowych, w których udziału nie brałem. Występować dla takich kibiców to jest sens gry piłkarza. Statystyki nie kłamią, kibiców Lech ma mnóstwo. Może jest trochę inaczej niż było kiedyś, bo wszystko się zmienia, także klub.

Będziesz się pokazywał na stadionie Lecha?

– Będę, ale nie w tym sezonie. Potem – z pewnością tak. Nie mogę ubierać koszulki piłkarskiej, więc będą ubierać koszulkę kibica, gdy zasiądę na trybunach. Jedna kłótnia z trenerem nie przekreśli miłości do tego klubu. Zawsze będę kibicował Lechowi.

Jako kibic bardzo ci dziękuję za wszystko, co zrobiłeś dla klubu, za wszystkie bramki, a szczególnie za przywiązanie do naszych barw. Życzę ci wszystkiego dobrego na nowej drodze życia.

– Też dziękuję wszystkim kibicom. Nie tylko tym, którzy mnie oklaskiwali. Także tym, co na mnie gwizdali, bo i dla nich Lech jest najważniejszy na świecie. Cieszę się, że mogłem grać dla mojego klubu. Zawsze z nim będę, na dobre i na złe. Jeśli już nie jako piłkarz, to jako kibic.

Rozmawiał Józef Djaczenko