Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Radosław Majchrzak: Lech potrzebuje zorganizowanych kibiców

włącz .

Przystąpisz do działającej po nowemu Wiary Lecha?

– Prawdę mówiąc, nie podjąłem jeszcze decyzji, a nie jest ona łatwa i jednoznaczna. Stowarzyszenie ma się teraz zajmować wyłącznie sprawami sportowymi, które są równie ważne, jak kibicowskie, ale ja w ten aspekt działalności Wiary Lecha nigdy się nie angażowałem.

Mówi się też o całkiem nowym stowarzyszeniu, które zajęłoby się działalnością kibicowską.

– Prowadziłem już nawet rozmowy w tej sprawie, ale niezobowiązujące, nie dotyczące konkretów, bo na tym etapie jeszcze ich być nie mogło. Wiadomo, że takie stowarzyszenie powinno powstać, ale nie wiem, czy działalność „starej” Wiary Lech przejęłoby z marszu. Może trzeba trochę poczekać. Nie ulega wątpliwości, że jeżeli działa się w grupie i ma się wspólny cel, to jest o wiele łatwiej niż wtedy, gdy tym samym próbuje się zająć kilka organizacji. Grupom ultrasowskim, zajmującym się prowadzeniem dopingu i tworzeniem opraw, nie byłoby łatwo dogadać się z klubem, z władzami Poznania, instytucjami państwowymi. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że stowarzyszenia mają możliwość pozyskiwania funduszy.

Europejskich?

– Oczywiście. Stowarzyszenia mogą zabiegać o dofinansowanie swojej działalności. Zainteresowałem się tym niedawno, jestem na etapie sprawdzania dokumentów. Pełnego rozeznania jeszcze nie mam, ale sądzę, że stowarzyszenie mogłoby liczyć na wsparcie wielu swoich społecznie użytecznych akcji, na wymianę doświadczeń z innymi organizacjami – oczywiście pod warunkiem, że kibice będą tego chcieli.

Już sobie wyobrażam, jak „przyjazne” Lechowi media informują, że Unia Europejska wspiera działalność bandytów stadionowych.

– Może tak być, zdziwiłbym się nawet, gdyby tak nie było, koncerny medialne prowadzą przecież politykę informacyjną oderwaną od rzeczywistości. Dobrze by było, gdyby pojawiła się okazja do odkłamania, do pokazania, że działalność organizacji kibicowskich wygląda zupełnie inaczej niż to przedstawia część mediów. Pamiętam wspólne akcje przeciwko faszyzmowi organizowane przez Schalke Gelsenkirchen i zaprzyjaźnione z nim kluby. Także Lech, noszący takie barwy, jak Schalke, został kiedyś do współpracy zaproszony.

Wspomniałeś, że uczestniczyłeś już w rozmowach na temat powstania nowego stowarzyszenia kibiców Lecha.

– Uczestniczyłem, ale wtedy wszyscy czekali na koniec roku, czyli na zakończenie istnienia Wiary Lecha. Teraz wiemy, że Wiara istnieje nadal, ale zmienia profil i że do zagospodarowania jest cała działka kibicowska. Nie sądzę, żeby klub zechciał się zajmować dystrybucją biletów na mecze wyjazdowe, organizacją takich wyjazdów. Wiele jest spraw, które trzeba rozwiązać, najlepiej przed początkiem wiosennych rozgrywek. Wszystko zależy od tego, jak kibice spojrzą na te problemy. W przyszłym tygodniu odbędzie się wiele spotkań, w niektórych mam uczestniczyć.

Jest więc trochę prawdy w doniesieniach, że włączysz się w działalność nowego stowarzyszenia.

– Chętnie się włączę, w końcu ta dziedzina nie jest mi obca. Byłem kibicem, prezesowałem klubowi. Nie znaczy to jednak, jak pisały niektóre media, że widzę siebie w roli prezesa nowej organizacji. Wcale się do tego nie palę. Mogę natomiast służyć wszelką pomocą. Także Wiarze Lecha, bo przecież moja wiedza dotycząca prowadzenia klubu przy współpracy z kibicami może się jej przydać. Tym bardziej, że z większością osób ze stowarzyszenia dobrze się znam.

Gdyby więc ktoś zaproponował ci współpracę, nie odmówiłbyś?

– Oczywiście, że bym nie odmówił. Nie twierdzę, że jestem przysłowiową alfą i omegą, że najlepiej znam się na wszystkim, ale po tylu latach mogę powiedzieć, że nic, co Lechowe, nie jest mi obce. Zawsze chętnie podzielę się doświadczeniem, jeżeli tylko okaże się ono komuś potrzebne i jeżeli współpraca z jednym ze stowarzyszeń – tym kibicowskim – nie wykluczy współpracy z tym sportowym. Informacja o tym, że Wiara Lecha ma się zajmować szeroko pojętą kulturą fizyczną napawa mnie zresztą optymizmem. Może uda się reaktywować w Poznaniu choćby męską koszykówkę. Wielu kibiców do tego tęskni. Gdyby koszykarska drużyna miała nazwę nawiązującą do najpopularniejszego klubu w regionie, z pewnością mogłaby liczyć na duże zainteresowanie. Należę do tego pokolenia kibiców Lecha, które nie koncentrowało się na futbolu. Na Bułgarską jeździło się równie chętnie, jak do wypełnionej do ostatniego miejsca Areny, gdzie triumfy święcili koszykarze Lecha grający w składzie krajowym, w dużej części poznańskim.

Właściciel Lecha nie chce się jednak dzielić nazwą z klubem koszykarskim. Sporo na ten temat możesz powiedzieć.

– Mogę, bo uczestniczyłem w powoływaniu klubu koszykarskiego, rozmawiałem z władzami Lecha na temat nazwy. Klub miał się nazywać Lech Basket, została ona zarejestrowana, co wywołało małą aferę. Zgody KKS Lech Poznań SA na to nie było. Słyszałem argument, że kiedy koszykarze będą przegrywać, przyniosą ujmę marce Lech, źle wpłyną na wizerunek klubu. Stanęło więc na PBG Basket, mimo iż nie ma dowodów, by prowadzący sekcję koszykówki klub Lech Poznań kiedykolwiek wyzbył się swojej nazwy.

Czołowe europejskie kluby, znane z bardzo dobrych drużyn piłkarskich, nie ograniczają się do futbolu.

– Oczywiście. Barcelona, Real, Bayern – długo można byłoby wymieniać. Poznańscy kibice nie mieliby nic przeciwko chodzeniu na mecze koszykarzy Lecha, jak za dawnych lat. Działalność Wiary Lecha może być pierwszym, malutkim krokiem w tym kierunku. Mogę się w to włączyć. Niektórzy mówią nawet, że Drużynie Wiara Lecha trzeba pomagać, bo to naturalny spadkobierca KKS Lech Poznań, gdyby – odpukać! – coś złego miało go spotkać. Inna sprawa, że stowarzyszenie WKP Lech Poznań, które prowadziło klub przed wejściem na Bułgarską Amiki, do dziś istnieje. Nikt go formalnie nie rozwiązał. Prawdopodobnie wszystkie jego długi zostały umorzone, w razie potrzeby mogłoby funkcjonować, wesprzeć pożyteczną działalność na rzecz Lecha.

Czy to prawda, że członkiem tego stowarzyszenia do dziś są tak znane osoby, jak Zbigniew Drzymała?

– Formalnie tak. Zapisał się, gdy był jednym z głównych sponsorów klubu pod koniec XX wieku. W późniejszym okresie składek wprawdzie nie płacił, ale zarząd nigdy nie podjął decyzji o wykreśleniu takich osób ze struktur stowarzyszenia. Sam Zbyszek Drzymała też z pisemną rezygnacją nie wystąpił. Takich osób jest więcej, być może nie wszystkie zdają sobie z tego sprawę.

Rozmawiał Józef Djaczenko