Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Mateusz Możdżeń: Nie tak łatwo mnie rozszyfrować

włącz .

Ile podczas jednego treningu oddajesz strzałów z dystansu?

– Mniej więcej 15-20 podczas jednego treningu. Często zostaję po zajęciach, by poćwiczyć te strzały. Czasami trenujemy je z całym zespołem, wtedy jest trudniej, bo muszę czekać w kolejce, a to wybija z rytmu. Inni koledzy też ćwiczą takie strzały. Oprócz mnie Hubert, Barry, kilku innych. Więcej razy udaje się uderzyć, gdy zostaję sam. Ćwiczę też dośrodkowania. Zostajemy z Łukaszem Teodorczykiem po zajęciach i mu podaję ze skrzydła, a on strzela.

Vojo Ubiparip: W maju będę gotowy do gry

włącz .

Nie mogę się doczekać powrotu na boisko. Bardzo mi brakuje treningu z piłką, z kolegami. Jest szansa, że na boisko wybiegnę już za kilka tygodni i że tym w sezonie zdążę rozegrać kilka spotkań. Jestem po badaniach. Noga goi się prawidłowo, rehabilitacja przebiega zgodnie z planem. Codziennie pracuję trzy-cztery godziny w siłowni i z fizjoterapeutą, kilka razy w tygodniu biegam. To o wiele cięższa praca niż wtedy, gdy jestem zdrowy. Na szczęście nic już mnie nie boli.

Jarosław Kiliński, pierwszy prezes Wiary Lecha: To nie musiało się tak skończyć

włącz .

Szkoda ci Wiary Lecha?

– Pewnie, że szkoda. Szkoda kilku lat działalności nie tylko mojej, szkoda stworzonej marki, bo dziś nie jest łatwo ją wykreować. Na szczęście w jakiejś formie przetrwalnikowej będzie istniała, bo stowarzyszenie ma działać na innych polach. To dotyczące kibicowania pozostaje wolne. Z drugiej jednak strony na tle historii Lecha te dziesięć lat to zupełny drobiazg. Klub istniał bez Wiary Lecha, bez Wiary Lecha da też sobie radę w przyszłości.

Przypomnij, jak znalazłeś się w stowarzyszeniu.

– Zaczęło się przez Internet, w ten sposób nawiązałem kontakty z innymi osobami zainteresowanymi klubem. Potem nastąpiło bezpośrednie spotkanie. Zadecydowaliśmy, że powstanie grupa osób zajmujących się organizacją opraw meczowych na stadionie Lecha. Potem stwierdziliśmy, że warto mieć też organizację z osobowością prawną, mogąca formalnie się rozliczać, prowadzić działalność gospodarczą. Okazało się też, że w ten sposób łatwiej organizować wyjazdy, wynajmować pociągi, innych przewoźników. To się poszerzało o kolejne pola aktywności, nigdy nie byliśmy zamknięci na inicjatywy łączące się z wyjściem poza stadion.

Bartek Ślusarski: Jedna kłótnia wszystkiego nie przekreśla

włącz .

Niespodziewanie, po latach gry dla innych klubów, wróciłeś do Lecha. A teraz równie niespodziewanie się z nim żegnasz.

– Rzeczywiście, pojawiłem się w Lechu nagle, po rozstaniu się z Cracovią. Początek nie był najlepszy, ale kolejny sezon okazał się dobrym, jestem z niego bardzo zadowolony. Szkoda tylko, że mój kontrakt nie został dokończony i muszę z Bułgarskiej przedwcześnie odejść. Nie tak sobie wyobrażałem mój koniec jako piłkarza Lecha.

Radosław Majchrzak: Lech potrzebuje zorganizowanych kibiców

włącz .

Przystąpisz do działającej po nowemu Wiary Lecha?

– Prawdę mówiąc, nie podjąłem jeszcze decyzji, a nie jest ona łatwa i jednoznaczna. Stowarzyszenie ma się teraz zajmować wyłącznie sprawami sportowymi, które są równie ważne, jak kibicowskie, ale ja w ten aspekt działalności Wiary Lecha nigdy się nie angażowałem.

Mówi się też o całkiem nowym stowarzyszeniu, które zajęłoby się działalnością kibicowską.

– Prowadziłem już nawet rozmowy w tej sprawie, ale niezobowiązujące, nie dotyczące konkretów, bo na tym etapie jeszcze ich być nie mogło. Wiadomo, że takie stowarzyszenie powinno powstać, ale nie wiem, czy działalność „starej” Wiary Lech przejęłoby z marszu. Może trzeba trochę poczekać. Nie ulega wątpliwości, że jeżeli działa się w grupie i ma się wspólny cel, to jest o wiele łatwiej niż wtedy, gdy tym samym próbuje się zająć kilka organizacji. Grupom ultrasowskim, zajmującym się prowadzeniem dopingu i tworzeniem opraw, nie byłoby łatwo dogadać się z klubem, z władzami Poznania, instytucjami państwowymi. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że stowarzyszenia mają możliwość pozyskiwania funduszy.