Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Wolałbym zagrać z drużyną Rumaka

włącz .

Czeka Cię szczególny mecz.

– Na pewno. Cieszę się, że jadę do Poznania. To dla mnie sytuacja wyjątkowa. Pierwszy raz zmierzę się z Lechem od czasu, gdy z nim się rozstałem. Zagrać przy Bułgarskiej to dla mnie nie byle jakie przeżycie.

Z pewnością jednak wolałbyś się zmierzyć z drużyną Rumaka a nie Skorży.

– Nie ma co udawać, że jest inaczej.

Dawid Kownacki: Podziękowałem za fajną atmosferę

włącz .

Jak twoje zdrowie?

– Niezbyt fajnie. Mam poważny problem ze stawem skokowym.

Wiesz już, jak poważną kontuzję odniosłeś w Warszawie?

– Prawdopodobnie zerwałem więzadła, ale dokładnej diagnozy jeszcze nie ma. W poniedziałek przejdę badanie USG. Chyba znów czeka mnie rozbrat z boiskiem.

Mateusz Klichowicz: Moim celem ekstraklasa

włącz .

Nikt tobą się nie interesował, gdy grałeś w Plewiskach, czy w Dopiewie. Wystarczyło przejść do rezerw Lecha, strzelać bramki, trenować z pierwszą drużyną, byś z dnia na dzień znalazł się w centrum uwagi.

– Zawdzięczam to trenerom rezerw Lecha, którzy wypatrzyli mnie w mniej znanych klubach, dali mi szansę, zaprosili do siebie. Od tego czasu wszystko nabrało przyspieszenia. Myślę, że tę szansę wykorzystuję, powoli zmierzam do celu, jakim jest debiut w pierwszej drużynie Kolejorza.

Radosław Sołtys: Kibicowskie pieśni biorą się z serca. I gotowych wzorców

włącz .

Ludzie związani z Lechem znają cię jako najpierw kibica, potem wiceprezesa klubu. Większość kibiców nie ma pojęcia, że jesteś autorem tego, co śpiewają.

– To prawda.

Kiedy zaczęły się twoje związki z Kolejorzem?

– Gdy pojawiłem się na stadionie, a było to jeszcze na Dębcu, gdzie zresztą mieszkałem. Na trybunach bywałem już jako dziecko. Pamiętam mecz, na którym po koronie stadionu jeździłem czterokołowym rowerkiem. Chodziłem na mecze z tatą, potem sam, ale Lech grał już przy Bułgarskiej. Gdy tam się wybrałem samodzielnie, a miałem lat 12, trzeba było odbyć podróż autobusem specjalnym z tabliczką „MECZ”.

Marian Kaczmarek, były piłkarz Lecha: Marnowany potencjał

włącz .

Oglądał pan mecz z Legią?

– Oczywiście, staram się oglądać wszystkie mecze mojego Kolejorza, więc tak ważnego wydarzenia nie mogłem przegapić. Tym bardziej, że nadzieje były duże. Zapowiadało się, że Lech wreszcie wygra w Warszawie i utrze nosa zarozumialcom z Łazienkowskiej.

Czego zabrakło, by to osiągnąć?

– Przede wszystkim skuteczności, bo okazji bramkowych w drugiej połowie nie brakowało. Taki napastnik, jak Teodorczyk powinien był wykorzystać co najmniej jedną. Gdyby wiedział, jak strzelać bramki, Lech by ten mecz wygrał. O wiele groźniejszy był Szymon Pawłowski, ale on strzelał głównie z daleka, zza pola karnego, a wtedy zaskoczyć bramkarza jest trudniej. Poza tym drużyna walcząca o tytuł nie może mieć tak słabej obrony.