Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Po staremu

włącz .

Byliśmy przekonani, że choć Lechowi dużo jeszcze brakuje do drużyny z naszych marzeń, to niektóre zachowania piłkarzy już się nie powtórzą. Nie będziemy musieli patrzeć na upokarzające porażki ze słabeuszami z peryferii europejskiego futbolu, ominą nas rozczarowania po stracie bramek w ostatnich sekundach wygranych meczów.

– Nowy trener z pewnością nie pozwoli, by piłkarze tracili kontrolę nad meczem, nie realizowali wyznaczonej taktyki, odpuszczali, po prostu przestawali grać – myśleliśmy naiwnie. Szybko zostaliśmy sprowadzeni na ziemię. W Kielcach przeżyliśmy kolejny koszmar, bo nadal specjalnością Lecha jest dobra gra w jednej połowie, dopóki piłkarzom chce się dominować nad rywalem dzięki wyższym umiejętnościom indywidualnym. Lechitów ciągle stać na całkowity marazm w drugiej połowie, na kpiny z ustaleń taktycznych, w rezultacie stratę zwycięstwa. Tylko jeden z nich grał tak samo przez 90 minut, nie odpuszczał w żadnej sytuacji. To Karol Linetty. Tylko on zrobi wielką karierę, bo w przeciwieństwie do kolegów nie wie, co to gra na pół gwizdka.

W Kielcach można było nawet przegrać, bo prymitywnie grająca Korona potrafi walczyć o każdą piłkę, podawać pod bramkę, gdzie trwa bój w powietrzu. W takim zamieszaniu, gdy wykaże się wystarczająco dużą determinację, równie łatwo o gola, jak po pięknej akcji z wieloma podaniami. Maciej Skorża wie, że nadzieją Korony są stałe fragmenty gry. Musiał jednak bezradnie patrzyć, jak jego podopieczni nieustannie faulują w miejscach, z których można wrzucić piłkę na aferę i jak prowokują kolejne rzuty rożne. Tolerował postawę Lovrencsicsa, który w sytuacjach, gdy gol dla Lecha wydawał się pewny, zachowywał się jak sabotażysta.

Czy Maciej Skorża jest osobą przesądną, wierzącą w szczęśliwe przypadki? Wątpię. Dlaczego więc uznał, że awaryjnie sklecony skład, ratujący sytuację przy braku napastników, przyniesie powodzenie w zupełnie innym meczu, przeciwko odmiennie grającemu rywalowi? Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby w Kielcach udało się wygrać. Mogłoby się okazać, że napastnicy są zupełnie zbędni, a w każdym następnym meczu skład byłby identyczny.

Mariusz Rumak to trener młody, a słowa „trener na lata” można rozumieć w ten sposób, że potrzeba wielu lat, by stał się autentycznym szkoleniowcem. Co innego Maciej Skorża, w dodatku mający do pomocy tak wytrawnego fachowca, jak Dariusz Żuraw. Gry obronnej nie nauczy się w kilka tygodni, ale skorygować ustawienie i przekazać kilka podstawowych wskazówek można natychmiast. Błędy w obronie to najłatwiejszy sposób na roztrwonienie wysiłku całej drużyny. Na tle Lecha Korona Kielce to drużyna walcząca, ale słabiutka. Stratę bramki przeciwko niej po rzucie rożnym można uznać za dzieło przypadku, ale tylko wtedy, gdy wydarzy się to raz. Obrona Lecha popełniła dwa takie błędy, w tym jeden w kluczowym momencie. Czyste frajerstwo.

Oczywiście można w przerwie zimowej zażądać nowych obrońców, pozbyć się tych, którzy nigdy już nie wzniosą się ponad swój poziom. Problem jednak w tym, że nie kupi się defensywy w całości. Drużynę trzeba nauczyć podstaw gry obronnej. Dopóki tego nie opanuje, marzenia o grze w Europie można odłożyć na lepsze czasy.

Józef Djaczenko