Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Frajerska strata punktów w Kielcach

włącz .

Wyjątkowo bezmyślna gra w drugiej połowie, brak taktycznej konsekwencji kosztowały Lecha stratę punktów w meczu z Koroną. Zremisował wygrany mecz 2:2. To, co wyprawiał, woła o pomstę do nieba. Po prostu przestał grać. Robił wszystko, by Korona mogła wykorzystać jedyne, co potrafi – strzały głową po stałych fragmentach gry. Trenerowi Skorży nie pomogło wystawienie identycznego składu jak w poprzednim meczu.

Futbol to dziwna gra – można mieć miażdżącą przewagę, ale nie podkreślić tego strzelonymi bramkami. Widzieliśmy to w meczu Polska – Niemcy, widzieliśmy też w pierwszej połowie meczu Lecha w Kielcach. Toczyła się pod dyktando gości, którzy w pierwszych dziesięciu minutach mogli, a nawet powinni strzelić co najmniej trzy gole. Zdobyli jednego, po rajdzie prawą stroną Jevticia, dośrodkowaniu i pięknej asyście Golańskiego. Hamalainen otrzymał od niego taką piłkę, że wystarczyło dołożyć nogę.

Lech panował niepodzielnie, atakował czterema-pięcioma zawodnikami, piłkarze w białych koszulkach zamieniali się pozycjami dezorganizując obronę zupełnie zagubionej Korony. Mecz powinien się rozstrzygnąć w tym fragmencie. Niestety, Kolejorz ma klasowych zawodników ofensywnych, ale słabiutkich obrońców. Chaotyczny wypad Korony zakończył się rzutem rożnym. Golański zrehabilitował się za kiks przy stracie gola, idealnie podał na głowę Olivera Kapo, a ten doświadczony i klasowy zawodnik strzelił głową do siatki przy biernej postawie Wołąkiewicza. Gostomski nie miał szans. Potem jeszcze obrońcy Lecha kilka razy wyprowadzali zawodników Korony na dobre pozycje.

Lech nie miał już tak miażdżącej przewagi, a Korona próbowała wykorzystać swoją najsilniejszą broń – dośrodkowania i grę głową. Statystyki dotyczące posiadania piłki wyrównywały się. Kolejorz to jednak drużyna klasowa, z zawodnikami o bez porównania wyższych umiejętnościach. Uśpili miejscowych wieloma podaniami na własnej połowie, co kojarzyło się z czasami Mariusza Rumaka. Nagle jednak wykonane zostało prostopadłe podanie, w pięknej, wręcz książkowo wyprowadzonej, szybkiej akcji uczestniczyli Trałka, Linetty i Pawłowski, który zwiódł obrońcę i pewnym strzałem tuż przy słupku pokonał bramkarza Korony.

Na drugą połowę wyszedł inny Lech. Przekonaliśmy się, że dobra gra tylko przez 45 minut to jeszcze nie przeszłość. Nie było już szybkich, z rozmachem wyprowadzanych ataków, nie było celnych strzałów, rajdów skrzydłami. Nie to jednak było największym błędem Kolejorza, ale stwarzanie zawodnikom Korony dobrych okazji do wyrównania. Seriami powtarzały się faule w środku pola, po których Golański wrzucał piłkę w pole karne, gdzie raz po raz się kotłowało. Mnożyły się też rzuty rożne dla gospodarzy, a po każdym było groźnie na przedpolu Gostomskiego.

Kiedy Hamalainen zszedł z boiska, Lech przestał grać całkowicie, jakby się poddał. Zastępujący go Zaur Sadajew notował stratę za stratą, stać go było na tylko jedną dobrą akcję. Najgorszym zawodnikiem Lecha był Lovrencsics, który nie wykorzystał dobrej okazji w pierwszej połowie. O wiele słabiej niż ostatnio zagrał Jevtić. O postawie defensywy lepiej nie wspominać. Kamiński zszedł zresztą z boiska pod koniec meczu, zastąpił go Arajuuri. Wydawało się, że przy wysokim Finie, dobrze grającym głową, będzie bezpieczniej. Nic z tego. Lech konsekwentnie dbał o to, by Korona miała jak najwięcej stałych fragmentów. Ostatni rzut rożny wykonywała prawie 2 minuty po upływie czasu doliczonego. I dopięła swego, bo Lech nie ma ani jednego stuprocentowego obrońcy.

Korona Kielce – Lech Poznań 2:2 (1:2)

Bramki: 0:1 Hamalainen (5), 1:1 Kapo (16), 1:2 Pawłowski (28), 2:2 Sylwestrzak (90)

Widzów: 7411

Sędzia: Krzysztof Jakubik (Siedlce)

Żółte kartki: Jovanović - Douglas, Sadajew

Korona: Vytautas Cerniauskas - Paweł Golański, Piotr Malarczyk, Radek Dejmek, Kamil Sylwestrzak - Vlastimir Jovanović, Vanja Marković (75. Nabil Aankour) - Jacek Kiełb, Olivier Kapo, Michał Janota - Siergiej Chiżniczenko (53. Przemysław Trytko).

Lech: Maciej Gostomski - Tomasz Kędziora, Hubert Wołąkiewicz, Marcin Kamiński (77. Paulus Arajuuri), Barry Douglas - Gergo Lovrencsics (82. Dariusz Formella), Łukasz Trałka, Karol Linetty, Szymon Pawłowski - Kasper Hamalainen (71. Zaur Sadajew), Darko Jevtić.