Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Bełchatowska klątwa zrzucona. Pogrom przy Bułgarskiej

włącz .

Grać bez nominalnego napastnika i zdemolować wicelidera tabeli, rewelację rozgrywek? Trener Maciej Skorża dowiódł, że w jego zespole tkwią wielkie możliwości. Trzeba je tylko umiejętnie wyzwolić. Władze Lecha zdały chyba sobie wreszcie sprawę, ile pieniędzy – nie wspominając o innych wartościach – straciły trzymając w klubie latami taniego trenera.

Lecha obecnego i z początku rozgrywek nie ma co porównywać. Z poprzedniej drużyny zostały nazwiska i koszulki piłkarzy. Wszystko inne radykalnie się zmieniło. W Warszawie widzieliśmy mądrą, wyrachowaną grę Lecha, który zneutralizował ofensywne walory Legii. Przeciwko Bełchatowowi wybiegła drużyna grająca zupełnie inaczej – atakująca z rozmachem, stwarzająca dziesiątki groźnych sytuacji, a przy tym twardo walcząca. Świadczy to o tym, że trener ma pomysły na grę Lecha, a zawodnicy potrafią jego taktykę realizować,

Goście nie mogliby mieć żalu, gdyby już na przerwę zeszli ze stratą kilku bramek. Mecz był emocjonującym widowiskiem, stał na dobrym poziomie, sytuacje zmieniały się, nie było przestojów, nie widzieliśmy prób ataku z wykorzystaniem dwóch, trzech schematów, niczym w latach wielkiej smuty. Kiedy Lech przechodził do ataku, to nie jednym zawodnikiem, nie dwoma, ale co najmniej czterema, a wszystko to w sytuacji osłabienia, braku napastników. Trener zdecydował się posłać do przodu Hamalainena i ofensywnie ustawić zdrowego już Jevticia. Wyleczył się też ambitnie walczący Linetty

Zaczęło się od patriotycznego pokazu w wykonaniu kibiców z użyciem świec dymnych, co spowodowało 9-minutową przerwę w meczu. Potem Lech szybko zdobył gola. Strzelał Hamalainen, nie było pewności, czy piłka przekroczyła linię bramkową, ale sędzia liniowy zasygnalizował strzelenie bramki. Lech atakował, stwarzał groźne sytuacje. Bramkarz Arkadiusz Malarz bronił szczęśliwie. Były momenty, gdy Bełchatów kontrował, na dobrej pozycji znajdował się owacyjnie powitany przez publiczność Bartek Ślusarski. Padła tylko jedna bramka, choć powinno znacznie więcej.

Strzelono je w drugiej połowie, gdy mecz nie był już tak trudny dla Lecha, bo GKS rozluźnił szyki, próbował atakować. Zaczęło się od gola samobójczego po rzucie rożnym. Kolejne bramki padały w sposób podobny. Lech odzyskiwał piłkę w środku boiska lub w obronie i wyprowadzał szybkie ataki, wykorzystywał umiejętności swych pomocników. Dwie bramki padły w sytuacjach sam na sam, a zdobyli je Hamalainen i Lovrencsivs. Piątą pięknym strzałem dołożył Jevtić. Można czuć lekki niedosyt, bo gdyby Lechowi udało się kilka razy lepiej rozegrać piłkę, Bełchatów poniósłby historyczną klęskę, a i tak trener Kamil Kiereś przyznał, że jego podopieczni nigdy tak wysoko nie przegrali.

Poprzedni trener był mistrzem marnowania wszelkich walorów Lech. Nie potrafił uporać się z rywalami dużo słabszymi, dostarczał kibicom powodów do wstydu, kompromitacja goniła kompromitację. Nie wiemy, jaki będzie bilans pracy w Lechu Macieja Skorży. Już dziś widzimy, że odmienił drużynę. Mądrze ustawił ją taktycznie, nauczył konsekwencji i walki. Ciągle występuje wiele mankamentów, ale pierwszy krok został zrobiony i w przyszłość można patrzyć z optymizmem.

Lech Poznań – GKS Bełchatów 5:0 (1:0)

Bramki: 1:0 Hamalainen (17), 2:0 Malarz (51-samobójcza), 3:0 Hamalainen (71), 4:0 Lovrencsics (81), 5:0 Jevtić (86)

Widzów: 18 717

Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków)

Żółte kartki: Linetty - Ślusarski, Sawala

Lech: Maciej Gostomski - Tomasz Kędziora, Hubert Wołąkiewicz, Marcin Kamiński, Barry Douglas - Łukasz Trałka (46. Szymon Drewniak), Karol Linetty (63. Dariusz Formella) – Gergo Lovrencsics, Darko Jevtić, Szymon Pawłowski (80. Muhamed Keita) - Kasper Hamalainen

GKS: Arkadiusz Malarz - Adrian Basta, Paweł Baranowski, Błażej Telichowski, Adam Mójta - Szymon Sawala (59. Kamil Poźniak), Grzegorz Baran - Łukasz Wroński (59. Andreja Prokić), Paweł Komołow (74. Bartłomiej Bartosiak), Michał Mak - Bartosz Ślusarski.