Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Bez kapsli z Bełchatowem nie wygrają

włącz .

W żaden racjonalny sposób nie można wytłumaczyć, dlaczego Lech od 16 lat nie pokonał u siebie w ekstraklasie Bełchatowa. Remisował lub przegrywał nawet kiedy był mocny, walczył o mistrzostwo, a Bełchatów bronił się przed spadkiem. Teraz może być jeszcze gorzej, bo Lech stracił wszystkich napastników. Nadzieja jest tylko jedna. Od kiedy kibice zaczęli zbierać kapsle Lech Pils, Kolejorz u siebie tylko wygrywa.

Ostatni raz Lech pokonał GKS Bełchatów w 1998 roku. Prowadzona przez Adama Topolskiego drużyna biła wtedy rekord kolejnych zwycięstw, ekipa z Bełchatowa nie miała szans. Dwie bramki zdobył Piotr Reiss, jedną Krzysztof Piskuła. Od tego czasu drużyny te w ekstraklasie zmierzyły się tylko ośmiokrotnie, bo przez dwa sezony Lech grał w drugiej lidze, a Bełchatów niemal co sezon bił się albo o utrzymanie, albo o awans do ekstraklasy. Z tych ośmiu spotkań sześć zakończyło się remisem. Dwukrotnie Lech przegrał. Pech obowiązywał tylko przy Bułgarskiej. W Bełchatowie Lech wygrywał często, nawet 5:0.

Zwycięstwo drużyny znacznie słabszej lub cudem wywalczony remis wpisane są w futbol. To się zdarza. Kiedy jednak mamy z takimi przypadkami do czynienia nieprzerwanie od 16 lat, można mówić tylko o fatum wiszącym nad Lechem. Pamiętamy mecze, gdy Bełchatów oddał jeden celny strzał na bramkę, a wygrał 3:2, bo wyręczali go piłkarze Lecha. Tak było w 2008 roku. Pamiętamy też sceny sprzed półtora roku – niesamowite wyczyny bramkarza Emilijusa Zubasa obdarzonego darem przyciągania piłek. Lech bombardował bramkę GKS-u, ale większość strzałów brał na ciało bramkarz, nawet Piotr Reiss nie trafił do pustej bramki. Wszystko to w sytuacji, gdy Lech ścigał Legię, miał szanse na tytuł, a Bełchatów spadał z ligi.

Skóra cierpnie na myśl o tym, co może wydarzyć się w niedzielę. Trenerowi Maciejowi Skorży nie został ani jeden napastnik, a lista kontuzjowanych zawodników wydłuża się po każdym meczu. Dla odmiany prowadzony przez mądrego trenera GKS jest na fali. Plasuje się w czołówce tabeli, wygrał nawet przy Łazienkowskiej, stracił tylko cztery bramki. W formie jest Bartosz Ślusarski, człowiek z Lechem w sercu, chcący się dobrze pokazać poznańskim kibicom. Jak taką drużynę pokonać, skoro Lech z nią „programowo” u siebie nie wygrywa?

Kibice mają na to receptę. Od kiedy ruszyła wspólna akcja Stowarzyszenia Kibiców Lecha Poznań i Kompanii Piwowarskiej zbierania kapsli Lech Pils, Kolejorz w Poznaniu tylko wygrywa. Co prawda mierzył się z marnymi, osłabionymi kadrowo (Wisła) lub grającymi bez obrony (Zawisza) rywalami, ale dawał sobie radę, gdy równie słaby Bełchatów bywał w przeszłości nie do pokonania. Jeżeli więc cokolwiek odwróci złe fatum, to tylko wrzucane do ustawionych przy wejściu na stadion kapsle. Gdy zgromadzi się ich nie tylko na stadionie, ale i w wielu punktach w Wielkopolsce 600 kg, kibice otrzymają od sponsora klubu 25 tysięcy zł na oprawę meczową.