Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Legia prawie na kolanach

włącz .

Lech skazany był na porażkę. Po pierwszej połowie wydawało się, że pewnie wygra. Ostatecznie zremisował 2:2, choć do ostatnich sekund desperacko bronił się przed porażką. Gdyby miał choć jednego piłkarza potrafiącego wyprowadzić skuteczną kontrę, wypunktowałby schematycznie atakującą Legię. Zagrał mądrze. Do pełni szczęścia zabrało jakości u poszczególnych piłkarzy. I składu pozwalającego włączyć się w walkę o mistrzostwo kraju.

Porównując składy obu drużyn, a szczególnie ławki rezerwowych, nikt rozsądny nie postawiłby na Lecha. Nie dość, że zagrał bez Sadajewa, Ubiparipa. Jevticia, czyli czołowych zawodników ofensywnych, to jeszcze tuż przed meczem ze składu wypadł Gergo Lovrencsics. Lechowi brakuje napastników. Legia miała ich na ławce trzech. Można więc było się spodziewać szturmu Legii na bramkę Gostomskiego i rozpaczliwej obrony głęboko cofniętego Kolejorza. Rzeczywiście pierwsze minuty to przewaga miejscowych, ale wymieniali oni piłkę głównie na własnej połowie.

Nie było pressingu w wykonaniu Lecha. Atak na rywala następował dopiero w okolicach środka boiska. Rzadko udawało się przechwycić piłkę, a kiedy już do tego doszło, szybko wracała ona do Legionistów, bo Lechici podawali niecelnie albo przegrywali bezpośrednie pojedynki. Na szczęście obrońcy i pomocnicy dobrze spisywali się w defensywie, nie pozwalali przeciwnikom na wpadanie w pole karne. Legioniści próbowali szczęścia przy pomocy dalekich przerzutów do Żyry, Kucharczyka, Dudy, zwykle celnych. Każdy z nich miał jednak natychmiast na karku kilku zawodników w niebieskich strojach. Często dalekie wrzutki padały łupem wysoko grającego, czujnego Gostomskiego. Groźnie było tylko kilka razy, po błędach wyjątkowo tego dnia słabego Douglasa.

Lechowi długo nie wychodziły kontrataki, ale kilka razy przedostał się pod bramkę Kuciaka. Zawodnicy z Poznania nie podejmowali wtedy trafnych decyzji, nie podawali celnie, nie tworzyli zagrożenia – aż minęło pół godziny w miarę bezpiecznej gry i Lech uwierzył, że Legia nie jest taka straszna. Wywalczył rzut rożny. Podana przez Douglasa piłka znalazła się przy Kownackim, który skierował ją do stojącego obok Kamińskiego, a ten pokonał bramkarza Legii. Sensacja przy Łazienkowskiej – skazany na pożarcie Kolejorz prowadził!

To był dopiero początek niezwykłych wydarzeń. Kilka minut później, po kontrze, w posiadaniu piłki znalazł się Formella, który jak zwykle miał zasiąść na ławce, ale uraz Lovrencsicsa wymusił zmianę last minute. Darek w cudowny sposób opanował piłkę wykorzystując poślizg Dossy Juniora i mimo jego obecności strzelił w dziwny, ale pewny sposób, obok Kuciaka. 2:0 dla Lecha! Legia musiała zaatakować, a mądrze grający Lech tylko na to czekał. Piłkę przechwycił Hamalainen, ruszył sam na sam z bramkarzem, a kiedy składał się do strzału, rozpaczliwa interwencja obrońcy zapobiegła stracie bramki, która właściwie rozstrzygnęłaby mecz już przed przerwą. Właśnie w tym momencie zadecydowało się, że Lech nie wygrał meczu.

Jak było do przewidzenia, w drugiej połowie Legia zepchnęła Lecha do głębokiej obrony. Właśnie wtedy prosiło się o skuteczny kontratak. Hamalainen, który jest szybkim zawodnikiem, był tego dnia źle dysponowany, niewiele mu wychodziło, nie pomógł Lechowi. Szymon Pawłowski potrafił wyjść z piłką skrzydłem, ale co z tego, skoro zamiast rozegrać lub strzelić, wstrzymywał akcje, często piłka była kompletnie bez sensu wycofywana do Gostomskiego, a ten wybijał ją gdzie popadnie. Trener Skorża już dowiódł, że jest bez porównania lepszym trenerem niż Rumak, ale czeka go wiele jeszcze pracy z zawodnikami Lecha, zanim zrobi z nich klasową drużynę.

Przede wszystkim jednak musi mieć wsparcie ze strony właściciela klubu. To skandal, że czołowa polska drużyna ma tak wąski skład. W takiej sytuacji nie można pojechać do Warszawy jak po swoje. Trzeba było liczyć na piłkarską mądrość i na szczęście. A ono w drugiej połowie sprzyjało Legii. Brzyski wykonał dośrodkowanie z lewego skrzydła, ale spudłował tak dla Lecha pechowo, że przelobował Gostomskiego zdobywają gola kontaktowego. Legia zaatakowała ze zdwojoną siłą. I dopięła swego, gdy bramkę głową po celnym tym razem dośrodkowaniu Brzyskiego zdobył Dossa Junior, wygrywając bezpośrednią walkę z Maciejem Wiluszem. To był efekt nie tylko błędu w defensywie, ale przede wszystkim zepchnięcia Lecha do rozpaczliwej obrony.

Do przedłużonego o 4 minuty meczu sędzia doliczył jeszcze jedną minutę. W tym czasie kilka razy zakotłowało się pod bramką Gostomskiego. Ostatecznie padł remis, który przed spotkaniem kibice poważnie osłabionego Lecha wzięliby w ciemno, ale ostatecznie przyjęli go ze zrozumiałym rozczarowaniem.

Legia Warszawa – Lech Poznań 2:2 (0:2)

Bramki: 0:1 Kamiński (32), 0:2 Formella (39), 1:2 Brzyski (76), 2:2 Dossa Junior (90)

Widzów: 25 934.

Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń).

Żółte kartki: Kędziora, Wilusz, Douglas, Gostomski.

Legia: Dusan Kuciak - Łukasz Broź, Jakub Rzeźniczak, Dossa Junior, Tomasz Brzyski - Michał Żyro, Tomasz Jodłowiec, Ivica Vrdoljak, Michał Kucharczyk (46. Orlando Sa) - Miroslav Radović, Ondrej Duda (75. Marek Saganowski).

Lech: Maciej Gostomski - Tomasz Kędziora, Marcin Kamiński, Maciej Wilusz, Barry Douglas - Łukasz Trałka, Hubert Wołąkiewicz - Dariusz Formella (70. Muhamed Keita), Kasper Hamalainen (80. Szymon Drewniak), Szymon Pawłowski - Dawid Kownacki (87. Luis Henriquez).