Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Osłabiony Lech zamierza wygrać w Warszawie

włącz .

Ostatni raz Lech wygrał na Łazienkowskiej, gdy jeszcze Legię prowadził Maciej Skorża. Bronił się wtedy, oddał pole gospodarzom, wyprowadził skuteczną kontrę. W kolejnych trzech meczach był równorzędnym przeciwnikiem Legii, prowadził grę, ale przegrywał. Teraz jedzie do Warszawy poważnie osłabiony, ale trener i piłkarze zapewniają, że ich jedynym celem jest zwycięstwo. Remisu nie biorą pod uwagę.

Do Warszawy nie pojechali Zaur Sadajew, Darko Jevtić, Karol Linetty, Vojo Ubiparip. Wszyscy leczą kontuzje. Do pełni sił po wstrząśnieniu mózgu doszedł natomiast Dawid Kownacki. 17-latek jest jedynym nominalnym napastnikiem, jakim dysponuje Maciej Skorża. Nie wiadomo, czy zagra od początku. Raczej trener wpuści go na boisko w drugiej połowie.

– Z kilku piłkarzy muszę zrezygnować, ale nie szukam usprawiedliwienia. Do autokaru wsiada 18 zawodników, którzy jadą po to, by walczyć. Stawka tego meczu jest niebagatelna. Możemy zmniejszyć przewagę w tabeli Legii, liczy się też nasza sytuacja bozaboiskowa, atmosfera w drużynie. To jeden z kluczowych momentów tego sezonu. Nie chcemy w Warszawie zaprezentować się i wrócić, ale do końca walczyć o zwycięstwo – zapowiada Maciej Skorża.

Czy czołowy piłkarz Legii Miroslav Radović zostanie zneutralizowany? Trener Lecha nie przewiduje indywidualnego krycia, wyznaczenia jednego piłkarza odpowiedzialnego za pilnowanie Serba. Piłkarze Lecha zrobią jednak wszystko, by uprzykrzyć mu życie. Opiekę nad nim będą sprawować różni zawodnicy, zależnie od strefy boiska.

Piłkarze Lecha, zdający sobie sprawę, że Legia nie jest w Wielkopolsce lubiana twierdzą, że dla nich nie ma to większego znaczenia. – Przed meczem możemy sobie pozwalać na uszczypliwości i złośliwości wobec tego przeciwnika, ale tylko do pierwszego gwizdka. Na boisku będzie już twarda walka – mówi Marcin Kamiński. Wiosną przy Łazienkowskiej Legia wygrała po tym, jak sędzia Paweł Gil nie zareagował na odepchnięcie obrońcy przez Radovicia. – Powinienem zachować się lepiej. To się już nie powtórzy – zapewnia Marcin.

Przed meczami z Zawiszą i Wisłą piłkarze Lecha twierdzili, że potrzeba im tylko zwycięstw, by zeszła z nich presja i mogli grać swobodnie, pokazać swoje umiejętności. Mecze te zostały wygrane. – Teraz pracujemy równie mocno, jak wcześniej, ale nasze samopoczucie wyraźnie się poprawiło. Sytuacja drużyny jest już inna – mówi Marcin Kamiński. – Mamy plan na ten mecz. Musimy go wygrać, pokazać twardą walkę – dodaje Szymon Pawłowski, bohater meczu z Wisłą. – Nie jest ważne, kto strzela. Ostatnio byłem to ja, następnym razem gole zdobędzie ktoś inny – twierdzi.

Czy zawodnicy Lecha, zdający sobie sprawę ze złej sytuacji kadrowej, remis przyjęliby w ciemno? – Jedziemy po zwycięstwo i żaden inny wynik nie wchodzi w rachubę. To nam da kopa przed pozostałymi meczami – mówi „Kamyk”, a Pawłowski dodaje, że konieczne będzie zachowanie zimnej krwi i spokojna realizacja tego, co ustalone. – Nie ważne, w jaki sposób zagra Legia. To nas nie interesuje. Mamy prowadzić grę, strzelać bramki – podkreślają piłkarze Lecha.