Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Wyeliminowali Wisłę, ale kto zagra przeciwko Legii?

włącz .

Dobra wiadomość dla kibiców Lecha: po zwycięstwie nad Wisłą 2:0 udało się wywalczyć awans do kolejnej rundy Pucharu Polski. Fatalna wiadomość dla kibiców Lecha: zespół na kilka tygodni stracił ostatniego napastnika, Zaura Sadajewa, a na dodatek Darko Jevticia. W sobotę Lech zagra przeciwko Legii bez zawodnika w ataku, z eksperymentalnie zestawioną pomocą.

Wisła przyjechała do Poznania w składzie rezerwowym i jak było do przewidzenia, natychmiast oddała pole Lechowi. Powiedzieć, że grała defensywnie, to nie powiedzieć niczego. Lech miał olbrzymią przewagę, ale od lat nie potrafi grać w ataku pozycyjnym, więc grał bezproduktywnie, toczył pojedynek z Gerardem Bieszczadem, swoim byłym bramkarzem, obecnie graczem Wisły.

Przez całą pierwszą połowę trwał ostrzał bramki gości. Nie minęło pół minuty, a pierwszy dobry i celny strzał oddał Sadajew. Bieszczad pewnie obronił. Kilka minut później Czeczena na boisku już nie było. Został w polu karnym zaatakowany z tyłu. Sędzia nie zwrócił na to na to uwagi, a Sadajewa prawdopodobnie długo nie zobaczymy na boisku. Na jego stawie skokowym pojawił się silny obrzęk.

Dwie idealne sytuacje miał Muhamed Keita. Trafił w poprzeczkę, potem skierował piłkę do pustej bramki, ale Bieszczad wyrósł jak spod ziemi i wybił piłkę na róg. Dośrodkowań z narożnika tylko w pierwszej połowie Lech wykonał kilkanaście. Niestety, wszystkie w ten sam, nieskuteczny sposób. Bieszczad zawsze był na posterunku, a samego siebie przeszedł broniąc rzut karny, po sfaulowaniu przez Guerriera szarżującego Lovrencsicsa. „Jedenastkę” jak zwykle miał wykonać Wołąkiewicz. Przed szereg wyrwał się jednak Jevtić. I strzelił fatalnie, lekko, na dobrej dla bramkarza wysokości.

Wynik do przerwy powinien brzmieć 5:1 dla Lecha. Wisła miała jedną okazję, gdy przeprowadziła kontrę, wybiegający poza pole karne Gostomski minął się z piłką, na szczęście Sarkiego powstrzymał Wołąkiewicz. Lech grał powoli, bez przyspieszeń, czyli jak w czasach trenera Rumaka. Pierwsza połowa przypominała mecz z islandzkimi studentami.

W drugiej połowie Lech trochę przyspieszył, zaczął wreszcie gubić obrońców Wisły, do tej pory bardzo dobrze zorganizowanych. Po kolejnym rzucie rożnym piłka została wybita przed pole karne, ale tam przejął ją Szymon Pawłowski, który w pierwszy połowie wszedł na boisko za kontuzjowanego Sadajewa. Oddał płaski, plasowany strzał, przy którym Bieszczad mógł tylko popatrzeć na lot piłki. Potem pokonał bramkarza jeszcze raz, gdy przeprowadził rajd, wpadł w pole karne.

Przegrywająca Wisła próbowała przejąć inicjatywę, zaatakować, ale czyniła to jeszcze gorzej niż Lech w pierwszej połowie, ponieważ nie oddała ani jednego strzału! Przez cały mecz! Gdyby Lech był lepiej zorganizowany w ataku, strzeliłby kilka bramek z kontry. Najczęściej szybkie wypady kończyły się w momencie, gdy piłka trafiała do Keity. Ani razu nie potrafił jej rozegrać, czy oddać strzał.

Lech – Wisła 2:0 (0:0)

Bramki: 1:0 Pawłowski (66), 2:0 Pawłowski (77)

Widzów: 10 695

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa)

Żółta kartka: Trałka

Lech: Maciej Gostomski - Tomasz Kędziora, Hubert Wołąkiewicz, Marcin Kamiński, Luis Henriquez (63. Barry Douglas) - Łukasz Trałka, Darko Jevtić (78. Szymon Drewniak) - Gergo Lovrencsics, Kasper Hamalainen, Muhamed Keita - Zaur Sadajew (15. Szymon Pawłowski)

Wisła: Gerard Bieszczad - Piotr Żemło, Michał Czekaj, Richard Guzmics, Wilde Guerrier - Alan Uryga - Emmanuel Sarki (70. Łukasz Garguła), Dariusz Dudka, Przemysław Lech (78. Kamil Kuczak), Tomasz Zając (58. Bartłomiej Kolanko) - Mariusz Stępiński.